czwartek, 4 czerwca 2015

Jaśmin i truskawki

Nareszcie zrobiło się prawdziwie wiosennie. Musieliśmy na to troszkę poczekać, ale było warto. Pies wraca ze spaceru zdyszany i od razu zalega na balkonie, a my chodzimy uśmiechnięci od ucha do ucha. Bo jak tu się nie uśmiechać, gdy ze spaceru przynoszę do domu gałązki cudnie pachnącego jaśminu, a na bazarku właśnie pojawiły się truskawki z pola. Jeśli musiałabym wybrać tylko 2 rzeczy, które w czerwcu kocham najbardziej, to byłoby to. Jaśmin i truskawki. Nic mi więcej nie trzeba. To jest mój kawałek nieba.


- Już niedługo nie będziesz musiała podkradać kwiatów działkowcom - śmieje się Darek. - Już niedługo będziemy mieli kwitnące krzaczki w naszym ogródku.
- Tak. Niedługo to nam będą podkradać.


I tak w kółko Macieju. Bez końca opowiadamy sobie, jak to będzie cudownie. Fakt, że czeka nas ogrom pracy rozpala nasze marzenia jeszcze bardziej. Jaśmin kwitnący we własnym ogrodzie- wzdycham. Garaż z własnym kanałem- dodaje Darek. I tak sobie wzdychamy i uśmiechamy się do naszych planów. Naszych. Wspólnych. Wielokrotnie wspólnych, bo na wieś przeprowadzamy się razem z moją mamą i jej mężem, a w prowadzeniu hotelu będzie nam pomagał mój brat z żoną. Ot, taka rodzinna zajawka.


Już w przyszłym tygodniu zaprosimy Was na nasz nowy blog, na którym opiszemy, co też nam do łba strzeliło. Nazwa bloga prosta, bo co tu dużo komplikować. Po prostu. Kupiliśmy dworek. Reszta to już będzie wariacka przygoda z motywem rodzinnym w tle.

Jaśmin, truskawki i... rodzina. Nic więcej nie trzeba.

1 komentarz:

  1. też czekam zawsze na truskawki :) i czereśnie!

    OdpowiedzUsuń