piątek, 9 stycznia 2015

O podróżach kosmicznych, widłach i ruszaniu z kopyta, czyli pankejki bananowe

Powrót z urlopu to ciężka sprawa. Zwykle przypomina powrót do rzeczywistości z kosmicznej wyprawy. Jeszcze kilka dni temu dryfowaliśmy sobie w zawieszeniu przyglądając się naszym codziennym problemom z przymrużeniem oka. Wydawały się takie odległe i takie małe. Zupełnie nic nie znaczące kropki. Jedno machnięcie ręką i już ich nie ma. Aż tu nagle, ni stąd ni zowąd jakaś tajemna siła grawitacji ściągnęła nas z powrotem na ziemię. Wprost do tych małych kropek, które już nie wydają się takie malutkie. Wprost przeciwnie, urastają czasem do rozmiarów gigantycznych. Co, jak co, ale my ludzie potrafimy robić z igły wielkie widły.

Wrócić jednak trzeba było, bo życie samo się przecież nie przeżyje. Trzeba się wziąć za bary z tymi wszystkimi igłami (i widłami, też) i ruszyć z kopyta w Nowy Rok. Zresztą spójrzmy prawdzie w oczy- ani ja, ani Darek nie potrafimy już żyć bez naszych zajęć, naszej pasji i pracy. Po cichutku, gdzieś w głębi siebie przebieram niecierpliwie nóżkami, jak małe dziecko i już nie mogę się doczekać, co przyniesie kolejny rok razem. Ja, ty i 2 psy.

A na dobry początek śniadanie. Bardzo energetyczne i niebiańsko pyszne :)

Pankejki bananowe


Składniki (na 2 osoby, ok. 10 sztuk):

  • szklanka maślanki
  • średni, dojrzały banan
  • jajo
  • 1 1/2 łyżki roztopionego masła
  • 1 1/4 szklanki mąki pszennej typ (500)
  • łyżka cukru pudru
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1/4 łyżeczki soli
  • łyżeczka cynamonu lub kilka kropel ekstraktu z wanilii
  • dodatkowo cukier puder do posypania lub syrop klonowy

Przyda się:

  • patelnia i miska ;)

Pankejki są jednym z tych śniadań, które przygotowuję, gdy nie bardzo mam pomysł i czas na coś bardziej skomplikowanego. Nie mają nic wspólnego z naszymi naleśnikami, bliżej im do puszystych placków. Są mięciutkie i rozpływają się w ustach. Na pewno są też niezbyt dietetyczne, ale obiecałam sobie, że w tym roku przestanę popadać w dietetyczny obłęd- a, tak- na przekór modzie ;) Darek uwielbia pankejki posypane cukrem pudrem, ja wolę polane syropem klonowym. Można je podać również z miodem. Smakują, że palce lizać.

W większej misce rozgniatamy widelcem banana obranego ze skórki. Staramy się rozgnieść wszystkie większe grudki, ale nie robimy idealnie gładkiej masy. Niedbałość jest w tym przypadku wskazana ;) Dodajemy jajko, rozpuszczone (ale nie gorące) masło i maślankę. Mieszamy wszystko aż składniki się połączą. Dodajemy pozostałe, sypkie składniki i mieszamy. Ciasto powinno mieć konsystencję nieco rzadszą niż ciasto na placki. 

Rozgrzewamy patelnię. Najlepiej jest smażyć pankejki na maśle klarowanym. Dzięki temu stają się zarumienione i chrupiące. Jeśli jednak nie macie masła klarowanego, możecie smażyć na oleju roślinnym. Lejemy go na patelnię obficie ;)

Na rozgrzany tłuszcz wykładamy ciasto łyżką stołową. Nie starajcie się smażyć dużych pankejków na całą patelnię, jakie czasami widzimy na filmach, bo im większy pankejk, tym większe prawdopodobieństwo, że rozleci się przy przekładaniu go na drugą stronę. Wielkość podstawek pod piwo powinna być w sam raz. Pankejki smażymy przez kilka minut z każdej strony na średnim ogniu uważając, żeby się nie przypaliły. Odwracamy na drugą stronę ostrożnie i w miarę szybko. Zapewniam Was, że po kilku sztukach nabierzecie wprawy ;)

Smacznego!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz