czwartek, 16 października 2014

Na złość Putinowi, czyli pieczemy psiakom przysmaki z polskich jabłek

Dziewczyny uwielbiają jabłka. Wszystko zaczęło się pod starą, dziko rosnącą jabłonką, pod którą spacerowałyśmy z Mają dawno temu, jeszcze w Koszalinie. Późnym latem często zbierałam z ziemi zielone jabłuszka i rzucałam Mai, jak piłkę. Maja miała w dawnych czasach dosyć maniakalne podejście do kwestii aportowania. Dzień bez piłeczki był dniem straconym. Gdy tylko zdarzyło mi się zapomnieć jej ulubionych piłek tenisowych, w ruch szły dzikie jabłka. Pewnego razu jabłko wylądowało na twardym asfalcie chodnika i rozłupało się na dwie soczyste połówki. Maja chwyciła jedną ze zdziwieniem i ni stąd, ni zowąd zaczęła chrupać. Po schrupaniu jednego jabłuszka zaraz zabrała się za następne. Już na kolejnym spacerze było widać, że dziewczyna uzależniła się od smaku jabłek. Chrupała zielone owoce śliniąc się przy tym niemiłosiernie.


Nie powiem, że szukając dla nas lokum w Warszawie brałam pod uwagę tylko te osiedla usytuowane w bezpośrednim sąsiedztwie dzikich jabłoni, bo to oznaczałoby, że zupełnie zwariowałam. Jednak gdy tylko urządziłam nasze małe mieszkanko na warszawskiej Pradze i przywiozłam do Warszawy Maję, wybrałyśmy się na długi spacer po okolicy. Wyobraźcie sobie Mai minę, gdy okazało się, że tuż obok znajdują się dawne ogródki działkowe z całymi gajami jabłonek. 

Gdy w naszej zwariowanej rodzinie pojawiła się Buba, Maja przejęła na siebie odpowiedzialność nauczenia brązowwego malucha wszystkiego, co szanujący się pies wiedzieć powinien. Bardzo szybko pokazała Bubie, gdzie w okolicy można podjeść kocie żarcie, jak robić maślane oczka, gdy się coś przeskrobie oraz kiedy najlepiej dać dyla i wskoczyć do jeziorka (absolutnie nie na początku spaceru, gdy jest jeszcze szansa, że się wyschnie przed powrotem do domu, ale właśnie pod koniec, żeby przynieść na sobie jak najwięcej aromatycznego błotka). A gdy nadeszła jesień, Buba została wprowadzona w tajniki wyszukiwania w trawie dzikich jabłek.

Dziś obie panny gustują w jabłkach. Od tych sklepowych wolą te znalezione w trawie i potrafią je wyszukać nawet zimą pod śniegiem. Specjalnie dla nich oraz dla wszystkich psich amatorów jabłuszek:

Placek wątróbkowy z jabłkiem i żurawiną


Składniki:

  • 100g ugotowanej wątróbki drobiowej
  • 2 małe jabłka (użyłam antonówek)
  • 3 jaja
  • pół szklanki drobno pociętej żurawiny suszonej
  • pół szklanki mąki pszennej tortowej
  • pół szklanki mąki gryczanej (lub pszennej razowej)
  • pół szklanki otrąb
Przyda się:
  • miska
  • blender
  • ostry nóż
  • papier do pieczenia
  • prostokątna forma do pieczenia
Jabłka myjemy i obieramy. Pozbawiamy gniazd nasiennych i wkrajamy do miski. Razem z wątróbką i jajami ucieramy blenderem na jednolitą masę. Dodajemy żurawinę, mąki i otręby. Wszystko dokładnie mieszamy. Jeśli ciasto wyjdzie zbyt gęste, by dało się mieszać, możemy dolać 1/4 szklanki wody. 

Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni. Prostokątną formę wykładamy papierem do pieczenia i wylewamy masę. Rozprowadzamy ją dokładnie. Pieczemy 25 minut.

Po upieczeniu i wystudzeniu kroimy placek na kostki dowolnej wielkości.

Smacznego psiaki!

Czy wiesz, że:
  •  Żurawina działa antybakteryjnie na układ moczowy i powinna być podawana zwłaszcza psom starszym, u których częściej dochodzi do zapaleń pęcherza.

2 komentarze:

  1. Przepis na pewno ciekawy, ale niestety mój szczeniaczek nienawidzi jabłek ;) W ogóle nienawidzi takich kwaśniejszych rzeczy. Za to kocha banany i kurczaka, ale to nie owoc.

    Niemniej spróbuję wykonać takie ciasteczka - kto wie, może wątróbka (lub kurczak właśnie) zabiją smak jabłek i będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jabłkowy niejadek? :))
      Spróbuj użyć słodkich jabłek, np. ligoli. I koniecznie wątróbki. Ma tak intensywny aromat, że zachęci nawet największego jabłkowego niejadka :) Koniecznie daj znać, jak poszło.

      Usuń