niedziela, 11 października 2015

Poselstwo Mai i oślepiający horyzont

Od tygodnia w naszym domu merdają 2 ogony. Nie potrafię nawet opisać słowami, jaka to ogromna radość, gdy u moich stóp podczas pracy przy komputerze leżą dwa ciepłe ciałka. Tym bardziej, że wraz z pojawieniem się tego mniejszego ciepłego ciałka, większe wyraźnie się ożywiło i odzyskało dawną radość.

Kilka dni temu Darek podniósł Koperka do światła, przyjrzał mu się uważnie i powiedział:

- Słońce, zobacz. On mi się przygląda tak samo, jak kiedyś Majusia.

Spojrzałam na Koperka i w mig zrozumiałam, co mój narzeczony miał na myśli. Koperek spoglądał na nas badawczo, a jego ściągnięte brewki sugerowały spore zaciekawienie. Podobnie patrzyła Majusia. Wystarczyło powiedzieć do niej jedno słowo, albo nawet tylko spojrzeć na nią, a momentalnie ściągała swoje siwe brwi i wyczekująco patrzyła, co wydarzy się dalej.

- Może to Majusia go nam przysłała - powiedziałam, przytulając i Darka, i pluszową kulkę. - Może siedziała sobie z Koperkiem w niebie, obserwowała nas i w pewnym momencie szturchnęła Koperka nosem na zachętę i powiedziała: "No, mały! Idź do nich. Potrzebują cię."

I faktycznie, potrzebowaliśmy. Bardzo potrzebowaliśmy. Zanim Koperek pojawił się w naszym domu, myślałam, że adoptujemy go głównie dla Buby. Oczywiście, my też byliśmy szczęśliwi na samą myśl o szczenięciu plączącym się między nogami, ale to o Bubę chodziło nam najbardziej. Po odejściu Mai, Buba zmieniła się nie do poznania. Coraz mniej rzeczy ją cieszyło, rozkręcała się tylko na spacerach, a też nie zawsze. Stała się wycofana i... po prostu smutna. Ludzie pytali się, ile Buba ma lat i nie chcieli uwierzyć, że tylko 5. Zachowywała się, jak przygnębiona staruszka.

Dziś widzę jednak, że nie tylko Buba była w potrzebie.


Może to niepotrzebna szczerość z mojej strony i może nie powinnam tak otwarcie pisać o naszych trudnościach na szerokim forum internetu. Prawda jest jednak taka, że ani ja, ani Darek nigdy nie robiliśmy z naszych potyczek z życiem zbyt wielkiego tematu tabu. No, może mnie trudniej przychodzi otwartość. Ale walczę z tym nieśmiałkiem w mojej głowie i w pokonywaniu go jestem już całkiem niezła. Zresztą co to za tabu, skoro tylu ludzi przechodzi przez to samo, co my. Ma te same wątpliwości i lęki. To samo pragnienie. Omijanie tego tematu szerokim łukiem w rozmowie prowadzi do swego rodzaju gloryfikacji problemu. Innymi słowy, gdy się o trudnościach nie mówi i utrzymuje się je w szczelnej tajemnicy, urastają do niewyobrażalnych rozmiarów i gnębią swoich nosicieli, jak ten Dusiołek z bajki. A przecież te same trudności, co my mają tysiące ludzi na świecie.

Od dłuższego już czasu staramy się o dziecko. Kropka jest, bo wymaga tego gramatyka zdania. W rzeczywistości kropki nie ma. Jest tylko, jak pisała Poświatowska, "wielka biała przestrzeń". Choć u nas ta przestrzeń ma wyraźnie zaznaczony horyzont utkany z nadziei. Cała siła tego pierwszego zdania jest zaklęta w słowach "staramy się". Zwykle, gdy wypowiadamy to zdanie w rozmowie z bliskimi, słyszymy: "I co? Nie wychodzi?" Tak jakby stwierdzenie, że o coś się starasz od razu oznaczało, że do tej pory nie wyszło, albo że jest ci bardzo ciężko to osiągnąć, więc nie ma powodu do radości. A prawdziwy sens tego zdania kryje się właśnie w słowie "staramy się". Staramy się i nie dbamy o przeciwności losu. Staramy się już jakiś czas i nie dajemy za wygraną. Staramy się i wierzymy, że będzie dobrze. Tylko sęk w tym, że gdzieś w tym całym staraniu się zabrnęliśmy do miejsca, w którym ma się wrażenie, że łazi się w kółko. Może za dużo tego myślenia o staraniu się, może za dużo wpatrywania się w ten horyzont nadziei, bądź co bądź nieco oślepiający.

Potrzebowaliśmy czegoś, co odwróciłoby naszą uwagę od tego całego zamartwiania się. Ba! Potrzebowaliśmy czegoś, co pochłonęłoby naszą uwagę bez reszty i dałoby myślom odpocząć.

I wtedy pojawił się Koperek. Koperek o spojrzeniu Majci. Dziękujemy Ci, Majeczko. Śpij dobrze i czekaj tam na nas.

A dla chętnych, lektura ;) Wiersz smutny, ale prawdziwy.


***

czasem
stęskniona okrutnie
pojawiam się ludziom
w mojej dawnej twarzy
idę na moich dawnych stopach
i dotykam ich z uśmiechem
dawnymi rękoma

ale zdradza mnie
przejrzystość skóry
przypominającej strukturę papieru
i nieruchomość źrenic
i po przejściu moim
brak najbliższego śladu na śniegu

i nagle porażeni wiedzą
rozsuwają się wylęknieni
ofiarując mi wielką białą przestrzeń
bez horyzontu

Halina Poświatowska

2 komentarze: