czwartek, 24 lipca 2014

Publikuję, więc jestem

- No, chodź - usłyszałam w autobusie, jak nastoletnia dziewczyna namawia swoją koleżankę. - Zobaczysz, będzie fajnie. Zrobimy sobie głupie fotki i wrzucimy na fejsa.

Dziewczyny miały razem pójść do parku i się powygłupiać. Nic dziwnego. Wakacje, piękna pogoda, a w parku mnóstwo atrakcji i kolegów. Ja w ich wieku jeździłam z koleżankami na plażę (przywilej mieszkania na północy kraju). Robiłyśmy, co się dało, żeby wyglądać na starsze i trzepotałyśmy rzęsami do starszych chłopców, którzy nawet nas nie zauważali. Jeżeli któraś z nas miała aparat, to może nawet przywoziłyśmy z takiego wypadu pamiątkę na kliszy. Nie przypominam sobie jednak, żeby zrobienie sobie zdjęć i pochwalenie się nimi przed znajomymi było naszą główną motywacją do wakacyjnych wygłupów.

Chyba się starzeję, bo zaczynam mieć dystans do otaczającej mnie rzeczywistości. Zaczynam też porównywać KIEDYŚ i TERAZ z wyraźnym faworyzowaniem tego pierwszego. Ale sami powiedzcie- czy nie macie czasem wrażenia, że zaczynamy się ocierać o granice absurdu? A może nawet (o rany!) już dawno tę granicę przekroczyliśmy.

Mam wrażenie, że dziś nie wystarczy już tylko pójść do kina na fajny film. Nie. Trzeba koniecznie napisać na fejsie, że się było, widziało i polubiło. Nie wystarczy uprawiać sportów. Trzeba zdawać z tego szczegółową relację. Ile się przebiegło, ile spaliło i ile wypociło. Nie wystarczy kupić butów. Trzeba koniecznie przygotować wymyślną stylizację i opublikować nasz styl. Czy jeśli pójdę do knajpy i zjem obiad, ale tego nie opublikuję, to znaczy, że wcale go nie zjadłam? Wydęty brzuch świadczy o tym, że najadłam się po kokardki. Ale nie pochwaliłam się nikomu, gdzie jem, więc równie dobrze mogło mnie tam wcale nie być.

Znalezione w sieci
- Co ty robisz? - pyta się mnie czasem Darek. Zaskoczony przygląda mi się, jak publikuję na fanpage'u bloga jakieś zdjęcie zrobione "na bieżąco". Zamiast się cieszyć chwilą i rozkoszować wolnym czasem, latam jak opętana z telefonem w ręku i staram się uchwycić i przekazać dalej jakąś część wesołej ferajny zwanej Ja, ty i 2 psy. I choć wiem, że sama też ocieram się o absurd, przyświeca mi konkretny cel. Blog i książki to przecież moja praca.

Myślę, że absurd, o którym tu mowa dotyczy głównie motywacji. Bo kiedyś... wiem, wiem- starzeję się. Ale kiedyś motywacją do robienia różnych rzeczy było samo robienie ich. Radość i satysfakcja, która płynęła z różnych czynności. Szło się do kina, żeby obejrzeć ciekawy film (no, albo w innym celu, ale równie przyjemnym). Do knajpy wybieraliśmy się, żeby zobaczyć znajomych, napić się piwka lub coś zjeść. A sporty uprawialiśmy, żeby schudnąć lub odwrotnie- nabrać masy.

Dziś jest inaczej. Dziś robimy różne rzeczy nie po to, by je robić, ale po to, by pokazać, że je robimy. A czy robienie ich nadal sprawia nam przyjemność? Mam nadzieję, że tak, ale widząc spectrum codziennych "dokonań" publikowanych na portalach społecznościowych, zaczynam się martwić. Nie o siebie, bo mnie ta potrzeba upubliczniania wszystkiego (od przebiegniętych kilometrów, przez wypitą kawę, aż po USG płodu) chyba już nie dotknie. Z publikowaniem ciekawych treści ograniczam się do prowadzenia bloga ;) Martwię, się jednak o moje przyszłe dzieci. Czy będą się kiedyś umawiały na porobienie różnych głupot w wakacje tylko po to, by wrzucić fotki na fejsa? Czy robienie tych głupot sprawi im w ogóle przyjemność? Czy będą potrafiły cieszyć się chwilą?

Internet jest łaskawy i cierpliwy. Przyjmuje absolutnie wszystko, czym go zarzucamy. Nie jego wina. Po to został stworzony. By każdy mógł opublikować praktycznie wszystko. Skoro jednak możemy opublikować niemal wszystko, dlaczego decydujemy się publikować tak mało istotne rzeczy i to bezustannie?

Tak wiele jest Wszystkiego, że Nic jest całkiem nieźle zasłonięte. Te słowa Wisławy Szymborskiej noszę w sobie i powtarzam, jak mantrę. Wszyscy tak bardzo boimy się pustki, że robimy co się da, by ją zasłonić. Czymkolwiek, choćby zwykłymi pozorami. Boimy się, że z chwilą, gdy przestaniemy się tymi pozorami otaczać- tak w świecie wirtualnym, jak i rzeczywistym- przestaniemy istnieć. A prawda jest taka, że dopiero wtedy zaczyna się prawdziwe życie. I prawdziwa satysfakcja z doświadczania go.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz