niedziela, 29 listopada 2015

Serca pełne zdrowia, czyli ciacha z rybką i pędami jęczmienia dla Zgredzia i Fredzia

Powoli przestawiamy się na tryb świąteczny. Zamrażalnik już niemal wypchany po brzegi, bo przecież w święta nie może zbraknąć pyszności ani na naszym stole, ani tym bardziej w psiej misce. Co by nam te mordy powiedziały w Wigilię Bożego Narodzenia, gdybyśmy sami objadali się frykasami, a do michy wrzucili jakieś suche groszki, które mamy na sytuacje awaryjne. Pewnie poleciałoby mięso ;)

Gotuję więc psiakom obiady w nieco większych porcjach i nadmiar mrożę, bo wiem, że w okolicy świąt będę miała stania przy kuchni pod dostatkiem. Przezorny zawsze ubezpieczony. Do zamrażalnika trafiają też od czasu do czasu pyszne psie ciacha. Przecież coś do skarpety trzeba będzie włożyć :)

W ten weekend upiekliśmy ciacha wyjątkowe. Wyjątkowe, bo włożyliśmy w nie całe nasze serducha. Nic dziwnego, że nawet wyszły w kształcie serc ;)


A musiały to być ciastka do zadań specjalnych, bo nie dla byle kogo. Ciacha pojadą jutro pocztą wprost do Zosi i Kuby z pieswwarszawie.pl i zostaną przekazane Zgredkowi i Fredziowi w ramach akcji Projekt Prezent. Przypomniałam więc sobie, jak to było, gdy piekłam ciacha dla Majusi mającej na stare lata kłopoty z wątrobą (nadwyrężoną lekami), zajrzałam do starych przepisów i z pomocą moich wiernych degustatorów psich ciach upiekłam ciacha banalnie proste, bardzo smaczne i- co najważniejsze dla chorującego na wątrobę Zgredzia- lekkostrawne i naładowane zdrowiem.

Zgredziu i Fredziu- mamy nadzieję, że nasze rybne serducha z pędami jęczmienia będą Wam smakowały. Zgredziu- wracaj szybko do zdrowia :)


Serducha z rybką i pędami jęczmienia
(lekkie i zdrowe dla psich chorowitków i nie tylko) 

Składniki:
  • szklanka ugotowanej białej ryby (użyłam dorsza)
  • szklanka mąki żytniej razowej
  • 2 żółtka
  • 2 łyżki śmietany 18%
  • łyżka otrąb żytnich
  • łyżka sproszkowanych pędów młodego jęczmienia
  • łyżka oleju roślinnego (tłoczonego na zimno), np. z pestek dyni
Ugotowaną rybę pozbawiamy ości. Zwykle gotuję większą ilość ryby i zostawiam do psiego obiadu. Szklanka ugotowanej ryby to mniej więcej jeden filet dorsza. Mięso ryby przepuszczamy przez maszynkę do mięsa lub ucieramy w malakserze. 

Wszystkie składniki łączymy i wyrabiamy ciasto. Ciasto będzie dosyć kleiste ale powinno dawać się uformować w kulę. Spłaszczamy taką kulę i wałkujemy między dwoma arkuszami papieru do pieczenia. Ciasto po rozwałkowaniu powinno mieć grubość krakersów. Wycinamy dowolne kształty foremką i układamy je na papierze do pieczenia (może byc arkusz, którego używaliśmy do wałkowania).

Jeśli nie chce Wam się wykrawać, możecie uformować z ciasta kuleczki wielkości orzecha laskowego i delikatnie spłaszczyć je kciukiem. Pieczemy je dłużej o 2 minuty.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 stopni przez 15 minut. Ciastka skruszeją po wyjęciu i ostudzeniu. Możemy je zamrozić na później, ale i bez mrożenia są dość trwałe. W otwartym pojemniku powinny wytrzymać dwa tygodnie :)

Ciacha są lekkostrawne, świetnie nadadzą się dla chorowitków i rekonwalescentów. Młode pędy jęczmienia dostaniecie w formie sproszkowanej w każdym sklepie ze zdrową żywnością. To bardzo bogate źródło... matko! prawie wszystkiego, co ważne dla zdrowia. Zachęcam Was do dopisania tego cudnie zielonego proszku do ulubionych dodatków Waszego psa. A sobie można dosypać łyżeczkę do milkszejka. Napój zabarwi się na kosmicznie zielony kolor, ale cały ten zdrowy proszek będzie praktycznie nie wyczuwalny w smaku :)



środa, 25 listopada 2015

Kilka słów o pomaganiu

Pomóż. Słowo klucz. Słowo, które odpowiednio użyte powoduje w sercu wydzielenie się tak wybuchowej mieszanki uczuć (ze wzruszeniem i złością na świat na czele), że nic-nie-zrobienie po prostu nie jest opcją.

Pomóż. Słowo klucz. Używane tak często i w tak nieodpowiedni sposób, że z klucza otwierającego wszystkie drzwi stało się zardzewiałym kluczem francuskim, którym można jeszcze ewentualnie jakąś śróbkę przykręcić. Ale też bez szału.

Jak w gąszczu haseł typu pomóż nam zdobyć milion lajków, albo pomóż Oli dostać się do następnego etapu programu rozpoznać to prawdziwe pomóż? To pomóż, bo nie dam rady. Pomóż, bo jestem sam. Wystarczy się dobrze wsłuchać i...

I usłyszeć tę najcichszą prośbę. Prawdziwe pomóż nie prosi o aplauz i nie szuka widowni. Prawdziwe pomóż jest niemal niezauważalne. Kryje się gdzieś tam, w smutnym jeszcze spojrzeniu Zgredka i Fredzia. Oba psiaki samotne, porzucone. Oba małe i przestraszone otaczającym je światem. Zgredek na dodatek chory na wątrobę.

To właśnie im postanowiliśmy pomóc. Dzięki akcji Projekt Prezent prowadzonej przez znanych psich blogerów mamy możliwość poznać wyjątkowe psiaki, które potrzebują pomocy i podarować prezent właśnie im. Postanowiliśmy przekazać nasz prezent Zgredkowi i Fredziowi wybranym przez Zosię i Kubę z Pies w Warszawie. O psiakach możecie poczytać tutaj.

Wybór nie był oczywisty. Darek najpierw się na mnie obraził. Nie mógł pogodzić się z myślą, że zamiast pomagać wielu psiakom, ja chcę pomóc tylko dwóm. Wszystkim psom na świecie nie możemy pomóc- tłumaczyłam. - Ale dzięki nam życie tych dwóch psiaków może się faktycznie zmienić na lepsze, bo ich podarunek nie zniknie w gąszczu potrzeb innych psów. Nasza pomoc nie rozmyje się. Darek wciąż nie jest przekonany do takiej formy pomagania, ale poszedł na kompromis. W ramach kompromisu zorganizujemy w naszej wsi zbiórkę dla schroniska w Pawłowie. I wilk syty i owca cała.

Kolejny dylemat zrodził wybór blogera. Blog Zosi śledzę od dawna. Psica Zosi i Kuby pojawiła się jako modelka w książce. Więc ktoś mógłby teoretycznie powiedzieć, że to jawny przykład prywaty. Alew tym przypadku to nie bloger skradł mi serce.

To wszystko wina Zgredka. Gdy przeczytałam, że ma problemy z wątrobą, przed oczami od razu stanęła mi lista wydatków, jakie ponieśliśmy, gdy problemy z wątrobą miała nasza kochana Majcia. Pamiętam, jak się dwoiłam i troiłam, żeby gotować dla niej lekkostrawnie i zdrowo. Pamiętam ceny leków i z jakimi wyrzeczeniami wiązał się ich zakup. W przypadku Mai to wszystko nie miało oczywiście znaczenia. Bylibyśmy gotowi wziąć kredyt choćby i we frankach, gdyby była taka potrzeba. Ale Zgredek nie ma na razie swojej rodziny. Rodziny, która byłaby gotowa zrobić dla niego wszystko i jeszcze więcej. Przebywa aktualnie w domu tymczasowym i w tym cudownym miejscu dochodzi do siebie. Koszta prowadzenia domu tymczasowego są ogromne. Uznaliśmy, że jeśli możemy jakoś pomóc w dźwiganiu ich, to powinniśmy to zrobić. Karmy wątrobowe jadą już do Zosi i Kuby. A ja idę piec lekkostrawne ciastka. Doślę pocztą, jako poczęstunek ;)

A teraz ćśśśśśś... Cicho sza! Przez moment bądźmy cicho. Słyszycie? Ktoś właśnie prosi o pomoc.

Listę blogów, na których możecie znaleźć psiaka, któremu pomożecie znajdziecie na dole grafiki :)



wtorek, 24 listopada 2015

Koperek chyba coś chce

Nastawiam w łazience pranie. W pewnej chwili słyszę Darka:

- Kochanie, Koperek chyba coś chce.
- Tak? A co?
- Nie wiem, ale jakoś tak dziwnie patrzy.
- Patrzy? To może chce się pobawić?
- Nie, raczej nie chodzi o zabawę.
- Skąd wiesz?
- Bo musisz tu przyjść z mopem.

źr. /pinterest.com/

poniedziałek, 23 listopada 2015

O byciu trochę rodzicem, czyli wątróbkowa pasta do zabawek typu "stuff-in"

Pamiętam taką zabawną grafikę, która krążyła swego czasu po internecie. To się chyba nazywa mem. Na trzech zdjęciach przedstawiono rozmowę dwóch kobiet podczas przyjęcia. Jedna chwaliła się, jaką to ma bujną karierę zawodową. Gdy zapytała tej drugiej: "A ty co robisz w życiu?", ta z szelmowskim uśmiechem odpowiedziała: "Ja? A, nic takiego. Jestem wykładowcą, szefem kuchni, czasami lekarką. W wolnych chwilach specjalistą w każdej dziedzinie i muzykiem. A ostatnio również artystą plastykiem." Na drugim zdjęciu przedstawiono minę pierwszej z pań. Prawdopodobnie domyślacie się, że była nie tęga. A na trzecim zdjęciu pani "specjalistka w każdej dziedzinie" dodała z tym cudownym uśmiechem, który pamiętam do dziś- z uśmiechem wynikającym z pewności siebie i zadowolenia z tego, co się robi w życiu: "Jestem mamą."

Faktycznie, bycie mamą sprawia, że chyba nie mamy wyboru i musimy nagle stać się specjalistkami od najróżniejszych rzeczy. Sama jeszcze tego nie doświadczyłam, ale obserwuję wszystkie te cudowne kobiety wokół mnie gotowe stanąć na rzęsach, by tylko zapewnić swoim dzieciom zdrowe, mądre i wesołe dzieciństwo i... Nie mogę przestać myśleć, że bycie mamą to najtrudniejsza praca na świecie. Najtrudniejsza i najpiękniejsza jednocześnie.

Pies to nie dziecko, a posiadania psiego towarzysza nie można porównywać do posiadania dzieci, bo to rodzi zachowania, które nie służą ani nam, ani tym bardziej psom. Ale z ręką na sercu- kto z Was nie czuje się czasem takim trochę rodzicem? Karmimy je, sprzątamy po nich, uczymy, wychowujemy, prowadzimy do kolegów na podwórko, masujemy brzucho, gdy boli, i kombinujemy, w czym by tu ukryć lekarstwo, gdy się pochoruje. Opiekujemy się i troszczymy o te nasze psie niby-dzieci. I... stajemy na rzęsach, żeby miały fajne i zdrowe życie u naszego boku.

A ja ostatnio staję na rzęsach, żeby jedno z naszych dzieciaków nie miało okazji się nudzić. Bo powiem tak. Znudzony Koperek to same kłopoty. I buty, które bezpowrotnie giną w akcji ;)

Pasta wątróbkowado psich zabawek typu stuff-in


Składniki:
  • 3 wątróbki drobiowe
  • średnie jabłko
  • 2 łyżeczki mielonego siemienia lnianego
  • łyżka oleju lnianego
Wątróbki gotujemy i studzimy. 

Jabłko obieramy i kroimy w ćwiartki. Usuwamy gniazda nasienne.

Wszystkie składniki ucieramy w malakserze lub blenderem. Olej lniany można zastąpić innym "zdrowym" olejem. Siemię lniane (jeśli akurat nie macie pod ręką) można od bidy zastąpić jednym, ugotowanym ziemniakiem. Nada paście kleistości, która ułatwia nakładanie jej do zabawek. Jeśli robicie wersję z ziemniakiem, to możliwe, że będzie trzeba dodać odrobinę przegotowanej wody w razie gdyby pasta wyszła za sucha.

Z tych proporcji wychodzi kubek pasty. Przechowujemy ją oczywiście w lodówce. Może poleżeć kilka dni. Część można śmiało zamrozić. Po rozmrożeniu dodać łyżeczkę oleju i dokładnie zamieszać.


czwartek, 19 listopada 2015

Koperkowe abecadło witaminowe

W naszej psiej kuchni dbamy o to, by było smacznie. Nie mamy wyjścia. Nauczyliśmy nasze psy czerpać przyjemność z jedzenia i teraz, gdy w sytuacjach awaryjnych do miski trafiają suche groszki... Ujmę to tak. Znad psich misek zerkają na mnie dwie pary zdziwionych i nieco zniesmaczonych oczu.

My- ludzie- dogadzamy sobie smakowo na lewo i prawo. Mamy swoje upodobania kulinarne. Czasem lubimy potrawy bardziej kwaskowe, a czasem delikatne. Raz mamy ochotę na coś sycącego, a innym razem na coś lekkiego. Jednocześnie zapominamy, że nasi futrzaści przyjaciele też są przez naturę obdarzeni zmysłem smaku. Ba! Ich zmysł smaku jest wspomagany węchem o kilkanaście tysięcy razy wrażliwszym niż nasz. Efekt? Psy to prawdziwi smakosze. 

Pies mojej sąsiadki z dawnych lat uwielbiał parówki cielęce. Ale nie byle jakie. Te najdroższe, tylko jednego producenta. Można mu było podtykać pod nos jakąkolwiek inną parówkę. Jeśli to nie była TA parówka, nawet nosem nie tknął.

Z ręką na sercu, sami przyznajcie- psy mają smak. A skoro to, co jedzą zależy tylko od nas (chyba, że mamy w domu krzaczkowego poszukiwacza smaczków, ale to już inna historia), zadbajmy o to, by żyło im się smacznie.

A jak już ma być smacznie, to niech będzie też i przy okazji zdrowo ;) 

Do codziennych posiłków Koperka dodaję odrobinę zdrowia. I Wy też możecie to zrobić, niezależnie, czy karmicie suchym, gotowanym, czy surowym. A może jeszcze jakimś innym? ;) Pojawienie się w Waszym życiu szczenięcia wcale nie oznacza, że musicie od razu biec do apteki i wydawać krocie na suplementy diety. Przeciwnie. Większość zdrowia, które maluchowi potrzebne do szczęścia macie we własnej kuchni. No, albo w każdym razie w sklepie osiedlowym ;)


Witamina D jest obok tranu jedynym "aptecznym" preparatem, który dodajemy Koperkowi do jedzenia. Dostępna w aptekach w buteleczkach z pompką ułatwiającą dozowanie. Jest bezzapachowa i lekko tłusta. Koperek nawet nie zauważa jej obecności. Jej podawanie koniecznie skonsultujcie z lekarzem, szczególnie jeśli podajecie jeszcze jakieś suplementy diety szczenięcej.

Zdrowe oleje, a więc te nierafinowane i tłoczone na zimno dodajemy do obu psich misek. Zawarte w nich nienasycone kwasy tłuszczowe mają korzystny wpływ na niemal każdy aspekt funkcjonowania zdrowego organizmu. Poprawiają wygląd sierści, perystaltykę jelit, wpływają korzystnie na rozwój układu nerwowego i wzroku, są też bardzo istotne z punktu widzenia układu krążenia. Najczęściej sięgam po olej lniany, z pestek dyni (na zdjęciu) i kokosowy.

Tran to prawdopodobnie zmora większości dzieci. Za moich czasów nie było jeszcze tranu o smaku malinowym ani łatwych do połknięcia kapsułek z tym drogocennym płynem. Gorzkawo-rybi smak tranu pamiętam do dziś. Jako dziecko wykręcałam głowę o 180 stopni, gdy tylko tato zbliżał się do mnie z łyżeczką tranu i kawałkiem chleba na zagrychę. Z Koperkiem nie mam tego problemu. Psy uwielbiają wszystko, co ma związek z rybą. Łyżeczka tranu w psiej misce to po prostu kolejny powód, by cieszyć się jedzeniem. A zdrowe to, oj zdrowe. Kwasy Omega-3 i zestaw witamin z witaminą A i D na czele. Dla pięknej sierści i zdrowego rozwoju. Koperkowi podaję pół łyżeczki tranu, Bubie całą. W sklepach zoologicznych można znaleźć tran przeznaczony specjalnie dla psów. Tylko po co go kupować, skoro to ten sam tran, co w aptece? Nie wiem. 

Natomiast mączka ze skorupek jaj to prawdopodobnie najprostszy, najtańszy i zdecydowanie najzdrowszy sposób na urozmaicenie psiej diety w wapno. Umyte i wyparzone skorupki jaj wystarczy utrzeć w moździerzu lub robocie kuchennym (jeśli dysponujemy takim nie do zdarcia, czyli bardziej kombajnem kuchennym, niż robotem). Na zdjęciu skorupki w trakcie ucierania w moździerzu, jeszcze nie roztarte na pył. Mączka powinna mieć konsystencję piasku znad Bałtyku ;) I znowu, mączkę ze skorupek jaj można dostać w sklepach zoologicznych. Za duże pieniądze. Naszym zdaniem wydatek zupełnie zbędny, tym bardziej, że Koperek i Buba i tak zjadają po kilka jaj tygodniowo, więc na brak skorupek nie narzekam ;)

Jak sami widzicie, zdrowe żywienie psa (w tym również szczenięcia) wcale nie musi być skomplikowane. A już na pewno nie musi być drogie. Warto jednak skonsultować się z weterynarzem zanim podamy szczenięciu jakikolwiek "preparat", zwłaszcza taki kupowany w aptece. Pytajmy weterynarza również o ilość tych zdrowych dodatków, jaką powinniśmy dodawać do psiej michy. Pies psu nierówny. Zupełnie inne zapotrzebowanie na wapno czy witaminę D będzie miał szczeniak rasy dużej, a inne- szczeniak rasy miniaturowej.

poniedziałek, 9 listopada 2015

O konsekwentnym naginaniu zasad i męskiej sztamie, czyli pierwszy miesiąc z Koperkiem za nami

Za nami pierwszy miesiąc. Dopiero miesiąc. Jesteśmy opiekunami psiego dziecka od miesiąca. A co to był za miesiąc... Intensywny, to mało powiedziane.

Od początku ruszyliśmy z wychowaniem malucha pełną parą stawiając na konsekwencję. Wiadomo- jeśli będziemy konsekwentnie zabraniali psot, to Koperek wyrośnie na super grzecznego chłopaka.


No, to nigdy nie pozwalamy wchodzić do naszego łóżka. W nocy. Rano pozwalamy wskoczyć i się poprzytulać, więc teraz stoimy przed dylematem, jak tu wytłumaczyć 3 miesięcznemu szczenięciu, że w nocy nie wolno, a rano czasami.

Bezapelacyjnie nie pozwalamy wskakiwać na meble. Stoły, krzesła i kuchenka gazowa odpadają. Koperek uczy się trzymać od nich z daleka. Ale kanapa to nie mebel- mówi Darek. - To wypoczynek. No, to na wypoczynek wolno Koperkowi włazić, ku zdziwieniu biednej Buby, która tylko wzdycha na takie sytuacje z rezygnacją. Przecież każdy szanujący się pies wie, że prawdziwy wypoczynek jest tylko na obślinionym i obsierścionym posłaniu. No, to teraz wyobraźcie sobie minę Buby, gdy Koperek zakopuje sobie pod kanapową poduchą gryzaki na później. Na później? Jedzenie na później? To nie mieści się w głowie żarłocznego labradora. Chodzi później biedna koło tej kanapy i wzdycha. I niucha te poduchy i znowu wzdycha, bo przecież mówili, że młodemu nie wolno kraść smaczków. Teraz jesteś starszą siostrą- mówili. - Musisz się dzielić z bratem. Ale on się nie dzieli. On chowa na później, a później wyciąga swoje skarby i lata z nimi ostentacyjnie, zadzierając wysoko ogon.

Ze wszystkich nie wolno najbardziej nie wolno gryźć po rękach. Po nosie i uszach też nie wolno. I po łydkach też nie wolno. I jak się wyjdzie spod prysznica, to po paluchach i piętach też nie wolno. I po sznurkach od bluzy i po butach, też nie. I absolutnie nie po kablach i krześle. W ogóle po niczym nie wolno gryźć. Tylko po swoich zabawkach. No, ale w malutkim rozumku Koperka trudno sobie poukładać, dlaczego gumową świnkę gryźć można, ale gumowych kaloszy Darka i gumowych rękawiczek do zmywania już nie wolno. I dlaczego Bubę za ucho złapać można i ona nawet to lubi i się zaczyna bawić w gryzienie, ale jak Koperek złapie za ucho Darka, to jest tylko krzyk i nikt się już bawić dalej nie chce.


Wszystko to dla Koperka strasznie skomplikowane. Ale są też rzeczy, które chłopak załapał w lot. Gdy nadal odstawiam prawdziwie aborygeński taniec dziękczynny za każdym razem, gdy Koperek zrobi siusiu na trawkę i wykrzykuję te swoje entuzjastyczne zaklęcia "Super!" "Świetnie!" "Zuch chłopak!", Koperek spogląda na mnie z mieszaniną zdziwienia i zażenowania. No, ok, zrobiłem siusiu. O co tyle hałasu? - zdaje się mówić jego rezolutny pyszczek. Czasami jeszcze siśnie na podkład higieniczny, który zostawiliśmy w jednym miejscu, ale mam wrażenie, że robi to tylko dlatego, że skoro już nakupiłam tyle tych podkładów na zapas, to przecież trzeba je zużyć. Szkoda je zmarnować.

Nauka takich pospolitych haseł, jak "do mnie", "siad", czy "łapa" też nie sprawia Koperkowi trudności. Co to za filozofia spojrzeć na Bubę i podpatrzeć, o co tej zwariowanej Zuzi znowu chodzi. Macha coś palcem przed nosem, powtarza coś w kółko. Buba? Co robimy? Aha, siadamy. No, dobra. Siadam i czekam na smaczek. Fajna zabawa.

Chodzenie na smyczy? Pierwsze 5 minut tańczył, jak opętany i chciał się wywinąć z obroży. Zastanawiałam się, co pomyślą sąsiedzi. Bo na wsi widok psa spacerującego na smyczy już dziwi, a taki taniec świętego Wita u psa na uwięzi to już w ogóle musiał być niezły widok. Ale zaraz... Moment. Zapięła mi smycz, bo idziemy zwiedzać teren poza ogrodem? No, to inna rozmowa. I w mig chłopak załapał, że albo idziemy na spacer po okolicy na smyczy, albo wcale. A gdy wchodzimy na polną drogę, ładnie siada i czeka, aż odepnę mu smycz. To też podpatrzył u Buby. Dopóki nie siądzie, nie idziemy dalej.

W ten weekend odwiedziła nas rodzina z dziećmi. Trochę się baliśmy, bo dzieci małe, a Koperek ząbki ma ostre i rozumek nadal mały. Na dzień dobry skoczył na małą Marysię i uszczypnął ją boleśnie w rączkę. Marysia zapiszczała wysokim C: "Ała! Kopejku! To boji!" Koperek usiadł zdziwiony, chwilę przemyślał sprawę i odszedł z akceptacją faktu, że zabawy w gjizienie nie będzie. Spojrzeliśmy się po sobie. Darek zerknął na moje pogryzione ręce, ja- na jego podrapane ucho. Nie przyszło nam do tej pory do głowy, żeby do Koperka przemówić takim prostym zdaniem. Ała, to boli. Proste. Wymyślaliśmy zamiast tego różne, ciekawe wersje zakazów. Nie wolno, fe, zostaw, brzydki piesek... A Koperek gryzł dalej, bo nikt mu nie powiedział, że to przecież boli.


No, miesiąc za nami. Koperek się uczy i my się uczymy. On- dogadywania się z ludźmi. My? Banalnie prostego psiego języka. Pozbawionego niuansów, wyjątków i domysłów. Choć i w tej kwestii Koperek potrafi nas zaskoczyć.

Ostatnio przyłapałam Koperka i Darka na nietypowej rozmowie. Koperek kombinował przy kablach od komputera.

- Koperku, przecież wiesz, że ci nie wolno - przemawiał ciepło Darek. - No, sam zobacz. Zaplączesz się jeszcze, przewrócisz. No, pal sześć, że to komputer wart prawie 10 kawałków i że potrzebuję go do pracy. Tym się nie stresuj. Ale sam pomyśl, przecież możesz sobie tutaj zrobić krzywdę.

Koperek słuchał uważnie, nie przestając deptać po kablach. Ale gdy Darek skończył swoje przemówienie, Koperek wylazł z kabli i poszedł się pobawić świnką.

A ja zdębiałam. Bo gdy ja proszę o coś Koperka, to on robi swoje dalej, a nawet jeszcze bardziej. Hmm... Męska sztama. Dobrze, że chociaż Buba się słucha bardziej mnie niż Darka.

piątek, 6 listopada 2015

O szczenięcej kuchni słów kilka, czyli wieprzowina duszona z warzywami

Ostatnio zrobiło się w naszej blogowej kuchni zdecydowanie bardziej psio niż ludzko. Mają na to wpływ dwie rzeczy. Po pierwsze, mieszkamy aktualnie w domu przed remontem. Moje kuchenne miejsce pracy ograniczyło się do minimum. Nie przywiozłam ani swoich sprzętów, ani ulubionych naczyń i dekoracji. Mam natomiast stary piekarnik gazowy, na którym nie da się ustawić pożądanej temperatury pieczenia i mnóstwo emaliowych garnków- tak poprzypalanych, że aż wstyd. Drugą rzeczą, która spowodowała całkowite zejście bloga na psy jest pojawienie się w naszej rodzinie czworonożnego malucha. Ostatnimi czasy wymyślam głównie psie przepisy starając się odkryć kulinarne upodobania naszego maleństwa.

Ano, właśnie. Przy okazji kolejnego przepisu dla szczeniaków o żywieniu szczeniąt słów kilka. Na co zwracać uwagę, o czym pamiętać.

Zgłębiając tematykę żywienia szczeniąt na każdym etapie ich rozwoju doszłam do pewnego wniosku. Że jest wiele podobieństw między karmieniem szczenięcia i karmieniem dziecka. Jest też oczywiście wiele zasadniczych różnic i nie wolno nam traktować psiego dziecka zupełnie jak dziecka ludzkiego. Spotkałam się ostatnio z pomysłem karmienia szczeniaka głównie mlekiem. Pies nie jest niemowlęciem. Gdy tylko odstawiony od mleka matki, może i powinien jeść to, co dla niego najważniejsze- mięso. Szczenięta, w przeciwieństwie do niemowląt, zostały przez naturę wyposażone w całkiem sprawne ząbki i układ trawienny świetnie radzący sobie z prostym pożywieniem. Jednak zapoznawanie szczenięcia z nowym jadłospisem jest bardzo podobne do wprowadzania nowych składników do diety małego dziecka.

Zawsze zaczynamy od prostych potraw- mono- lub dwuskładnikowych. Na przykład gotowane na parze mięso drobiowe (uwaga na kurczaka typu broiler- potrafi uczulać) i marchewka. Jajka ugotowane na miękko i odrobina kaszy gryczanej. Duszona ryba i przecier z gotowanego selera. Połączenia proste i lekkostrawne. Żadnej surowizny, bo szczenię nie poradzi sobie jeszcze z drobnoustrojami i będziemy mieli obowiązkowe mycie podłóg.

Każdy kolejny składnik (czy to mięso, czy warzywo lub owoc) wprowadzamy stopniowo. Jeden nowy składnik na kilka dni. Dzięki temu będziemy mieli możliwość zauważyć, co konkretnie szkodzi naszemu szczenięciu. Efekt uczulenia pokarmowego lub niestrawności jest widoczny już po kilku godzinach od zjedzenia jakiejś nowości, ale może się też pojawić dopiero następnego dnia. A wierzcie mi, że szczeniak szczeniakowi nie równy. To już trzecie moje psie dziecko i jak na razie nic co szkodziło poprzednim nie robi na nim wrażenia. Natomiast jogurt naturalny, którym Maja i Buba zajadały się w szczenięctwie wywołał u Koperka taką rewolucję, że do świtu szorowałam podłogę. I nie świadczy to bynajmniej o uczuleniu na laktozę. Twarożek z jabłkiem jest pałaszowany od pierwszych dni u nas.

Jeżeli zdecydujecie się karmić szczenię domowym jedzeniem (wiecie, że polecam- żadna sucha karma nigdy nie będzie zdrowsza niż świeże jedzenie), to staniecie przed nie lada wyzwaniem. Będziecie musieli się dowiedzieć, co wolno podawać do jedzenia szczenięciu, a czego lepiej unikać. Postaram się w przepisach z działu papi papu doradzać Wam połączenia, które u nas się sprawdziły. Nie mogę jednak stworzyć jednej dla wszystkich listy produktów, z którymi do szczenięcej kuchni można śmiało wkroczyć. Każdy pies jest inny. Poczytajcie w internecie, nigdy nie polegajcie na tylko jednym źródle i w razie wątpliwości konsultujcie się z zaufanym lekarzem weterynarii. Pamiętajcie też o zachowaniu odpowiednich proporcji. Szczenię ma zdecydowanie większe zapotrzebowanie na białko niż dorosły pies. Proporcje powinny więc wyglądać mniej więcej tak: minimum 60 % mięsa (lub jaj, nabiału, ryb) i pozostałe 40 % warzywa, owoce, kasze. Te proporcje również przedyskutujcie z lekarzem. W przepisie podaję proporcje stosowane przez nas, ale muszą one zostać przez Was dostosowane pod potrzeby Waszej pociechy. Ilość takiego dania również trzeba dobrać pod wiek szczenięcia i jego docelowy rozmiar.

Poza tym obowiązują znane zasady. Zero soli, ostrych i eterycznych przypraw, zero gotowanych kości i absolutne zero słodyczy- tych naszych, ludzkich. Psie przysmaki... W granicach zdrowego rozsądku :)

A dzisiaj prosty przykład na połączenie kilku prostych składników i stworzenie szczenięcego obiadu. Smacznego i zdrowego.

Wieprzowina duszona z warzywamidla szczeniaka i nie tylko


Składniki:
  • pół kilograma chudej wieprzowiny (np. schabu)
  • jeden średni burak
  • jeden ziemniak
  • jedna marchew
  • łyżka siemienia lnianego
Warzywa gotujemy w mundurkach. Studzimy i obieramy. Kroimy w drobną kostkę.

Mięso drobno kroimy, podsmażamy bez tłuszczu na nieprzywierającej patelni. Dodajemy ugotowane warzywa i zalewamy szklanką wody. Dodajemy siemię lniane i dusimy na wolnym ogniu około 10 minut, aż siemię stworzy wokół składników kleisty sos.

To proste danie jest świetnym pomysłem na przemycenie szczenięciu kleiku z siemienia lnianego. Taki kleik działa jak balsam na układ pokarmowy malucha. Łagodzi zatwardzenia i bóle brzucha, pomaga przy biegunkach. Działa też łagodząco, gdy szczeniak naje się czegoś, co podrażnia żołądek, na przykład patyków lub trawy.