sobota, 22 listopada 2014

Czasami czujemy szczęście

Czy jesteś szczęśliwa?- spytała któregoś dnia mama. Mama, jak to mama. Potrafi ni z gruchy, ni z pietruchy zadać jedno proste pytanie, które później nie daje nam spać przez kilka nocy. A jak już nawet znajdziemy w duszy odpowiedź, to znowu zaczynamy się zastanawiać, czemu takie pytanie w ogóle padło. Nauczeni doświadczeniem wiemy, że w tym, co mówi mama podtekst kryje się wszędzie.

I tak, po kilku bezsennych nocach, doszłam do wniosku, że to skomplikowane pytanie. Skomplikowane, bo nie da się na nie odpowiedzieć tak lub nie. Gdyby pojawiało się w uczelnianych testach, musiałoby mieć więcej niż te dwa okienka do zaznaczenia. Tak, nie, rzadko, czasami, nie wiem.

Czy można być po prostu szczęśliwym? Chyba nie. Cały czas cieszą się tylko wariaci. Maniacy nastawieni na odczuwanie jedynie przyjemności i to w słoniowej dawce. A my- względnie zdrowi na umyśle obywatele względnie normalnego kraju? Czy jesteśmy szczęśliwi?

Krzyżyk ląduje w jednym z okienek. Czasami.

Czasami czujemy szczęście. Czasami czujemy, że wszystkie elementy układanki, jakim jest nasze życie lądują na właściwym miejscu i na moment, choćby tylko na ułamek sekundy, nie kłócą się ze sobą. Powstaje idealna harmonia między nami, a światem. Potrafimy spojrzeć na naszą drogę z lotu ptaka i widzimy to, czego nie da się dostrzec siedząc za kierownicą. Widzimy cel. Przyczyny i skutki wszystkiego, co się wydarza. Choć raz dostrzegamy coś więcej poza wybojami i zakrętami naszej drogi. Dostrzegamy kierunek. Jeśli jest zgodny z naszymi przekonaniami... Zaznaczyliśmy właściwą odpowiedź.

Za moment czar pryśnie. Zadzwoni telefon, kierowca w aucie obok zajedzie nam drogę, pies szczekaniem wyrwie nas z zamyślenia. Ale przez chwilę doświadczyliśmy objawienia. Doświadczyliśmy szczęścia. 

Ostatnimi czasy te momenty harmonii zdarzają mi się coraz częściej. A może po prostu staram się ich doszukiwać wszędzie tam, gdzie inni widzą zwykły parapet z kwiatami, czy pochrapywanie śpiącego psa. Coraz częściej też myślę o moim życiu, jako o całości, a nie sumie wydarzeń. Nie rozczulam się nad momentami, które były be. No, może tylko czasami. Zaczynam widzieć, jaki wpływ miały na mnie i dokąd mnie doprowadziły. Czy gdyby ktoś kiedyś nie złamał mi serca, potrafiłabym teraz kochać i ufać? Czy gdybym sama kiedyś nie czuła się samotna i zagubiona, potrafiłabym teraz dawać ciepło i poczucie bezpieczeństwa? Czy gdybym nie doświadczyła tych wszystkich małych smutków, potrafiłabym teraz odczuwać radość?

Przyglądam się kierunkowi, w którym zmierza moje życie. Nasze życie, bo droga od dłuższego już czasu jest dwupasmowa. Nie mam bladego pojęcia, co będzie dalej. Nie wiem, jakie wyboje i zakręty szykuje nam los. Ale wiem, że damy radę. Wiem, bo w tych ulotnych momentach czuję, że wszystko trafia na właściwe miejsce. Czuję szczęście.

Teraz pozostaje mi już tylko rozgryźć, o co chodziło mamie ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz