środa, 28 września 2016

Się powyrabiało, czyli psia rodzinka.pl szuka domków

Wyszłam rano przywitać się z naszymi znajdkami- Jackiem i Agatką i dać im śniadanie. Po chwili wróciłam nieco zdezorientowana i zagadnęłam robiącego nam herbatę Darka.

- Kochanie, a pamiętasz, jak się zastanawialiśmy, czy Agatka przypadkiem nie jest w ciąży?
- No, pamiętam.
- No, to już nie jest.

Tego ranka Agatka nie wybiegła z drewutni na powitanie, jak miała w zwyczaju. Wprost przeciwnie. Niosąc naszym znajdkom śniadanko (twarożek z jabłuszkiem i odrobiną kaszy jaglanej) spotkałam się z nietypową sytuacją. Jacuś siedział przed drewutnią czujny jak strażnik w Sing Sing. Gdy tylko zbliżyłam się do drzwi, Agatka wybiegła mi na spotkanie podekscytowana i wyraźnie próbowała mnie gdzieś zaprowadzić, coś pokazać. Jacusiowi wejść do środka nie pozwoliła. Biedak wsadził tylko łeb i dostał takie bęcki, że aż zaskowytał. Weszłam i już wiedziałam. Z najdalszego kącika dobiegał ni to płacz, ni to nawoływanie. Pojękiwania mające w sobie tyle żalu i skargi, że zimno, że mama na chwilę odeszła, że cysia nie ma w zasięgu pyszczka... Nie ma na świecie kobiety, która nie uległaby takim nawoływaniom. I nie różnią się one zbytnio u szczeniąt ludzkich i psich. Spojrzałam na Agatkę. Spojrzałam głęboko w jej złoto-brązowe oczka. Było w nich tyle czujności i strachu o maleństwa. I tyle czułości i podekscytowania zarazem. Było też może ociupinkę zdziwienia. Agatka została mamą. Zobacz- zdawała się mówić. – Ale się powyrabiało.

- Ale się powyrabiało – stwierdził Darek lejąc wodę zamiast do kubka, to obok niego, jakby czytał nam w myślach.


Nasze zmartwienie się powiększyło. Teraz martwimy się, czy uda nam się znaleźć domki już nie dla dwóch znajdków, ale dla sześciu.

Jak to możliwe, że nie zorientowaliśmy się, że Agatka jest w ciąży, nie wiem. Mieliśmy podejrzenia. Pewnie. Zaokrąglony brzuszek Agaci był oglądany przez weterynarza. I nic. Przypisaliśmy to jej łakomstwu. Mieliśmy dla pewności wykonać USG w najbliższych dniach... Teraz już nie musimy.

Przynieśliśmy jedno z dawnych posłań Buby (takie z wysokimi ściankami), wyłożyliśmy ciepłymi kocami i zadbaliśmy, żeby w drewutni nie było przeciągów. Posłanie Jacusia odsunęliśmy w drugi kąt, żeby jego obecność nie stresowała mamy i maluchów. Gdy przekładałam te mikre i cieplutkie ciałka do nowego posłanka (pod bacznym spojrzeniem Agatki) poczułam, że jest w tym wszystkim jakiś głębszy sens. Jacuś i Agatka nie są rodzeństwem, jak myśleliśmy na początku. Ich przywiązanie i ogromna opiekuńczość Jaca mają inne podłoże. Są psią rodziną. Teraz już wiemy, dlaczego porzucono ich w lesie. Powodem są cztery maleństwa, które miały się narodzić. Człowiek Agatki wiedział, że zostanie mamą. I z czystym sumieniem wyrzucił ją z domu. Czy Jacek został wyrzucony razem z nią, czy pobiegł za nią z własnej woli, nie wiemy. Wiemy jednak, że przez cały ten czas, gdy tułali się po lesie, pilnował jej. Oddawał jej swoje jedzenie i przynosił dla niej upolowane myszki. Był z nią na dobre i na złe. Nawet wtedy, gdy właziła mu na głowę i spuszczała bęcki o byle co. Nawet wtedy, gdy już ich przygarnęliśmy i byli bezpieczni. Nie odstępował jej na krok. Dziś znamy już powód jego opiekuńczej postawy. A właściwie cztery małe powody.

Co by się stało, gdybyśmy nie znaleźli Jacka i Agatki? Czy przygarnąłby je ktoś inny? Czy Agatka musiałaby urodzić swoje maleństwa pod jakimś krzakiem w lesie, gdzie zimno i mokro?

Psia rodzinka trafiła pod naszą opiekę. Tak miało być. Jeszcze kilka dni temu zamartwialiśmy się, jak to będzie. Idą jesienne chłody, nad ranem trawa już oszroniona, a my mamy znajdkom do zaoferowania tylko nieocieploną drewutnię. W dodatku Jacek i Koperek szczerzą na siebie zęby przez furtkę, a Jaco w wolnej chwili próbuje się tu i ówdzie przekopać na terytorium rywala. Po głowach chodziły nam różne rozwiązania. Zastanawialiśmy się nad opcją „schronisko”, bo choć byłoby to naszą porażką, momentami nic innego nie przychodziło nam do głowy. Ogłoszenia publikowane na forach i stronach poświęconych psim adopcjom nie dawały odzewu.

Tego ranka, gdy herbata stygła na kuchni, zajrzeliśmy do drewutni razem. Stanęliśmy w drzwiach patrząc jak psia mama troskliwie podsuwa sobie noskiem maleństwa pod brzuszek i...
... I cała reszta przestała mieć znaczenie.


Jeszcze nie mamy pomysłu, co zrobić, gdy przyjdą prawdziwe chłody. Jedno jest pewne. Zarówno Koperka, jak i Jacka czeka pewien zabieg. A z resztą zmartwień jakoś sobie poradzimy. Jedno po drugim. Teraz muszę tylko trochę wcześniej wstawać, żeby nagotować dla wszystkich jedzonka. Psia mama je za dwoje. A właściwie za czworo. Za czworo małych klusek ;)

Kochani,
jeśli chcecie pomóc Jacusiowi, Agatce i ich dzieciakom, to jest na to kilka możliwości.

W pierwszej kolejności na nowy domek czeka Jacuś. Mały dżentelmen o bardzo czułym sercu już nie musi opiekować się swoją ukochaną. Agatka jest bezpieczna. Ma teraz maleństwa na głowie i niestety bardzo gnębi Jacusia. Nie pozwala mu nawet spokojnie przejść obok siebie bez opierdzielenia go i przetrzepania mu karku. Jacuś spełnił już swoje zadanie i potrzebuje domu, w którym mógłby wreszcie odpocząć. Jest bardzo spokojnym i grzecznym psiakiem. Lubi dzieci i jest delikatny. Proszę, pytajcie znajomych. Może ktoś właśnie szuka wiernego i spokojnego towarzysza, którego da się wziąć pod pachę ;)

Maleństwa i Agatka będą do oddania za około 2 miesiące, ale oczywiście można je adoptować już teraz. 2 dziewczynki (czarne) i 2 chłopców (czekoladowych). Wszystkie maluchy są zdrowiuchne, opijają się mlesiem do upadłego i radośnie popiskują. Będą wielkości rodziców- czyli nie będą nawet sięgać do połowy łydki. Wygląda na to, że po tatusiu będą miały krótką i gładką sierść. Będziemy o nich pisać regularnie na fejsbuku. Również pytajcie znajomych. Może ktoś szuka psiej dzidzi?

Proszę, publikujcie nasze rodzinne wieści na swoich fejsbukach. Niech się niesie w świat nasza prośba o domki dla psiaków. Nad naszą głową nadal wisi widmo mrozów. Jeszcze nie wiemy co zrobić z psiakami, gdy zrobi się zimno. Drewutnia może nie wystarczyć. Agatka zostaje u nas dopóki maluchy nie podrosną, coś wymyślimy. Ale Jacuś potrzebuje PILNIE domku. Pomóżcie nam, proszę.

PS A sposób na pyszny i pokrzepiający twarożek z jabłkiem i kaszą jaglaną jest prosty. Szklankę kaszy jaglanej gotujemy w 2 szklankach wody "na sypko". W rondelku rozpuszczamy łyżkę oleju kokosowego (używam nierafinowanego) i mieszamy z kaszą. Dodajemy jedno starte jabłko i 300 g tłustego twarogu. Podgrzewamy tylko tyle, żeby było ciepłe, inaczej zarówno drogocenny olej jak i jabłuszko wiele stracą. Można dodać łyżkę miodu. Jesienią taki naturalny antybiotyk to dobry pomysł. Podajemy ciepłe i patrzymy, jak się uszy trzęsą. 




4 komentarze:

  1. No to się nawyrabiało!
    Niedawno miałam podobną sytuację tylko, że znalazłam w swojej szopie kotkę z 9 kociakami.
    Kocia mama okazała się zwierzakiem sąsiada, ale przez te kilka dni taka liczba kotów pochłonęła ogromną ilość pożywienia. :D
    Udostępnię ten post na Psiolubnym Twitterze. Może ktoś, może coś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Dziękujemy bardzo :) Mam przeczucie, że maluszki bez trudu znajdą domek. Zdrowe i śliczne na pewno kogoś zauroczą. Każdy chce szczeniaczka. Problem jest z Jacusiem i Agatką. Nikt dorosłych piesków nie chce. Zupełnie tego nie rozumiem, ale tak jest.
      ps Zupełnie nie znam się na kotach, ale słyszałam, że to całkiem normalne, że kotka szuka sobie miejsca na poród i często ląduje u sąsiada ;)

      Usuń
  2. Proszę o informację czy pieski znalazły domek. Poruszająca historia. Też mam psiaka ze schroniska. Jest najwspanialszym przyjacielem. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam serdecznie i z ogromną przyjemnością śpieszę powiedzieć, że zarówno Agatka, jak i maluchy znalazły cudowne domy. A Jacuś... Został z nami. Zdobył nasze serca całkowicie swoim charakterem. A z Koperkiem są dziś najlepszymi kumplami :) Kto by pomyślał... ;)

      Usuń