środa, 24 czerwca 2015

Pierwsze zdanie nowej historii

Stało się. Po ponad roku przygotowań i rozmów... Kupiliśmy dworek.
Wpatruję się w ekran komputera i zastanawiam się, co napisać dalej. Kupiliśmy dworek to pierwsze zdanie. Co dalej? Dalej zaczyna się już zwariowana przygoda z motywem rodzinnym w tle. Ale po kolei.


Wszystko zaczęło się, gdy moja mama, mieszkająca na co dzień w innym kraju, zadzwoniła do nas któregoś dnia i oznajmiła, że wraz ze swoim mężem chce przejść na emeryturę i wrócić do Polski. Marzył im się "mały, biały domek" na wsi, zupełnie jak w piosence. My również rozglądaliśmy się już od jakiegoś czasu za niewielką działką pod Warszawą i marzyliśmy o domu pachnącym świeżo upieczonym chlebem. Postanowiliśmy połączyć siły i szukać wspólnie w jednej okolicy. Cieszyłam się na samą myśl, że po tylu latach będę miała mamę blisko siebie.


Na ogłoszenie o sprzedaży tego magicznego miejsca natrafiła mama. Gdy zadzwoniła, żeby zapytać, co o tym myślimy, Darek aż podskoczył na fotelu. Przecież to Libella- zawołał, a oczy mu rozbłysły, jak dwie iskierki.

Libella, bo tak potocznie nazywano ogromny kompleks wczasowy z domkami letniskowymi, hotelem i zabytkowym dworkiem była dziecięcym marzeniem Darka. Wychowywał się w okolicy i niejednokrotnie wyobrażał sobie, że kiedyś odkupi dworek i pomoże temu miejscu odzyskać dawną świetność. Odzyskać, bo wraz z każdym nowym właścicielem okolica popadała w zaniedbanie. Ostatni właściciele kochali to miejsce i starali się przywrócić je do ładu. Niestety nie udało się. Z roku na rok ogród i sad zarastał coraz bardziej. Zabytkowa aleja akacjowa prowadząca do dworku tonęła w zaroślach, a nowo wybudowany budynek hotelowy stał i czekał. Pusty i zimny.


Najpierw myśleliśmy, że to wariactwo, kupować taką posiadłość. 10 hektarów ziemi, 15 hektarów lasu, zabytkowy dworek i... hotel. Co my byśmy z tym wszystkim poczęli?

Później daliśmy się ponieść możliwościom. Do późnej nocy opowiadaliśmy sobie, co można by tam zrobić i jak pięknie mogłoby tam być.

Prawda jest taka, że wszyscy zakochaliśmy się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. I od pierwszych kroków postawionych w akacjowej alei wiedzieliśmy, że chcemy się o to cudowne miejsce zatroszczyć. Po prostu i po ludzku.


Ostateczna decyzja zapadła jednomyślnie. I rozwiązała wszystkie nasze dylematy. Takie jest życie. Głowimy się i kombinujemy, jakby tu zrealizować nasze marzenia, a rozwiązanie czeka za rogiem.

Mama i Michał zamieszkają po remoncie w swoim wymarzonym małym, białym domku. No, trochę większym niż małym i trochę bardziej dworku niż domku ;)

Darek spełni marzenie z dzieciństwa i przywróci zabudowaniom dworskim w Popielżynie - Zawadach dawną świetność.

Ja... Zawsze marzyłam o prowadzeniu hotelu bardzo gościnnego. Po prostu nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że to marzenie się spełni :) A gdy pomyślę, że w spełnianiu go pomoże mi brat, to nie mogę przestać się uśmiechać :)


Już niedługo zaprosimy Was do odwiedzenia nowego bloga o prostej nazwie. Kupiliśmy dworek. To pierwsze zdanie. Resztę napisze samo życie, bo szczerze mówiąc, nie mamy bladego pojęcia, na co się porywamy, ale mamy wrażenie, że ma to jakiś związek z motyką i słońcem ;) No, to teraz zakasujemy rękawy i do dzieła :)

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Imiennicy

Podczas niedzielnej wyprawy do ZOO natrafiliśmy na klatkę z wyjątkowo rozwrzeszczanymi papużkami żako. Napis na tabliczce informował o imieniu jednej z nich.

- Patrz - powiedział Darek. - Mogli nazwać twoim imieniem każde inne zwierzę w ZOO, a nazwali akurat papugę...
- No i?
- A, nic. Tak tylko mówię.

Gdy w jednej z następnych alejek natrafiliśmy na wybieg małp, przyjrzałam się tabliczkom. 

- Patrz - powiedziałam. - Jedna z tych małp ma na imię Darek.
- No i?
- A, nic. Tak tylko mówię.

źr. /pinterest/

piątek, 5 czerwca 2015

O przebiegłych krasnalach i żołnierzach spacerujących po lesie, czyli torcik Ptasie mleczko karmelowe

Koniec maja i początek czerwca to w mojej rodzinie prawdziwa seria urodzin. I choć cieszę się na każde święto i spotkanie z bliskimi, to właśnie na urodziny Darka czekam najbardziej. Po tych kilku latach spędzonych razem wiem już, co sprawia mu radość. Coraz trudniej jest wymyślić sposób, by go zaskoczyć, ale i w tym roku się udało. Przy natłoku pracy, jaki ostatnio nas dopadł, Darek nie spodziewał się niczego wyjątkowego. Obiecałam mu, że pójdziemy na urodzinowy spacer do lasu i dołożyłam wszelkich starań, by myślał, że to wszystko, co przygotowałam dla niego z okazji urodzin. Gdy stałyśmy już z Bubą gotowe przy drzwiach- ja w kaloszkach, Buba z piłką w pysku- Darek pobiegł do kuchni i wrócił z moim nożykiem do obierania owoców.

- To na wszelki wypadek - powiedział mężnie.
- Na wypadek, gdybyśmy zgłodnieli i chcieli zjeść jabłko?
- Nie. Na wypadek gdyby zaatakował nas dzik, albo jakiś zbir.
- Jeśli zbir będzie wielkości krasnala, to z takim nożykiem mamy szanse. Ale na dzika raczej się nie przyda - powiedziałam i wróciłam się do domu. Gdy zaczęłam grzebać w szafie, Darek i Buba podeszli do mnie i zaczęli mi zaglądać przez ramię. No, Darek zaglądał mi przez ramię. Buba wciskała się między nogami.

- Proszę - powiedziałam wręczając Darkowi podłużne zawiniątko. - Chciałam ci to dać dopiero wieczorem, ale może ci się przydać na te twoje dziki. Zresztą wolę żebyś mi nie zgubił mojego nożyka do obierania owoców.

Oczy Darka rozbłysły ciekawością. Szybko rozpakował zawiniątko, a jego usta ułożyły się w bezgłośne "łał". Buba prychnęła z dezaprobatą. Pewnie liczyła na jakieś ciastka. A tu jakiś nóż.

- Replika bagnetu AK z czasów II wojny światowej - powiedziałam.  - Wszystkiego najlepszego, żołnierzu!

I tak poszliśmy na spacer do lasu. Zza spodni Darka wystawał wojskowy nóż. Żaden dzik nas nie zaatakował. Zbirów też nie było, ani nawet krasnali. Ale mój żołnierz kroczył dumnie przez las i podśpiewywał wojskowe piosenki.

A w domu czekał na nas torcik w ulubionym smaku Darka. Ptasie mleczko karmelowe. To chyba te krasnale zrobiły ;)

PS Jeśli zaglądacie na nasz facebook to być może zauważyliście, że planowałam dla Darka upiec nieco inne ciasto. No, cóż. Nie potrafię podrobić przepisu na ciasto z kawiarni, ale ten torcik jest o wiele smaczniejszy ;) I wprost idealny na lato :)

Ptasie mleczko karmelowe


Składniki na spód:
  • 200 g ciasteczek oreo lub czekoladowych ciastek hit
  • 100 g masła w temperaturze pokojowej
Składniki na warstwę karmelową:
  • 100 g masy kajmakowej
  • 25 g śmietanki kremówki
  • łyżeczka żelatyny
Składniki na piankę waniliową:
  • 2 serki homogenizowane waniliowe
  • 2 łyżki żelatyny
  • 300 ml gorącej wody
  • 100 g cukru
  • 2 jaja
  • 150 ml mleka
Najpierw przygotowujemy spód. Ciastka wystarczy rozdrobnić w blenderze razem z kawałkami masła. Otrzymamy w ten sposób masę przypominającą konsystencję mokrego piasku. Przekładamy masę do tortownicy lub wysokiej formy do tart. Spód możemy wyłożyć papierem do pieczenia wyciętym w kształcie koła. Będzie łatwiej nakładać porcje ciasta- inaczej spód może trochę przywierać do formy. Masę z ciastek uklepujemy i wyrównujemy. Wkładamy do lodówki,

W czasie gdy spód się chłodzi, przygotowujemy pierwszą masę. Wystarczy podgrzać w rondelku śmietankę i masę kajmakową. Uważajmy, by nie zagotować całości. Co jakiś czas mieszamy. Do gorącej masy dodajemy żelatynę i mieszamy, aż żelatyna się rozpuści. Studzimy do temperatury pokojowej i przelewamy na spód. Całość znowu wędruje do lodówki.

Kolejną masę przygotowujemy przy użyciu miksera. Na samym początku jednak musimy rozpuścić żelatynę. Zalewamy ją gorącą wodą i mieszamy aż do rozpuszczenia. Odstawiamy żeby nieco przestygła. Nie może jednak zupełnie wystygnąć, bo zgęstnieje, a nam potrzebna żelatyna w formie płynnej. 

Najpierw oddzielamy białka od żółtek i ubijamy białka na sztywno. Odstawiamy je, przydadzą się na koniec.

Do większej miski przekładamy serki homogenizowane i dodajemy cukier. Miksujemy. Dodajemy żółtka i znowu miksujemy. Następnie dodajemy mleko oraz płynną żelatynę (może być delikatnie ciepła, ale nie gorąca) i miksujemy. Masa jest dosyć płynna, ale w lodówce stężeje. Na koniec dodajemy ubite białka i mieszamy delikatnie łyżką. Potrzeba trochę czasu, zanim białka połączą się z dosyć płynną masą, ale warto poświęcić mieszaniu trochę czasu.

Gotową masę przelewamy na zastygłą już warstwę karmelową i ponownie wkładamy torcik do lodówki. Powinien się chłodzić około godziny. Możemy go przykryć folią. Gdy masa już stężeje, oprószamy torcik sypkim kakao. 

Smacznego!


czwartek, 4 czerwca 2015

Jaśmin i truskawki

Nareszcie zrobiło się prawdziwie wiosennie. Musieliśmy na to troszkę poczekać, ale było warto. Pies wraca ze spaceru zdyszany i od razu zalega na balkonie, a my chodzimy uśmiechnięci od ucha do ucha. Bo jak tu się nie uśmiechać, gdy ze spaceru przynoszę do domu gałązki cudnie pachnącego jaśminu, a na bazarku właśnie pojawiły się truskawki z pola. Jeśli musiałabym wybrać tylko 2 rzeczy, które w czerwcu kocham najbardziej, to byłoby to. Jaśmin i truskawki. Nic mi więcej nie trzeba. To jest mój kawałek nieba.


- Już niedługo nie będziesz musiała podkradać kwiatów działkowcom - śmieje się Darek. - Już niedługo będziemy mieli kwitnące krzaczki w naszym ogródku.
- Tak. Niedługo to nam będą podkradać.


I tak w kółko Macieju. Bez końca opowiadamy sobie, jak to będzie cudownie. Fakt, że czeka nas ogrom pracy rozpala nasze marzenia jeszcze bardziej. Jaśmin kwitnący we własnym ogrodzie- wzdycham. Garaż z własnym kanałem- dodaje Darek. I tak sobie wzdychamy i uśmiechamy się do naszych planów. Naszych. Wspólnych. Wielokrotnie wspólnych, bo na wieś przeprowadzamy się razem z moją mamą i jej mężem, a w prowadzeniu hotelu będzie nam pomagał mój brat z żoną. Ot, taka rodzinna zajawka.


Już w przyszłym tygodniu zaprosimy Was na nasz nowy blog, na którym opiszemy, co też nam do łba strzeliło. Nazwa bloga prosta, bo co tu dużo komplikować. Po prostu. Kupiliśmy dworek. Reszta to już będzie wariacka przygoda z motywem rodzinnym w tle.

Jaśmin, truskawki i... rodzina. Nic więcej nie trzeba.