poniedziałek, 17 listopada 2014

Spacer bez kurtek, ostatni w tym sezonie

Patrząc na zdjęcia nie mogę uwierzyć, że ten spacer miał miejsce zaledwie dwa tygodnie temu. Środek tygodnia, telefon od klienta. Nie może się spotkać z Darkiem na budowie, bo coś mu wypadło. Ja miałam cały dzień pisać, ale pisać mogę przecież zawsze. Ni stąd, ni zowąd okazuje się, że mamy dzień wolny. Darek odruchowo siada do komputera, żeby nadgonić zaległości w projektach. A ja wyglądam przez okno i nie mogę pozbyć się myśli, że jeśli ten dzień przesiedzimy w domu, to taka okazja na spacer już się nie powtórzy.

Chwytam psi bidon, w którym nosimy Bubie wodę na dłuższe spacery i idę do kuchni nalać do niego wody. Buba zrywa się na równe nogi i pędzi za mną do kuchni. Staje na tylnych łapach i przednimi opiera się o blat kuchenny. Bacznie obserwuje każdy mój ruch, jakby chciała się upewnić, czy nalewam wystarczająco dużo wody. Jest podekscytowana, a najbardziej na ogonie. Wołam do nas Darka. Wiem, że chciałeś popracować- mówię- ale spójrz tylko na Bubę. Buba, jak na zawołanie, obdarza nas najbardziej głupkowato-radosnym uśmiechem z możliwych. Darek przekupiony. Jedziemy na ostatni w tym roku spacer bez kurtek :)











2 komentarze:

  1. To chyba domena wszystkich psiarzy, że jak tylko jest ładny i pogodny dzień to aż się serce wyrywa na spacer. A nic tak bardziej nie cieszy niż zmęczony, brudny i szczęśliwy pies :)

    OdpowiedzUsuń