sobota, 25 kwietnia 2015

Nasze małe rytuały, czyli gryczane psie ciastka z pieczoną wołowiną i gruszką

Każdy ma jakieś przyzwyczajenia. Małe, codzienne rytuały, które wkradają się w naszą codzienność i czynią ją znośniejszą i bardziej udomowioną. Są jak ciepłe kapcie, które zakładamy zaraz po powrocie do domu i od razu czujemy się lepiej i jakoś tak bardziej bezpiecznie.

Uwielbiam moje ciepłe kapcie i uwielbiam te małe zwyczaje. Mam czasami wrażenie, że cały mój dom- to małe mieszkanko na warszawskim Gocławiu jest utkane z takich przyzwyczajeń.

Rano budzi mnie Buba. Zawsze przychodzi dać mi buzi. Wskakuje przednimi łapkami na łóżko z mojej strony i liże mnie w ucho. Darka nigdy nie budzi. I tak by nie wstał, śpioch jeden ;) Wychodzimy na spacer po cichutku, a kiedy wracamy, daję Bubie śniadanie i zaparzam kawę dla siebie i herbatę dla Darka. Nawet nie muszę się zastanawiać, jaką pije. To już rytuał.

Po śniadaniu siadam do pracy. Buba już wie, że to czas spokoju. Zawsze jednak przychodzi do mnie i kładzie mi łeb na kolanach, gdy jej wewnętrzny zegarek uzna, że już czas coś porobić. Gdyby nie ona mogłabym siedzieć przy pisaniu do wieczora. Jej wzrok wlepiony we mnie i pytający: "Co teraz porobimy?" Rytuał.

Gdy idę do kuchni przygotować obiad, Buba siada przy mnie i bacznie obserwuje każdy mój ruch gotowa złapać w locie wszystko, co przypadkiem spadnie z blatu. Darek zagląda do kuchni wiedziony za nos zapachem obiadu i żartuje z Buby, że chyba się u mnie szkoli na sous chef'a.

Po kolacji zwykle siadamy na kanapie. A Buba układa się w naszych nogach. Przyzwyczaiła się do tego tak bardzo, że teraz nawet już nie czeka, aż my usiądziemy. Wystarczy, że usłyszy, jak odsuwamy krzesło od stołu i już leży wyciągnięta przy kanapie, a my musimy się gimnastykować, żeby na kanapie usiąść nie rozdeptując jednocześnie psa. Rytuał :)

Całe mieszkanko i cały nasz dzień pełen jest naszych małych rytuałów. A w sobotę dochodzi jeszcze jeden, który wyjątkowo lubię. Zrywam się o 6 nad ranem, żeby wcześniej wyjść na długi spacer z Bubą i pojechać po spacerze na bazarek. Gdy wracam z torbą pełną świeżych zakupów, Darek dopiero się budzi, a Buba wsadza łeb do torby i dokonuje inwentaryzacji towaru. Wiem, czego szuka. Na bazarku kupuję również mięso.

Dziś sobota. Mój sobotni rytuał bazarkowy odbył się, a jakże! My zjemy dziś na obiad boeuf Stroganoff, a Buba wołowinę z warzywami. Specjalnie dla niej poprosiłam w mięsnym o brzydszy kawałek wołowiny. Taki z żyłkami i ścięgnami. Dostałam za pół ceny, bo przecież nikt inny tego nie kupi, a będzie się świetnie gryzło i żuło. Nieduży kawałek wołowiny upiekłam i... Zobaczcie sami.

Gryczane psie ciastkaz pieczoną wołowiną i gruszką


Składniki:
  • 140 g pieczonej wołowiny (odkroiłam mniej ładny kawałek z mięsa na nasz obiad)
  • gruszka
  • 3 łyżki oleju rzepakowego (najlepiej tłoczonego na zimno, ale może być też "zwykły")
  • 1/2 szklanki mąki gryczanej
  • 1 szklanka mąki pszennej typ 500
  • żółtko
  • łyżka gęstej śmietany 22 %
Przyda się:
  • papier do pieczenia
  • blender
Przepis, jak przystało na nasze psiepisy, bardzo prosty :) Kawałek upieczonej wołowiny (oczywiście bez soli i przypraw) ucieramy w blenderze razem z gruszką i olejem. Gruszkę warto umyć i pozbawić gniazd nasiennych i ogonka, ale nie trzeba jej obierać. Skórka rozetrze się w blenderze, a ma w sobie cenne wartości odżywcze i mnóstwo błonnika.

Masę dodajemy do pozostałych składników i wyrabiamy ciasto. Ciasto będzie się kleić, więc najlepiej wyrabiać je w misce. Surowe ciasto ma też niezbyt apetyczny zapach, ale nie bójcie się. Po upieczeniu nabierze mięsnego aromatu, w którym Wasze psiaki po prostu się zakochają.

Blachę do pieczenia przykrywamy papierem i rozkładamy na nim ciasto. Rozklepujemy i rozciągamy je tak, aby powstał placek grubości około pół centymetra. Na koniec wygładzamy placek zwilżoną dłonią.

Pieczemy w temperaturze 200 stopni przez 20 minut. Zaraz po wyjęciu z piekarnika kroimy placek w paski i dalej w kwadraciki dowolnej wielkości. Po wystygnięciu ciastka twardnieją. Mogą leżeć około tygodnia, w lodówce do 2 tygodni. Jeśli chcemy aby były jeszcze trwalsze, włóżmy je do piekarnika na dodatkowe 5 minut (już po pokrojeniu ich). Zapas ciastek możemy też zamrozić.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz