piątek, 6 listopada 2015

O szczenięcej kuchni słów kilka, czyli wieprzowina duszona z warzywami

Ostatnio zrobiło się w naszej blogowej kuchni zdecydowanie bardziej psio niż ludzko. Mają na to wpływ dwie rzeczy. Po pierwsze, mieszkamy aktualnie w domu przed remontem. Moje kuchenne miejsce pracy ograniczyło się do minimum. Nie przywiozłam ani swoich sprzętów, ani ulubionych naczyń i dekoracji. Mam natomiast stary piekarnik gazowy, na którym nie da się ustawić pożądanej temperatury pieczenia i mnóstwo emaliowych garnków- tak poprzypalanych, że aż wstyd. Drugą rzeczą, która spowodowała całkowite zejście bloga na psy jest pojawienie się w naszej rodzinie czworonożnego malucha. Ostatnimi czasy wymyślam głównie psie przepisy starając się odkryć kulinarne upodobania naszego maleństwa.

Ano, właśnie. Przy okazji kolejnego przepisu dla szczeniaków o żywieniu szczeniąt słów kilka. Na co zwracać uwagę, o czym pamiętać.

Zgłębiając tematykę żywienia szczeniąt na każdym etapie ich rozwoju doszłam do pewnego wniosku. Że jest wiele podobieństw między karmieniem szczenięcia i karmieniem dziecka. Jest też oczywiście wiele zasadniczych różnic i nie wolno nam traktować psiego dziecka zupełnie jak dziecka ludzkiego. Spotkałam się ostatnio z pomysłem karmienia szczeniaka głównie mlekiem. Pies nie jest niemowlęciem. Gdy tylko odstawiony od mleka matki, może i powinien jeść to, co dla niego najważniejsze- mięso. Szczenięta, w przeciwieństwie do niemowląt, zostały przez naturę wyposażone w całkiem sprawne ząbki i układ trawienny świetnie radzący sobie z prostym pożywieniem. Jednak zapoznawanie szczenięcia z nowym jadłospisem jest bardzo podobne do wprowadzania nowych składników do diety małego dziecka.

Zawsze zaczynamy od prostych potraw- mono- lub dwuskładnikowych. Na przykład gotowane na parze mięso drobiowe (uwaga na kurczaka typu broiler- potrafi uczulać) i marchewka. Jajka ugotowane na miękko i odrobina kaszy gryczanej. Duszona ryba i przecier z gotowanego selera. Połączenia proste i lekkostrawne. Żadnej surowizny, bo szczenię nie poradzi sobie jeszcze z drobnoustrojami i będziemy mieli obowiązkowe mycie podłóg.

Każdy kolejny składnik (czy to mięso, czy warzywo lub owoc) wprowadzamy stopniowo. Jeden nowy składnik na kilka dni. Dzięki temu będziemy mieli możliwość zauważyć, co konkretnie szkodzi naszemu szczenięciu. Efekt uczulenia pokarmowego lub niestrawności jest widoczny już po kilku godzinach od zjedzenia jakiejś nowości, ale może się też pojawić dopiero następnego dnia. A wierzcie mi, że szczeniak szczeniakowi nie równy. To już trzecie moje psie dziecko i jak na razie nic co szkodziło poprzednim nie robi na nim wrażenia. Natomiast jogurt naturalny, którym Maja i Buba zajadały się w szczenięctwie wywołał u Koperka taką rewolucję, że do świtu szorowałam podłogę. I nie świadczy to bynajmniej o uczuleniu na laktozę. Twarożek z jabłkiem jest pałaszowany od pierwszych dni u nas.

Jeżeli zdecydujecie się karmić szczenię domowym jedzeniem (wiecie, że polecam- żadna sucha karma nigdy nie będzie zdrowsza niż świeże jedzenie), to staniecie przed nie lada wyzwaniem. Będziecie musieli się dowiedzieć, co wolno podawać do jedzenia szczenięciu, a czego lepiej unikać. Postaram się w przepisach z działu papi papu doradzać Wam połączenia, które u nas się sprawdziły. Nie mogę jednak stworzyć jednej dla wszystkich listy produktów, z którymi do szczenięcej kuchni można śmiało wkroczyć. Każdy pies jest inny. Poczytajcie w internecie, nigdy nie polegajcie na tylko jednym źródle i w razie wątpliwości konsultujcie się z zaufanym lekarzem weterynarii. Pamiętajcie też o zachowaniu odpowiednich proporcji. Szczenię ma zdecydowanie większe zapotrzebowanie na białko niż dorosły pies. Proporcje powinny więc wyglądać mniej więcej tak: minimum 60 % mięsa (lub jaj, nabiału, ryb) i pozostałe 40 % warzywa, owoce, kasze. Te proporcje również przedyskutujcie z lekarzem. W przepisie podaję proporcje stosowane przez nas, ale muszą one zostać przez Was dostosowane pod potrzeby Waszej pociechy. Ilość takiego dania również trzeba dobrać pod wiek szczenięcia i jego docelowy rozmiar.

Poza tym obowiązują znane zasady. Zero soli, ostrych i eterycznych przypraw, zero gotowanych kości i absolutne zero słodyczy- tych naszych, ludzkich. Psie przysmaki... W granicach zdrowego rozsądku :)

A dzisiaj prosty przykład na połączenie kilku prostych składników i stworzenie szczenięcego obiadu. Smacznego i zdrowego.

Wieprzowina duszona z warzywamidla szczeniaka i nie tylko


Składniki:
  • pół kilograma chudej wieprzowiny (np. schabu)
  • jeden średni burak
  • jeden ziemniak
  • jedna marchew
  • łyżka siemienia lnianego
Warzywa gotujemy w mundurkach. Studzimy i obieramy. Kroimy w drobną kostkę.

Mięso drobno kroimy, podsmażamy bez tłuszczu na nieprzywierającej patelni. Dodajemy ugotowane warzywa i zalewamy szklanką wody. Dodajemy siemię lniane i dusimy na wolnym ogniu około 10 minut, aż siemię stworzy wokół składników kleisty sos.

To proste danie jest świetnym pomysłem na przemycenie szczenięciu kleiku z siemienia lnianego. Taki kleik działa jak balsam na układ pokarmowy malucha. Łagodzi zatwardzenia i bóle brzucha, pomaga przy biegunkach. Działa też łagodząco, gdy szczeniak naje się czegoś, co podrażnia żołądek, na przykład patyków lub trawy.

8 komentarzy:

  1. Dzięki za pomysł dodawania nasionek do papu! :)
    A przepisu spróbuję na moim dorosłym już Terrorze! :)
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma za co :) nasionka lny bardzo fajnie zagęszczają psie jedzenie. i są bardzo zdrowe. A Terrorowi na pewno będzie smakować. Buba pałaszuje papu Koperka, aż jej się uszy trzęsą :)

      Usuń
  2. Tylko problem jest taki, że wszyscy weci twierdzą, że sucha karma jest najlepsza....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca tak jest. Tylko czasami wychodzą z założenia, że to najprostszy sposób żywienia psów, więc aby nie zniechęcać ludzi do posiadania psów w ogóle, proponują właśnie suchą karmę. Lobby przedstawicieli handlowych producentów tych karm również jest silne. Jeżeli weterynarz dostaje od nich szkolenia itp, to trudno, żeby się jakoś nie odwdzięczał. Nam nasz zaufany weterynarz również proponował na początku suchą karmę znanej firmy o królewskiej nazwie. Gdy okazało się, że malutka wtedy Buba jest na nią uczulona, ja zapytałam wprost: Będę karmić gotowanym przeze mnie jedzeniem. Co mogę dawać? I okazało się, że weterynarz miał nam do udzielenia mnóstwo porad. Sam przyznał, że nie proponował żywienia domowego, bo jego klienci rzadko kiedy są takim żywieniem zainteresowani. A to takie zamknięte koło, bo jeśli weterynarze tego nie proponują, to właściciele nie pytają i tak dalej :)

      Usuń
    2. Wiesz, tylko ja pracuje przy weterynarii i poznałam zdanie wielu weterynarzy. Sama łączę suchą z gotowanym, bo moim zdaniem nigdy sucha karma nie zastąpi normalnego jedzenia. A oni wprost mówią, że sami by gotowanym absolutnie psa nie karmili. Z kolei znajomi, którzy kończą weterynarie mówią, że na weterynarii wgl brak jakiegokolwiek kursu o dietetyce i nie mają zielonego pojęcia o tym jak prawidłowo karmić psa, chyba, że ktoś się tym interesuje.

      Usuń
    3. o, kurcze, nie wiedziałam. a to w sumie przygnębiające, że wiemy o tych naszych psach coraz więcej, ale tak mało nas "obchodzi" ich dieta. i rzeczywiście jeśli się wychodzi z założenia, że przemysłowa karma nie jest najlepszym sposobem żywienia psa, to dalej trzeba już polegać na intuicji. rzetelnej wiedzy w tym temacie brak.
      a w takiej na przykład Szwecji istnieje zawód psiego dietetyka, który pomaga dobrać dietę pod potrzeby psa ;)

      Usuń
  3. Witam serdecznie,
    rozumiem, że brak odpowiedzi z PAni strony świadczy o tym, że weźmie Pani pod uwagę moje uwagi;)
    pozdrawiam
    Jacek Wilczak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ odpowiedziałam ;) Proszę szukać odpowiedzi pod swoim pierwszym komentarzem :) Tymczasem, jeśli zechciałbyś Jacku przesłać mi na e-mail swój adres mailowy, chciałabym nawiązać z Tobą kontakt. Chodzi mi po głowie pewien pomysł. Obiecuję, że nie zawrócę Ci za bardzo głowy. Mój mail: z.ingielewicz@gmail.com

      Usuń