czwartek, 8 października 2015

Z odrobiną koperku, czyli mamy małe dziecko w domu

Noce skróciły się do minimum, a dni zaczęły upływać tak błyskawicznie, że mylą nam się już dni tygodnia. Jak to jest, gdy idziesz do kuchni, żeby przygotować posiłek i uświadamiasz sobie, że nie masz bladego pojęcia, czy to ma być już kolacja, czy dopiero śniadanie? Za oknem jest tak samo ciemno, bo budzisz się przed świtem i chodzisz spać daleko po zachodzie słońca, gdy już ogarniesz krajobraz po jednodniowej bitwie na zabawki. I nagle uświadamiasz sobie, że skoro zalewasz dla niego płatki i dodajesz witaminkę D w kropelkach, to pewnie jest śniadanie, bo na obiadek je kurczaczka z rosołkiem. Przed tobą kolejny dzień sprzątania kupek, bo właśnie się uczy higieny, ale stosuje ją tylko w domyśle. W praktyce chowa się za drzwiami i... Tak, zaczyna się kolejny dzień tłumaczenia, że nie- tego nie wolno robić, bo wkładanie kabla do buzi grozi nową fryzurą, ale tak- tamto trzeba robić, bo jak nie będziesz się dzielić zabawkami z innymi, to nikt nie będzie się chciał z tobą bawić. I tak dalej, i tak dalej.

I choć są momenty, kiedy rozważasz na poważnie podanie mu jakiegoś alkoholu, żeby wreszcie poszedł spać, nie potrafisz już sobie wyobrazić życia, zanim on się pojawił. Za nic nie oddałbyś tych poranków, gdy przeciąga się przy tobie i pyta wzrokiem, co dziś porobimy. Tych momentów, gdy patrzy na ciebie, jakbyś był dla niego całym światem. I tej świadomości, że on jest całym twoim światem.

To zrozumie każdy rodzic. I każdy opiekun maleńkiego dziecka.

Psiego, również.


Nie mamy jeszcze dzieci, więc nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale myślę, że posiadanie dzieci i szczeniąt nie różni się bardzo od siebie. Choć może zakres obowiązków jest w tym pierwszym przypadku większy. Zdecydowanie więcej musimy nauczyć dzieci, niż psy. Dorastanie u dzieci też trwa dłużej, więc to wysiłek długodystansowy. Istny maraton opiekuńczości. Dzieciństwo psów mija błyskawicznie i jest to proces skondensowany. Psiaki nie przechodzą tak długo okresu bycia bezwładną pompką ssąco-wydalającą. Bardzo szybko stają się w miarę samodzielne. Szybko zaczynają same jeść, poruszają się niemal od narodzin. Innymi słowy, może i dzieciństwo psie mija szybciej niż ludzkie, ale też się trzeba przy szczeniaku nalatać.

Koperka zaadoptowaliśmy zaledwie kilka dni temu, a już nie pamiętamy, jak to możliwe, że kiedyś go nie było. Jest wszędobylski, rezolutny i odważny. W połączeniu z ostrymi ząbkami to taki nakręcony, samoładujący się dziurkacz do papieru. I nie tylko papieru, jeśli go nie upilnować.

Adopcję dobrze przemyśleliśmy, jesteśmy teraz na wsi, mamy czas i przestrzeń, by nauczyć Koperka, jak być grzecznym psem. I choć nadal zdarza mu się nie skorzystać z matki do siusiania i pójść z tym drugim za drzwi, a pertraktacje w sprawie nie spania z nami w łóżku nadal trwają, nie mamy wątpliwości, że była to dobra decyzja. Wystarczy spojrzeć na Bubę, jak powoli zaczyna Koperkowi pozwalać na coraz więcej, a podczas pierwszych wspólnych wyjść do ogrodu zachowuje się jak dumna pani na włościach i ochoczo wszystko mu pokazuje. Ich przyjaźń dopiero się kształtuje, Koperek wciąż zbiera reprymendy, gdy wlezie do nieswojego posłania i spróbuje skosztować nieswojego śniadania. Ale też coraz więcej pojawia się tych cudownych momentów, gdy Buba na chwilę zapomina o udawaniu poważnej i nieco nabzdyczonej starszej siostry i... zachowuje się zupełnie jak szczeniak. Kopią wtedy razem wspólny dołek, tarzają się obok siebie na trawie i dają buziaki w ucho. Coraz częściej też widzę u Buby to spojrzenie. Spojrzenie, którym nie tak dawno temu obdarzała Bubę nasza kochana Majcia. Spojrzenie pełne cierpliwości i niezachwianego stoicyzmu. Spojrzenie każdego rodzica i opiekuna. Bo cóż innego zrobić, gdy w domu pojawia się dziecko. Nic, tylko uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż podrośnie i przestanie tak koperkować.

I tym samym zaczynamy nowy dział na blogu. Koperkowe będą opowieściami o dorastaniu tej miedzianej, pluszowej kulki. A już niedługo na blogu pojawią się też psiepisy dla szczenioli i nie tylko :)

8 komentarzy:

  1. Cudnie opisane. Koperkowi dużo zdrówka, Bubie i Wam dużo cierpliwości ;) A! Uwielbiam słowo nabzdyczony/na :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też :) co tu kryć, każdy z nas czasami bywa nabzdyczony :)

      Usuń
  2. Wzruszający tekst!! <3 A w pierwszej części poczułam się, jakbym wróciła do Terrorkowych czasów szczenięcych. Było cholernie trudno, ale każde podejście i mokry buziak, każde spojrzenie głęboko w oczy powodowało, że bryła lodu na moim sercu topniała w kilka sekund, a złość przemijała nim zdążyłam oderwać wzrok od tych kochanych oczu. Oczu, których za nic w świecie, nikomu bym nie oddała!
    Życzę Wam dużo cierpliwości :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. już prawie zapomniałam jak to przybył szczeniak do domu. Koperek mi o tym przypomniał. Tylko u nas oba samce i Kaktus chcąc nie chcąc musiał ojcować Skuterowi. Nie był zbyt zadowolony z tego, ale pozwalał się ujeżdżać . Tak, tak, bo Skuter najchętniej właził Kaktusowi na grzbiet :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super blog. Fajne informacje. Blog warty polecenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jaki fajowy Koperek! Zdrowia dla bąbla! :-)


    Pozdrawiamy!
    Śledź też pies

    OdpowiedzUsuń