środa, 14 października 2015

Papi papu, czyli gotujemy dla szczeniaka

Moja przygoda z gotowaniem dla psów zaczęła się wraz z pojawieniem się w naszym życiu pewnej puchatej, brązowej kulki. Ale nie był to Koperek, tylko malutka Buba. Gdy tylko przywieźliśmy ją do domu, okazało się, że jest na wiele rzeczy uczulona, a karmy suche po prostu jej nie służą. I tak, ku uciesze naszej starszej Majci, w psich miskach zaczęły się pojawiać ciepłe i pyszne posiłki. Dziś Koperkowi serwujemy te same potrawy, co dawniej małej Bubie. Wiemy już, co lepiej omijać szerokim łukiem, a co podawać z czystym sumieniem.

Karmienie szczenięcia wcale nie jest skomplikowane. Jedyna trudność polega na tym, że szczenię w wieku Koperka (około 2 miesiące) je 4 razy dziennie. Jeśli więc stawiamy tylko na domowe jedzenie, to czeka nas przygotowywanie 4 posiłków dziennie. Z drugiej jednak strony, mamy w domu małe dziecko. Więc czegóż się innego spodziewaliśmy? Samo przygotowanie 4 posiłków wcale nie oznacza, że nasze życie ograniczy się do stania przy garach. Nie wszystkie posiłki muszą być ciepłe. Jedzenie dla szczeniaka możemy przygotować w większej ilości i podawać w temperaturze pokojowej. Dobrze by było, żeby przynajmniej jeden posiłek był ciepły (ale nie gorący).

Podstawową zasadą karmienia szczeniąt domowym jedzeniem jest wprowadzanie nowych produktów powoli i stopniowo. W praktyce to oznacza przygotowywanie bardzo prostych, dwu- lub trzy- składnikowych potrawek. Możemy na przykład przyjąć taką zasadę, że w każdym nowym tygodniu wprowadzamy do diety szczeniaka nowy składnik. I zupełnie tak, jak w przypadku małych dzieci, zaczynajmy od produktów lekkostrawnych i poddanych obróbce termicznej. Szczególnie polecam gotowanie na parze i pieczenie. Osobiście podziwiam właścicieli psów mających czas i odwagę by stosować BARF. W przypadku szczeniąt nie ryzykowałabym jednak podawania surowego mięsa. 

Poniżej prosty przepis na indyka duszonego z dynią. Mięso z indyka możecie zmienić na inne mięso, a dynię zastąpić cukinią, marchewką lub pomidorami bez skórki. W ten sposób za każdym razem otrzymacie inną potrawę i zapoznacie swojego malucha z nowym smakiem.

Jeśli zaś chodzi o proporcje, przygotowujemy posiłki dla psiego malucha według takiego schematu: 1/3 warzyw i/lub owoców i/lub kasz + 2/3 mięsa i/lub nabiału i/lub ryby.
Kasze i ryż traktujmy jako dodatek. Zdrowy dodatek, pełen błonnika, ale tylko dodatek. Niech nasz szczeniak nie najada się głównie kaszą i ryżem, bo to tylko zapełni mu brzuszek, ale go nie odżywi.

indyk + dynia

Składniki (na kilka porcji- ilość porcji zależy od wielkości szczeniaka) :
  • 1 kg filetu z indyka
  • 30 deko dyni hokkaido
  • woda
  • 2 łyżki oleju z pestek dyni (tłoczonego na zimno)
Mięso kroimy na drobne kawałki. Nadmierne rozdrabnianie nie ma sensu. Szczenię to nie malutkie dziecko pozbawione uzębienia. Ma ząbki, zwykle dosyć ostre i świetnie sobie nimi radzi.

W głębokiej patelni lub rondlu zagotowujemy szklankę wody. Dorzucamy pokrojone mięso i dusimy, mieszając, żeby nie przywarło.

Dorzucamy do wszystkiego dynię pokrojoną w kostkę. Wybrałam dynię hokkaido, bo nie trzeba jej obierać ze skórki. Skórka mięknie podczas duszenia. Jeśli macie zwykłą dynię, wydłubcie z niej miąższ, albo najpierw ją upieczcie i przygotujcie mus.

Wszystko razem dusimy z dobre pół godziny, aż dynia zupełnie zmięknie. Co jakiś czas dolewamy wody, by nie przywierało. Na koniec zdejmujemy z ognia, pozwalamy chwilę przestygnąć i dodajemy odrobinę oleju tłoczonego na zimno. Może być z pestek dyni lub z lnu. Podajemy ciepłe, ale nie gorące. Odgrzewając uważajmy, żeby nie zagotować, bo zdrowy olej straci swoje walory.

5 komentarzy:

  1. Szczeniakowi surowe mięso nie zaszkodzi (oczywiście świeże i ze sprawdzonego źródła) - my karmimy maluchy surowizną od 3 tygodnia życia, szczególnie wołowinka jest pokarmem bogów ;)
    Ja osobiście za gotowanym jako podstawą żywienia nie przepadam (tzn ja lubię, ale nie dla psów ;) ) - niestety obróbka termiczna nie jest fizjologicznym jedzeniem dla psa. Już pomijam, że w przypadku dużych ras, takich jak moja - można sporo napsuć nieprawidłowymi proporcjami czy ilościami. Ja jestem zwolenniczką albo suchej karmy (tylko takiej o naprawdę świetnej jakości, wszystko gdzie sa zboża i poniżej 50% mięsa w suchej masie omijam), albo BARFa.

    Niemniej - te papu dla szczeniaka sama bym zjadła :P tylko może z przyprawami ;)

    Idę obczaić Koperka, bo jakoś mi umknął :P

    Pozdrawiamy!
    Śledź też pies

    OdpowiedzUsuń
  2. A takie jedzonko można kotkowi podać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie znam się na kotach. Podobno są zdecydowanie bardziej "wymagające" jeśli chodzi o jedzenie. Słyszałam też, że mają wrażliwszy niż psy układ pokarmowy. Nigdy jednak nie miałam kota (nie licząc malucha znalezionego na śmietniku, który był u mnie tylko przez chwilę dopóki nie znalazłam mu domu). Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, a nie chciałabym wprowadzać w błąd.

      Usuń
  3. Witam serdecznie, Pani Zuzanno doceniam bardzo Pani pasję do przygotowywania psu jedzenia metodą domową - sam to robię i uważam, że jest to najbardziej fizjologiczny sposób karmienia psa. Natomiast mam wielkie wątpliwości co do zbilansowania samej dawki, szczególnie dla szczeniąt. Nie może Pani polecać takiego sposobu żywienia bez wskazania na braki niektórych składników. Proszę kiedyś zbilansować dobową porcję jedzenia którą Pani poleca i wtedy sama Pani zobaczy, że bez odpowiedniego doboru surowców nie da się zapewnić zapotrzebowania. Koniecznie proszę to zrobić. Wierzę, że Pani robi to będąc przekonaną o słuszności tego modelu żywienia ale proszę dogłębniej przestudiować temat. KOniecznie. pozdrawiam Jacek Wilczak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. WItam, Panie Jacku :) Dziękuję za komentarz. Cenny i słuszny. Faktycznie, odpowiednie zbilansowanie pożywienia dla psa (zwłaszcza szczenięcia) jest bardzo ważne. Na każdym kroku zaznaczam, że karmienie psiaków domowym sposobem należy skonsultować z weterynarzem. Proporcje i zapotrzebowanie na poszczególne składniki są po prostu zupełnie różne od naszych- ludzkich.

      Jednocześnie jednak zawsze zaznaczam, że propozycje, które publikuję na blogu są... No właśnie- propozycjami. I jeśli ten blog ma jakiś głębszy sens, to jest nim zachęcenie do powrotu do tego, co właśnie jest naturalne i "fizjologiczne". Innymi słowy, nie proponuję konkretnej i przebadanej metody żywienia. Nie mogłabym tego robić nie mając w tym kierunku odpowiedniego wykształcenia. Gdybym zakładała, że proponuję konkretną dietę, byłabym szarlatanem ;)

      Niemniej jednak Pana komentarz nasunął mi pewien pomysł. Spróbuję się z Panem skontaktować prywatnie. Pozdrawiam

      Usuń