środa, 29 października 2014

Zapraszamy na spacer

Miasto to taki dziwny stwór, z którym się trzeba dogadać. Trzeba go sobie nieco oswoić, żeby przestał straszyć. Gdy jedziemy do rodziców na wieś, znajomi żartują sobie z nas serdecznie i wytykają nam, że my- miastowi nie poradzilibyśmy sobie na wsi. Gdyby trzeba było pług naprawić, albo drewna narąbać. Nie pozostajemy wtedy dłużni i odgryzamy się, że może i nie byłoby nam lekko, ale dalibyśmy radę. Ale za to gdyby tak naszych znajomych do Warszawy zawieźć i na środku Marszałkowskiej wysadzić... Oj, to już byłby problem ;)

Każdy, kto przyjeżdża do tego miasta, jest w pierwszej chwili onieśmielony (może nawet przerażony). Tyle tu wszystkiego. Samochodów, budynków, ludzi... Wszystko pozostaje w ciągłym ruchu, nie zatrzymuje się ani na chwilę. Człowiek, który pierwszy raz próbuje odnaleźć swój własny rytm w tym gąszczu ulic i chodników, może się pogubić. A chyba nie ma nic bardziej nieprzyjemnego niż świadomość, że się jest obcym i w dodatku zagubionym.

Chcemy czuć, że przynależymy. Do miejsca, do grupy ludzi, do pracy. To pragnienie przynależenia- nie bycia obcym, bycia stąd- jest w nas tak głęboko zakorzenione, że na ogół nie zawracamy sobie nim głowy.

Cóż więc może począć obcy w wielkim mieście? Poznać je i oswoić. 

Dokładnie tak było ze mną. Gdy przyjechałam tu na studia, z małego miasta gdzieś na drugim końcu Polski. Byłam obca i bardzo zagubiona. Do momentu, gdy zaczęłam łazić. Łaziłam po ulicach, łąziłam po parkach, odwiedzałam bazarki i pchle targi, zaglądałam do różnych dzielnic. Oswoiłam Warszawę i dziś... czasami nawet ją lubię. 

Zauważyłam, że pierwsze, co robimy, gdy przychodzi nam spędzić trochę czasu w nowym mieście, to staramy się znaleźć w nim swoje miejsca. Budujemy istną sieć bezpiecznych przystani, w których czujemy się dobrze i swobodnie. Posiadanie psa sprawia, że siłą rzeczy szukamy głównie terenów zielonych. A tych się trzeba czasem nieźle naszukać. Na facebooku postaram się od czasu do czasu napisać parę słów o nowym zielonym miejscu, które znalazłam. Bo wiem, jak trudno do nich czasem dotrzeć samemu. A nie oszukujmy się. Pies to nie pajacyk na sznurku. Pobiegać luzem czasem musi :) Zapraszam Was do komentowania i opisywania Waszych zielonych miejsc. Na pewno takie macie :) Poniżej fotorelacja z naszej ulubionej trasy spacerowej. Prawy brzeg Wisły na wysokości mostu Łazienkowskiego. Opis na fb.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz