wtorek, 26 stycznia 2016

Dużo na głowie

6 rano. Za oknem jeszcze ciemno. Koperkowi coś się przyśniło, albo godziny mu się pomyliły, kto wie. W każdym razie wskoczył nam do łóżka, choć teoretycznie wie, że mu nie wolno.

Darek: Słońce, zrób coś. Koperek mi wlazł na głowę.
Zuzia: Koperku, zejdź.
Darek: Słońce, nie posłuchał. Nadal mi siedzi na głowie.
Zuzia: Koperku, zejdź z pana głowy.
Darek: Nadal siedzi. W dodatku teraz jeszcze mnie szczypie w brodę.
Zuzia: No, to co ja ci poradzę, że twój pies lubi włochate i wypchane watą zabawki.


sobota, 9 stycznia 2016

O obowiązku bycia przyjacielem, czyli jak to jest z tym posiadaniem psa

Często słyszę od znajomych pytania dotyczące posiadania psa. Wygląda na to, że posiadanie psa jawi się wielu ludziom jako ogromny obowiązek i obciążenie. Dwa psy to już niewyobrażalny ogrom pracy. Jak ja w ogóle mogę robić coś poza chodzeniem na spacery i karmieniem moich dwóch smoków.


Zgadzam się. Bycie towarzyszem psa jest czasochłonne. I czasami fizycznie ciężkie. Zwłaszcza w tych chwilach, gdy czujemy się gorzej- z powodu choroby, czy zmęczenia- a pies siada przy drzwiach i tęsknie spogląda na smycz. Tylko, że... Jeśli faktycznie decydujemy się być towarzyszem naszego psa, to cała ta czasochłonność przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Dla naszego psa jesteśmy całym jego światem. On nieuchronnie staje się wielką częścią naszego świata. Nie potrafię sobie już wyobrazić, jak wyglądałoby nasze życie bez tej psiej części. Na pewno wyglądałoby nieco inaczej. Prawda jest taka, że wiele życiowych oraz codziennych wyborów dokonujemy z myślą o naszych psach. Na wakacje staramy się jeździć w miejsca, gdzie pies nie będzie przeszkadzał, a my będziemy mogli chodzić na długie spacery. Nie jest to dla nas żadnym kłopotem, bo nigdy nie byliśmy wielkimi fanami hoteli typu all inclusive i wycieczek organizowanych. Jeśli umawiamy się z przyjaciółmi na jakiś wypad na miasto lub spotkanie, to zawsze w godzinach "po spacerze" i staramy się, by spacer był aktywny. Zmęczonemu psu łatwiej znosi się nudę. Nasi najbliżsi znajomi wiedzą, że mamy w domu szczeniola i nie gniewają się, jeśli podczas spotkania mówię, że musimy już iść, bo Koperek sam w domu. Choć przyznaję, zdarzyło mi się stracić przyjaciela, gdy Buba była szczeniakiem. Kolejne przekładanie wyjścia na kawę, bo szczeniaka boli brzuszek i nie spałam w nocy okazało się nie być przekonującym argumentem. O tym, że na zakupach wkładam do koszyka również składniki na psi obiad już wiecie. Chyba nie potrafiłabym już robić zakupów tylko dla siebie. Zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy totalnymi psiarzami, gdy po przeprowadzce na wieś pierwsze, co zrobiliśmy, to ustawiliśmy psie miski i wybraliśmy miejsce na psie posłania. Dużo psich posłań, bo pieseły śpią na swoich posłankach w naszej sypialni, ale mają też legowiska w gabinecie i kuchni, czyli dwóch miejscach, w których spędzamy najwięcej czasu.

Czy posiadanie psa to ogromny obowiązek? Gdy rano (o szóstej) budzi mnie przeciągliwy ziew Koperka i sapanie Buby oznaczające, że już wstaliśmy i chce nam się siusiu, to nie myślę o tym, jak bardzo nie chce mi się wyjść i jakie to moje życie jest straszne, bo mam taki ciężki obowiązek wyprowadzania psów. O szóstej rano w ogóle nie wiele myślę ;) Przeciwnie- wyskakuję z łóżka, jak z procy, w biegu naciągam ciepłe, zimowe spodnie i w kurtce narzuconej na piżamę wybiegamy na pierwszy spacer. Koperek ma niecałe pół roku i, choć w ciągu dnia udaje mu się cierpliwie doczekać do kolejnego spaceru, rano- po całej nocy przespanej głębokim snem- wolałabym nie testować wytrzymałości jego pęcherza. Gdybym nie miała psów, to prawdopodobnie nikt nie namówiłby mnie do wyjścia na mróz o tak wczesnej porze. Ale mam psy. I ten poranny spacer to nie przykry obowiązek, ale zwykła przyjacielska powinność. Gdybyś miał dziecko- zapytałam kiedyś kolegę, który sugerował, że można by psa wyprowadzać tylko dwa razy dziennie, bo trzy to by mu się nie chciało- i ono bardzo chciałoby siusiu, to co? Nie zaprowadziłbyś do toalety?

Ale pies to nie dziecko- padła odpowiedź. Taką odpowiedź słyszę zresztą bardzo często. Pies to nie dziecko, pies to nie człowiek, pies to tylko pies.

Pies to AŻ pies. Sama niejednokrotnie podkreślałam, że nie powinno się go traktować, jak dziecka, bo to zupełnie inna para kaloszy, ale prawda jest taka, że emocje jakimi obdarzamy dziecko, są bardzo podobne do tych, jakimi obdarzamy psa. Troska. Opiekuńczość. Konsekwentne wychowanie. Ciepło. Dbałość o zdrowie. Chęć wspólnego spędzania czasu i przyglądania się, jak rośnie i zdobywa kolejne szczyty swojego rozwoju. To wszystko pojawia się w chwili, gdy do naszego życia wkracza mała istotka potrzebująca nas i nas kochająca. Dziecko. Lub pies.

Posiadanie psa to nie przykry obowiązek. To prawdziwe błogosławieństwo. Ale tylko jeśli wykasujemy ze swojego myślenia zwroty typu "to tylko pies". Jeśli zobaczymy w psie to, czym jest na prawdę. Najwierniejszego towarzysza życia, jakiego można mieć.

Tylko wtedy okaże się, że nasz dom jest pobłogosławiony jego obecnością. Bo to on sprawia, że domownicy mają tyle powodów do radości i wspólnego spędzania czasu. To on kładzie się w nogach, gdy nam smutno. To on "każe" ubrać się ciepło i wyjść oglądać cały ten piękny świat z bliska. To on przegania poczucie pustki po stracie ukochanej osoby i on sprawia, że nasze życie wydaje się być kompletne.

Ale. Duże ALE. Ja nikogo na posiadanie psiego towarzysza nie namawiam. Byłoby znacznie mniej smutnych psich historii na świecie, gdyby wszyscy zdawali sobie sprawę, że psia przyjaźń nie jest na chwilę, ale na paręnaście lat. I że, jak każda przyjaźń, relacja z psem czasami wymaga poświęceń.