czwartek, 17 września 2015

Zanim nadejdzie listopad, czyli korzenny kompot z gruszek

Czuję już jesień. Przycupnęła cichutko na gałęzi jabłoni i skubie leniwie dojrzałe owoce. Strąca je dzióbkiem i radośnie stroszy piórka w słońcu. Czuję, ją po przebudzeniu, gdy poranna mgła spowija jeszcze zieloność za oknem. Jeszcze zieloność, bo już coraz więcej rdzy na drzewach. Czuję ją też wieczorami, gdy pierwsze chłody każą zamykać szczelniej okna i rozpalać w kominku.

Ale zanim zrobi się szaro-buro, zanim smutne zawodzenie wiatru zastąpi śpiew ptaków, a ciepła kurtka stanie się najlepszym przyjacielem nas wszystkich... Zanim przyjdzie listopad- wciąż jeszcze mamy wrzesień i październik.

Staram się nacieszyć, jak dziecko każdym smakiem i zapachem. Łapczywie sięgam po nabrzmiałe słońcem owoce i zrywam ostatnie kwiaty i zioła. Nie można się wyspać na zapas. Najeść i nawąchać, też nie. Mimo to, próbuję. Może w listopadzie pozostanie mi przynajmniej wspomnienie lata.

NA przykład wspomnienie pysznego i bardzo korzennego kompotu z gruszek, który rozgrzewa i gasi pragnienie, jak nic innego.

Korzenny kompot z gruszek


Składniki:
  • 5 całych gruszek bez ogonków
  • 2,5 litra wody
  • pół łyżeczki cynamonu
  • pół łyżeczki imbiru (lub 3 cm startego korzenia imbiru)
  • cukier do smaku (sypnęłam 5 łyżek, bo lubię ten kompot na słodko)
Wszystkie składniki gotujemy przez pół godziny. Gruszek nie obieram, jedynie dokładnie je myję. Skórka daje delikatną goryczkę, która akurat w tym kompocie bardzo fajnie się komponuje.

Kompot przechowujemy w lodówce do tygodnia.

Na zdrowie! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz