wtorek, 16 grudnia 2014

Pozytywna lista filmów optymistycznych, czyli co warto obejrzeć w te święta

W kuchni praca wre, pierogi się kleją, barszcz gotuje, a kapusta... Głowa pusta. Ale zaraz ten szał świątecznego pichcenia ustanie. Obudzimy się w pierwszy dzień świąt i odetchniemy z ulgą. Bo nagle okaże się, że już nic nie trzeba robić. Jedzenia nagotowane na co najmniej miesiąc, słodyczy już nie ma gdzie upychać, a dom wysprzątany, jak nigdy. Najwyższa pora pozwolić sobie na relaks i nadrobić zaległości w czytaniu, oglądaniu i słuchaniu.

Mamy z Darkiem naszą własną listę filmów, które z przyjemnością obejrzymy w te święta. Nie ma dla nas znaczenia, ile razy już je oglądaliśmy. Ani to, że niektóre kwestie potrafimy wyrecytować z pamięci. Za każdym razem robi nam się na serduchu tak samo ciepło. To nasza Pozytywna Lista Filmów Optymistycznych, po których przez resztę dnia pozostaje banan na buzi i słońce w głowie. O niektórych z nich już pisałam, więc nie będę się powtarzać. Jest jednak jeden film, o którym jeszcze nie wspominałam, a który... rozkochał nas w sobie. I zrobił to na tyle skutecznie, że choć oglądaliśmy go zaledwie kilka dni temu, już chcemy obejrzeć go ponownie.

Wielkie uwodzenie (Grand seduction- chwała Bogu, ten geniusz od tłumaczenia tytułów postanowił choć raz zachować sens oryginału) to opowieść prosta i absolutnie w tej prostocie urzekająca. Bez kaskaderskich popisów, bez efektów specjalnych i charakteryzacji rodem z Dzwonnika z Notre Damme. Opowieść o małym miasteczku, w którym już nawet diabeł nie mówi dobranoc, bo nie ma tam po co zaglądać. Wróć. Opowieść nie o miasteczku, bo takich miasteczek jest na ziemi pewnie milion. Opowieść o jego mieszkańcach. Bo takich mieszkańców nie ma nigdzie indziej na świecie. Ze swoim burmistrzem na czele wpadają na pomysł, co zrobić, by przywrócić swojej wiosce dawny splendor i... I będzie się działo. Oj, będzie.

Jest w tej prostej i zabawnej opowieści parę nutek, które radośnie zagrały na naszych uczuciach. Nikogo już chyba nie zaskoczę, jeśli powiem, że marzymy z Darkiem o życiu na wsi. Marzymy i powoli nakręcamy odpowiednie trybiki zdarzeń, aby te marzenia wreszcie rozłożyły skrzydła i poszybowały daleko, hen daleko. Kto wie, może już w przyszłym roku blog Ja, ty i 2 psy nabierze swojej nowej, wiejskiej aury ;) Ciągnie nas do tego nieskomplikowanego życia na łonie natury, jak pszczoły do miodu. Do tej serdeczności z jaką ludzie się do siebie odnoszą, gdy zamiast setek sąsiadów z bloku mają jedynie paru sąsiadów ze wsi. Serdeczności, która może czasem wydawać się nieco zbyt natarczywa, zbyt wścibska, ma jednak tę zaletę, że jest bardzo prostolinijna i nie sili się na fałsz.

No! Chyba, że mowa tu o tej odrobinie fałszu koniecznej dla dobra ogółu. Wielkie uwodzenie. Gorąco polecamy!

fot. /www.circletheatre.ca/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz