środa, 4 czerwca 2014

O wałkowaniu zegarów i zapachu truskawek prosto z pola

Uff, ale się działo. Ostatnie poprawki do książki naniesione. Moje wydawnicze dziecko (pierworodne) przechodzi właśnie przez mozolny proces redakcyjny. Dojrzewa. Moja praca już skończona i choć na efekt ostateczny muszę jeszcze chwilę poczekać, to mam wrażenie, że będzie cudowny. W fotografowanie, pisanie i wymyślanie najróżniejszych ciekawostek kulinarnych włożyłam całe serce i mam wrażenie, że już od pierwszej strony da się to wyczuć.


Jednocześnie muszę przyznać, że miałam szczęście. Trafiłam pod skrzydła wydawnictwa, w którym kolejnej książki nie traktuje się tylko i wyłącznie jako kolejnego źródła zysku. W dzisiejszym świecie goniącym na łeb, na szyję za każdą złotówką to się rzadko zdarza. Jakie to dziwne i odświeżające uczucie spotkać na swojej drodze prawdziwych pasjonatów. A konkretnie pasjonatki. Dziękuję Wam, dziewczyny!


W mojej głowie kurz po burzy myśli nad książką kucharską dla psiaków jeszcze nie opadł, a ja już kombinuję, co dalej. Pisze się coś nowego. W porywach weny pisze się nawet kilka rzeczy jednocześnie, aż czasem miałabym ochotę zdjąć ten zegar ze ściany, oprószyć mąką i porządnie rozwałkować, żeby się zrobił bardziej elastyczny i wyrozumiały. Czasu zawsze mało. Z przerażeniem zauważyłam, że ostatnio pustka wieje i piszczy na blogu.


Jak na złość, czyli jak to zwykle w życiu bywa, wydarza się teraz w naszym życiu wiele trosk i zmartwień niezależnych od nas. I choć wiemy, że na niektóre sytuacje nie możemy nic poradzić, martwimy się i pocieszamy nawzajem. Kilka dni temu udało nam się pojechać na wieś. I to było dokładnie to, czego nam było trzeba. Świeżego powietrza, otwartej przestrzeni, śpiewu ptaków i zapachu truskawek prosto z pola. Nawet deszcz cieszył, bo zdawał się zmywać z nas wszystkie zmartwienia.

Truskawki zasypane cukrem puszczają już sok na konfiturę, psy śpią smacznie i śnią o bieganiu po mokrej trawie, a my z nową energią ruszamy do pracy. I wkładamy w nią całe nasze serca ;)


2 komentarze:

  1. Nooo właśnie ;) Bo filmy obejrzane, krewetki zjedzone, ja zaglądam a tu ciiiiiisza ;)

    OdpowiedzUsuń