wtorek, 17 czerwca 2014

Naszym zdaniem o adopcjach. Również psich.

Czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Prawda to i tylko prawda. Są w życiu takie chwile, gdy puchar goryczy się wypełnia i stoimy przed wyborem: albo staniemy na środku Marszałkowskiej i zaczniemy się drzeć w niebo głosy na wszystko, co złe na tym świecie i w rezultacie zostaniemy odwiezieni do Tworek w pięknej, białej kurteczce, albo...

... albo spuścimy trochę powietrza i wyrazimy się na jakiś temat raz a dobrze. Kawa na ławę.

Pisanie bloga (czy w ogóle publikowanie czegokolwiek w bezdennym internecie) niesie ze sobą jedno podstawowe ryzyko. Bardzo łatwo zboczyć z tematu. A nie oszukujmy się- jak już się raz zboczy, to trudno z powrotem wrócić na wyznaczoną ścieżkę. Od początku istnienia Ja, ty i 2 psy staram się trzymać szlaku i podążać razem z Wami przez krainę pysznych przepisów, psich przysmaków i domowych historii z psem w tle. Staram się też nie zanudzać Was moim prywatnym widzi mi się na taki czy inny temat, bo i po co. Nasze prywatne opinie są... prywatne i niech takie pozostaną.

Zdarza się jednak, że coś poruszy, zadziwi, zasmuci lub rozbawi tak mocno, że po prostu nie mogę dłużej tego w sobie tłumić. Chęć podzielenia się z Wami jakąś myślą zwycięża. Nie dla tego, że właśnie moje własne przemyślenia wydają mi się wyjątkowe, ale wprost przeciwnie- bo domyślam się, że bardzo podobne przemyślenia macie i Wy. Ciekawa tylko jestem, czy Wasze wnioski są podobne.

Zrobię więc eksperyment i w dziale Naszym zdaniem napiszę od czasu do czasu, co myślimy na tematy różne, ale dla nas ważne. Obiecuję, że jeśli pomysł okaże się klapą, wycofam się z niego bez urazy ;)

Na pierwszy strzał idą sprawy psie, a jakże! Muszę się publicznie przyznać, że śledząc i wspierając liczne kampanie fejsbukowe na rzecz schroniskowych biduli muszę czasami odejść od komputera. Po polikach spływa czasem łza, a w środku aż się gotuje.

fot. /internet/

Dlaczego w Polsce jest aż tyle bezdomnych zwierząt, którymi nikt nie chce się opiekować?

- Bo zbyt łatwo jest mieć psa - zasugerowała przyjaciółka, gdy o tym rozmawiałyśmy.

Zastanowiłam się nad tym i doszłam do wniosku, że chyba właśnie udało nam się znaleźć rozwiązanie problemu bezdomnych (ale również źle traktowanych) psiaków. Prawda jest taka, że jeśli ktoś ma ochotę mieć psa, to wystarczy, że uda się do schroniska i już go ma. Internetowe półki aż uginają się od ogłoszeń sprzedam/oddam psa i kotka. Nikt nawet nie wie, ile psów i kotów w Polsce jest. Bo i skąd mielibyśmy to wiedzieć. Zwierzęta domowe żyją i umierają i zdarza się, że nikt tego nie zauważa.

Swego czasu zastanawialiśmy się nad zarobkowym wyjazdem do Szwecji, gdzie mam rodzinę. Do wyjazdu na szczęście nie doszło, ale ja zawczasu dowiedziałam się wiele na temat posiadania psów w tym pięknym i uporządkowanym kraju. Okazuje się, że wcale nie tak łatwo jest mieć psa w Skandynawii. Po pierwsze ceny samych psów są spore. Nie wspominając już o psiakach z hodowli- nie ma mowy o adoptowaniu biduli ze schroniska za darmo. Płaci się nawet do 2 000 zł za adopcję. Wszystkie psy są objęte obowiązkiem czipowania, a właściciele co roku płacą podatek. A trzeba dodać, że Szwedzi mają do prawa podejście bardzo skrupulatne. W Szwecji nie ma psów "na czarno". Wszystkie mają numer identyfikacyjny i objęte są kontrolą. Na czym polega kontrola? Na sąsiedzkim poczuciu obowiązku. Jeżeli sąsiad zauważy, że źle traktujemy naszego pupila, ma poczucie obowiązku, by powiadomić o tym odpowiednie służby. Samo pojęcie złego traktowania psów też różni się od naszego. I tak na przykład, pies nie może pozostawać w domu sam dłużej niż 6 godzin. Jest to ustawowo (sic!) zakazane. Kolczatki, uwiązywanie na łańcuchu, czy używanie obroży elektrycznych jest zakazane. Opieka weterynaryjna jest niebotycznie droga, a jedną wizytę w roku trzeba odbyć koniecznie.

Efekt? Szwedzi zastanawiają się nie dwa, nie trzy, ale sto razy zanim zdecydują się na kupno psa. A gdy to już się stanie, muszą jeszcze przejść weryfikację hodowcy lub schroniska. Nie każdy może w Szwecji psa posiadać. Jeżeli odpowiedzialna za to osoba uzna, że nasz tryb życia nie pozwoli nam odpowiednio zająć się psem, to nici z kupna. Nic dziwnego, że gdy Szwed już psa ma, to dokłada wszelkich starań, żeby ten miał najlepszą opiekę. Jeśli właściciel w Szwecji zdecyduje się przekazać opiekę nad psem innej osobie, musi to zgłosić. Nie ma takiej możliwości, aby jakiś pies nagle "zniknął".

Pod wieloma względami adopcja psa w Szwecji jest równie trudna, co adopcja dziecka. Bo niby dlaczego miałoby być inaczej? W obu przypadkach chodzi przecież o żywą istotę o bardzo konkretnych potrzebach. Opieka nad nią jest wyzwaniem i obowiązkiem na lata, a nie kaprysem na chwilę.

Próbuję sobie przypomnieć, jak to było w przypadku Buby. Zaadoptowaliśmy naszego wariata z tak zwanej "dobrej hodowli". Dużo tytułów, dużo sukcesów, ludzie z pasją. Ale nikt nie pytał nas o nasze warunki, czy nasz tryb życia. Padło tylko kilka zdawkowych informacji na temat żywienia i szczepień. Przyjechaliśmy, wybraliśmy i wróciliśmy do domu z brązową kluchą. Nikt z hodowli nie dzwonił do nas, by zapytać, jak sobie radzi ta klucha. Podatku od psów nie płacimy, bo nie ma takiego obowiązku. Psiaki mamy zaczipowane, ale po ilości biduli w schroniskach wnioskuję, że raczej jesteśmy w mniejszości (pomimo iż czipowanie jest w wielu miastach bezpłatne).

Jak daleko nam do szwedzkiego porządku? Niech odpowiedzią będzie historia Czesia. Czesio jest psem naszych znajomych. Do schroniska trafiał trzykrotnie. Raz, bo się okazało, że dziecko dla którego miał być zabawką, jest uczulone. Drugi raz, bo się okazało, że cały dzień szczekał i przeszkadzał sąsiadom. Trzeci raz, bo pani musiała wyjechać za granicę. Na całe szczęście Czesio trafił w końcu we właściwe miejsce. Zawczasu było wiadomo, że nikt na psa uczulenia nie ma, powstał wyraźny podział obowiązków związanych ze spacerami i pielęgnacją, wyznaczono też głównego dowodzącego- tatę. Okazało się, że Czesio szczeka tylko, gdy jest sam i nie ma co robić, więc na krótkie chwile, gdy musiał zostać w domu, przyprowadzano mu towarzystwo w postaci babci. W imieniu Czesia cała rodzina składa się co roku na mały prezent dla schroniska. Za czwarty razem i domem się udało, ale trzy poprzednie razy pies był oddany tak łatwo, jak łatwo był wzięty.

Moja przyjaciółka ma rację. Zbyt łatwo jest mieć psa.


2 komentarze:

  1. To jest chyba sedno sprawy. Jak możesz coś mieć na wyciągnięcie ręki, to nie bardzo to szanujesz Może nie Ty i nie ja ale w wielu przypadkach tak jest. Jadę na wakacje, oddam psa/kota do schroniska, pewnie go i tak ktoś przygarnie, a jak wrócę i zechcę, to wezmę sobie nowego... A przecież zwierzęta też mają uczucia!
    My nie możemy trzymać psów w domu, bo U. ma alergię. Jednak w nowym domu koniecznie chcemy mieć psa. I już na etapie oglądania projektów domów patrzymy, co się da przystosować aby pies nie chodził po domu, za to miał solidne schronienie i nieograniczony dostęp do ogrodu. Jako, że będą to 2 bernardyny (nie będą tak samotne pod naszą nieobecność) to zdajemy sobie sprawę z tego że nie pojedziemy spontanicznie na wakacje, na spacery będziemy chodzić we dwójkę bo jeden dorosły pies waży 80 kg a więc wiele więcej niż ja, a wyjazd choćby na weekend będzie trzeba wcześniej zaplanować. To są te ograniczenia, z których wiele ludzi, widzących słodką puchatą kulkę, sobie nie zdaje sprawy i nagle zostają postawieni przed wyborem: opieka nad psem czy super oferta last minute do Toskanii. I myśl - nie, ja nie mogę być niewolnikiem psa...

    I będę im piekła Twoje ciasteczka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda, a poza tym w naszym kraju zbyt często myśli się o psie jako o "tylko psie", jak o rzeczy. Często słyszę, że przecież to tylko pies, więc nic nie czuje, wszystko mu jedno, może siedzieć sam w domu całe dnie, na spacery wychodzić rzadko i na krótko, jeść byle co... Psy są w zbyt wielu polskich domach dodatkiem, znajdują się na końcu hierarchii, jak coś się w ludzkim życiu zmienia, to raczej na pewno zapłaci za to czworonóg. Gdyby więcej osób traktowało psa jako równoprawnego członka stada, to byłoby piękniej. Ale do takiej mentalności jeszcze nam daleko, choć obecnie jest i tak lepiej, niż jeszcze kilka lat temu, takie mam przynajmniej wrażenie...

    OdpowiedzUsuń