poniedziałek, 9 listopada 2015

O konsekwentnym naginaniu zasad i męskiej sztamie, czyli pierwszy miesiąc z Koperkiem za nami

Za nami pierwszy miesiąc. Dopiero miesiąc. Jesteśmy opiekunami psiego dziecka od miesiąca. A co to był za miesiąc... Intensywny, to mało powiedziane.

Od początku ruszyliśmy z wychowaniem malucha pełną parą stawiając na konsekwencję. Wiadomo- jeśli będziemy konsekwentnie zabraniali psot, to Koperek wyrośnie na super grzecznego chłopaka.


No, to nigdy nie pozwalamy wchodzić do naszego łóżka. W nocy. Rano pozwalamy wskoczyć i się poprzytulać, więc teraz stoimy przed dylematem, jak tu wytłumaczyć 3 miesięcznemu szczenięciu, że w nocy nie wolno, a rano czasami.

Bezapelacyjnie nie pozwalamy wskakiwać na meble. Stoły, krzesła i kuchenka gazowa odpadają. Koperek uczy się trzymać od nich z daleka. Ale kanapa to nie mebel- mówi Darek. - To wypoczynek. No, to na wypoczynek wolno Koperkowi włazić, ku zdziwieniu biednej Buby, która tylko wzdycha na takie sytuacje z rezygnacją. Przecież każdy szanujący się pies wie, że prawdziwy wypoczynek jest tylko na obślinionym i obsierścionym posłaniu. No, to teraz wyobraźcie sobie minę Buby, gdy Koperek zakopuje sobie pod kanapową poduchą gryzaki na później. Na później? Jedzenie na później? To nie mieści się w głowie żarłocznego labradora. Chodzi później biedna koło tej kanapy i wzdycha. I niucha te poduchy i znowu wzdycha, bo przecież mówili, że młodemu nie wolno kraść smaczków. Teraz jesteś starszą siostrą- mówili. - Musisz się dzielić z bratem. Ale on się nie dzieli. On chowa na później, a później wyciąga swoje skarby i lata z nimi ostentacyjnie, zadzierając wysoko ogon.

Ze wszystkich nie wolno najbardziej nie wolno gryźć po rękach. Po nosie i uszach też nie wolno. I po łydkach też nie wolno. I jak się wyjdzie spod prysznica, to po paluchach i piętach też nie wolno. I po sznurkach od bluzy i po butach, też nie. I absolutnie nie po kablach i krześle. W ogóle po niczym nie wolno gryźć. Tylko po swoich zabawkach. No, ale w malutkim rozumku Koperka trudno sobie poukładać, dlaczego gumową świnkę gryźć można, ale gumowych kaloszy Darka i gumowych rękawiczek do zmywania już nie wolno. I dlaczego Bubę za ucho złapać można i ona nawet to lubi i się zaczyna bawić w gryzienie, ale jak Koperek złapie za ucho Darka, to jest tylko krzyk i nikt się już bawić dalej nie chce.


Wszystko to dla Koperka strasznie skomplikowane. Ale są też rzeczy, które chłopak załapał w lot. Gdy nadal odstawiam prawdziwie aborygeński taniec dziękczynny za każdym razem, gdy Koperek zrobi siusiu na trawkę i wykrzykuję te swoje entuzjastyczne zaklęcia "Super!" "Świetnie!" "Zuch chłopak!", Koperek spogląda na mnie z mieszaniną zdziwienia i zażenowania. No, ok, zrobiłem siusiu. O co tyle hałasu? - zdaje się mówić jego rezolutny pyszczek. Czasami jeszcze siśnie na podkład higieniczny, który zostawiliśmy w jednym miejscu, ale mam wrażenie, że robi to tylko dlatego, że skoro już nakupiłam tyle tych podkładów na zapas, to przecież trzeba je zużyć. Szkoda je zmarnować.

Nauka takich pospolitych haseł, jak "do mnie", "siad", czy "łapa" też nie sprawia Koperkowi trudności. Co to za filozofia spojrzeć na Bubę i podpatrzeć, o co tej zwariowanej Zuzi znowu chodzi. Macha coś palcem przed nosem, powtarza coś w kółko. Buba? Co robimy? Aha, siadamy. No, dobra. Siadam i czekam na smaczek. Fajna zabawa.

Chodzenie na smyczy? Pierwsze 5 minut tańczył, jak opętany i chciał się wywinąć z obroży. Zastanawiałam się, co pomyślą sąsiedzi. Bo na wsi widok psa spacerującego na smyczy już dziwi, a taki taniec świętego Wita u psa na uwięzi to już w ogóle musiał być niezły widok. Ale zaraz... Moment. Zapięła mi smycz, bo idziemy zwiedzać teren poza ogrodem? No, to inna rozmowa. I w mig chłopak załapał, że albo idziemy na spacer po okolicy na smyczy, albo wcale. A gdy wchodzimy na polną drogę, ładnie siada i czeka, aż odepnę mu smycz. To też podpatrzył u Buby. Dopóki nie siądzie, nie idziemy dalej.

W ten weekend odwiedziła nas rodzina z dziećmi. Trochę się baliśmy, bo dzieci małe, a Koperek ząbki ma ostre i rozumek nadal mały. Na dzień dobry skoczył na małą Marysię i uszczypnął ją boleśnie w rączkę. Marysia zapiszczała wysokim C: "Ała! Kopejku! To boji!" Koperek usiadł zdziwiony, chwilę przemyślał sprawę i odszedł z akceptacją faktu, że zabawy w gjizienie nie będzie. Spojrzeliśmy się po sobie. Darek zerknął na moje pogryzione ręce, ja- na jego podrapane ucho. Nie przyszło nam do tej pory do głowy, żeby do Koperka przemówić takim prostym zdaniem. Ała, to boli. Proste. Wymyślaliśmy zamiast tego różne, ciekawe wersje zakazów. Nie wolno, fe, zostaw, brzydki piesek... A Koperek gryzł dalej, bo nikt mu nie powiedział, że to przecież boli.


No, miesiąc za nami. Koperek się uczy i my się uczymy. On- dogadywania się z ludźmi. My? Banalnie prostego psiego języka. Pozbawionego niuansów, wyjątków i domysłów. Choć i w tej kwestii Koperek potrafi nas zaskoczyć.

Ostatnio przyłapałam Koperka i Darka na nietypowej rozmowie. Koperek kombinował przy kablach od komputera.

- Koperku, przecież wiesz, że ci nie wolno - przemawiał ciepło Darek. - No, sam zobacz. Zaplączesz się jeszcze, przewrócisz. No, pal sześć, że to komputer wart prawie 10 kawałków i że potrzebuję go do pracy. Tym się nie stresuj. Ale sam pomyśl, przecież możesz sobie tutaj zrobić krzywdę.

Koperek słuchał uważnie, nie przestając deptać po kablach. Ale gdy Darek skończył swoje przemówienie, Koperek wylazł z kabli i poszedł się pobawić świnką.

A ja zdębiałam. Bo gdy ja proszę o coś Koperka, to on robi swoje dalej, a nawet jeszcze bardziej. Hmm... Męska sztama. Dobrze, że chociaż Buba się słucha bardziej mnie niż Darka.

4 komentarze:

  1. a to sie uśmiałam :D Biedna Buba. Nasz Kaktus też biedak chodził i wzdychał ciężko, bo Skuter mały i jemu wolno. Patrzył zazdrosnymi ślepkami jak Skuter ładował mi się na kolana. Kiedyś nawet sam tego próbował, ale moje kolana nie bardzo mogły wytrzymać 40 kg piesa :) Skuter był specjalistą od gryzienia kabli, gumiaków, obcasów w butach teściowej (moich nie tknął). I zostało mu to prawie do dzisiaj, choć ma ponad 8 lat. Może tylko kable omija, ale nie ma dnia aby czegoś nie pogryzł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obcasy teściowej? to się uśmiałam :)

      Usuń
    2. najpierw odgryzł a potem posiekał zabkami drobniutko. Do dzisiaj mi wypomina, bo to były nowe buty i szykowała się na wielką galę na cmentarz 1 listopada. A tu klops. Ślubny kazał mi oddać pieniądze mamuśce, ale zaparłam się, że to jego pies zrobił. Mój Kaktus jest mądry i nie tknął by jej butów ;)

      Usuń
  2. Przepiękny ten mały. Piękna maść i ta mordka taka pocieszna :)

    OdpowiedzUsuń