wtorek, 26 maja 2015

Słodko-gorzki smak grejpfrutu, czyli Dzień Matki

Dzisiaj kwiaciarnie uginają się od zamówień, a w sklepie osiedlowym można w promocyjnej cenie dostać róże z czekolady. To ten dzień, gdy spieszymy się do Niej, czy to telefonicznie, czy też na własnych nogach tylko po to, by powiedzieć: "Kochana mamo, wszystkiego najlepszego".

Dla mnie ten dzień zawsze był, jak owoc grejpfrutu. Słodko-gorzki. Większość Dni Matki spędziłam bez mamy.

Gdy byłam mała, mama postanowiła wyjechać za granicę. I już nie wrócić. Tata nie chciał wyjeżdżać. I tak się rozstali.

Pamiętam szkolne występy z okazji tego święta. Pamiętam głowy zgromadzonych mam, które widziałam z prowizorycznej sceny w sali gimnastycznej. Pamiętam ten las brunatnych i blond koków i loków, i gdzieś pomiędzy nimi siwą główkę mojej babci. Ktoś przecież musiał mamę zastąpić.

Pamiętam listy, które pisałam. Starannie rysowałam na papeterii linie ołówkiem, a później starałam się nie wychodzić za daleko ze swoim artystycznym podejściem do kwestii pisania. Pamiętam, jak tata sprawdzał pisownię, poprawiał po mnie błędy i dopiero wkładał list do koperty, razem z kartką zapisaną przez siebie. Nie było mowy o żadnej fuszerce.

Pamiętam, jak przestępowałam z nogi na nogę, gdy w gdańskiej przystani promowej czekaliśmy na mamę. Cała byłam jednym, wielkim wyczekiwaniem i myślałam, że wybuchnę z podekscytowania. A prom wpływał do redy powoli i dostojnie, zupełnie się nie spiesząc. Takich ludzi czekających na brzegu widywał codziennie setki.


Trochę wody w rzece życia upłynęło, a wszystko, co mnie po drodze spotkało, nauczyło mnie jednego. Że świat nie jest czarno-biały. O, nie. Świat maluje się wszystkimi odcieniami szarości.

Dziś wiem, że przeprowadzka za granicę nie była jedynym powodem rozstania rodziców. Gdy rozchodzą się dwa serca, które tak mocno się kochały, powód nigdy nie jest oczywisty.

Dziś wiem też, że nie mam żadnego prawa oceniać moich rodziców. Sama podejmowałam już trudne decyzje w swoim życiu i wiem, że raczej nikt nie robi tego dla sportu.

W końcu wiem, że choć przez te wszystkie lata mama była daleko i nie dane nam było przejść wspólnie przez moje dorastanie, to teraz- już jako w pełni ukształtowana dorosła kobieta- mam szansę ten czas... Nadrobić? Nie. Napisać od nowa. 

Więc spieszę się do Ciebie, by Ci powiedzieć, że Cię kocham i dziękuję, że znowu jesteś w moim życiu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz