środa, 1 kwietnia 2015

Kilka słów o pomaganiu

Wielkanoc się zbliża wielkimi krokami i już zaraz naszym blogiem zawładną jajka i serniki. Ale zanim to nastąpi, chcielibyśmy się z Wami jeszcze czymś podzielić. Właściwie to tylko jednym zdaniem. Łatwo jest pomagać.

O! I tu właściwie mogłabym skończyć. Bo co tu jeszcze dodać. Że pomaganie jest przyjemne? Jest! I to bardzo. Położyć się spać ze świadomością, że zrobiło się coś dobrego- bezcenne. Że pomaganie jest potrzebne? Tak. Jest. I nie zamierzam tu wchodzić w sprawy tak paskudnie nie świąteczne, jak polityka. Szkoda, że tam na górze (tej sejmowej, nie boskiej) psiarzy rzadko kiedy się słucha. Moim zdaniem musi być coś nie tak, skoro w kraju, w którym większość ludzi ma komputer, samochód i telefon nadal są ludzie i zwierzęta bezdomni. Pomaganie jest potrzebne i będzie potrzebne tak długo, jak długo całe nasze społeczeństwo nie zacznie dostrzegać pewnych problemów i wymagać od swoich przedstawicieli pozytywnego rozwiązywania ich. Słyszałam ostatnio o planowanej ustawie zakazującej trzymania psów na łańcuchach. Ustawa jest planowana, albo już zaplanowana, nie wiem, nie nadążam. Na pewno ma to jakiś związek z kampanią, bo podobno wszystko ma z nią związek. Nie ważne. Ja się bardzo cieszę, że komuś przyszło do głowy poruszyć ten temat. Tylko... Czemu tak późno, pytam. Podobno o naszym człowieczeństwie świadczy sposób, w jaki traktujemy zwierzęta. No to teraz proszę sobie wyobrazić te psy na łańcuchach. Czy mamy powody do dumy? Pamiętam, jak moja koleżanka ze studiów zobaczyła w telewizji takiego psa przykutego do budy. Ze łzami w oczach spojrzała na mnie i spytała: "O mój Boże, co on zrobił?" Pytanie padło po angielsku, bo koleżanka byłą z wymiany, z Finlandii. Po polsku nikt by się głupio nie pytał.

No, dobrze. Pomaganie jest więc przyjemne i na pewno jest potrzebne. Ale czy wiedzieliście, że jest też łatwe? Jedyne, czego potrzeba to odrobina czasu i chęci. Nic więcej. Słowo. Reszta dzieje się sama.

Rzuciliśmy hasło wśród sąsiadów. Mamy rzeczy po naszej Mai, będziemy jechać do schroniska. Przynieście, co wam niepotrzebne. Przynieśli. Stosik zrobił się większy. Pomyśleliśmy, żeby napisać o tym na kilku portalach społecznościowych. W ruch poszedł fejsbuk. Ten blogowy i te prywatne też. A potem... Potem wydarzyło się samo dobro, które zaskoczyło nawet nas.

Dzwoniliście, pisaliście. Zapraszaliśmy na kawę, spotykaliśmy się na spacerach. A stosik rósł i rósł. Pewnego dnia rano, telefon. Kurier. Że ma przesyłkę i które piętro.

- 11? O kurde! Ale jest winda? Bo bez windy, to nie da rady.

Otwieram drzwi, a tu dwa razy 15 kilo karmy owinięte folią. I już nam kawy nie trzeba było. Już się buzie uśmiechały cały dzień.

Wczoraj od rana szeroko zakrojona akcja logistyczna. Jak zapakować cały przedpokój i pół komórki do bagażnika naszego auta, które tylko udaje kombi.

Po dwóch godzinach udało się. Tył auta osiadł tak nisko, że byłam pewna, że stracimy koło na pierwszym lepszym krawężniku. Ale dojechaliśmy. Na miejscu okazało się, że nasza mała wielka zbiórka to kropla w morzu potrzeb. W schronisku przebywa około stu psów. Co to oznacza? Tylko tyle, że pomagać trzeba częściej. Przecież to takie łatwe.

Wszystkim sąsiadom i znajomym, którzy wzięli udział w naszej akcji Prezent Majki bardzo serdecznie dziękujemy. Cudownie było Was poznać, a dzięki Waszej gotowości do pomagania odzyskaliśmy trochę wiary w ten świat.

Dziękujemy również Fundacji Azylu Pod Psim Aniołem. To, co robicie jest Wielkie.




1 komentarz: