niedziela, 18 maja 2014

O włoskiej pogodzie, hiszpańskich cojones i polskim lenistwie, czyli 3 filmy, których nie można nie zobaczyć

Uff... książka gotowa. Przechodzi aktualnie przez mozolny proces wydawniczy, ale moja praca została już wykonana. Rozpiera mnie ogrom satysfakcji i... zmęczenia. Nie sądziłam, że napisanie książki kucharskiej (choćby tylko z przepisami na psie przysmaki) będzie takim wyzwaniem. Trud był nawet nie fizyczny, ale logistyczny. Trzeba się nieźle nakombinować, żeby zrobić dziennie około 3 przepisów, zdążyć sfotografować je w dobrym świetle, czyli mniej więcej do 2 po południu, a poza tym wszystko opisać i gdzieś pomiędzy upchnąć jeszcze życie codzienne, czyli obiad, pranie i sprzątanie. No i jeszcze ta kapryśna wiosenna pogoda. Jak potrzebowałam ładnego, dziennego światła do zdjęć, to było pochmurno i deszczowo. Jak skończyłam pracę nad książką, zrobiło się słonecznie. Zaczynam rozumieć dlaczego tak wiele książek i sesji kulinarnych powstaje we Włoszech. Nie tylko przez wzgląd na pyszne jedzenie ;)

Teraz oboje z Darkiem dochodzimy do siebie. Tak, on też brał udział w tym szaleństwie. Bogu dzięki za jego sprowadzającą mnie na ziemię obecność. Powiem to publicznie: trzeba mieć nie lada cojones (tł. jaja), żeby być i wytrzymywać na co dzień z początkującą pisarką. Trzeba znosić jej humory, częsty brak wiary i wieczne pytania, co się o czymś myśli. I nie daj Boże, jeśli odpowiedź zostanie udzielona bez przekonania. Wtedy monstrualne załamanie gwarantowane. Użyję języka podwórkowego: "Kochanie, dajesz radę!"

Nic dziwnego, że po takich trudach i bojach postanowiliśmy spędzić ten weekend w domu, sami, w towarzystwie wygodnych poduszek i jedzenia na telefon. Upodliliśmy się kulinarnie, oddaliśmy się słodkiemu lenistwu i nadrobiliśmy zaległości filmowe.

Na tę okazję wybraliśmy 3 filmy. W każdym występował jeden z naszych ulubionych aktorów. Ewana McGregora uwielbiam ja. Za filmy takie, jak "Little Voice" czy prawdopodobnie najlepszy film muzyczny jaki kiedykolwiek powstał- "Moulin Rouge". Tom Hanks... to po prostu Tom Hanks i czy trzeba dodać coś więcej? A Ben Stiller to ulubieniec Darka. Po obejrzeniu komedii "Poznaj moich rodziców" ("Meet the Fockers") Darek stwierdził, że chce mieć na samochodzie nalepkę ze słowem "Godfocker". Tak dla zgrywu.

źr. /filmweb.pl/
Ale świetni aktorzy w głównych rolach to nie jedyny powód, dla którego wybraliśmy akurat te filmy. Ptaszki ćwierkały, że każdy z tych filmów jest pozytywny. Dokładnie ten epitet pojawiał się w ich ćwierkaniu najczęściej. A gdy jest się nieco wykończonym po okresie wzmożonej pracy, pozytywne myślenie jest w deficycie. Potrzebowaliśmy doładowania. I dostaliśmy je. Oj, dostaliśmy. Doładowaliśmy się takim ogromem pozytywnej energii, że gdybyśmy byli żarówkami, rozbłysnęlibyśmy zupełnie jak dwie supernowy.

Na pierwszy ogień poszedł Ewan McGregor i "Połów szczęścia w Jemenie" ("Salmon fishing in the Yemen"), na drugi- "Larry Crowne- uśmiech losu" ("Larry Crowne") z genialnym Tomem, a na deser zostawiliśmy sobie Godfockera w filmie "Sekretne życie Waltera Mitty" ("The secret life of Walter Mitty").

źr. /filmweb.pl/
Nie zamierzam opisywać tutaj, o czym są te filmy i nie wybaczę Wam, jeśli ich nie obejrzycie ;) Po prostu musicie to zrobić. Najlepiej w takiej kolejności. Inaczej ominie Was to cudowne uczucie, że wszystko jest możliwe, którego doświadczamy tylko od czasu do czasu. Oczywiście, rozum nigdy nie śpi i wciąż podszeptuje nam, że ten film to tylko bajka, że w prawdziwym życiu tak się nie dzieje... Ale z drugiej strony bohaterowie tych trzech filmów udowadniają, że powodem dla którego cudowne rzeczy nie wydarzają się w naszym życiu jesteśmy my sami. Jak najgorsi tyrani odmawiamy sobie tego, co do szczęścia jest niezbędne- spontaniczności. Przykrywamy się po same uszy szczelną kołdrą obowiązków, oczekiwań i przyzwyczajeń tak, by nikt nie widział jacy jesteśmy na prawdę. Na całe szczęście raz na jakiś czas coś (lub ktoś) zrywa z nas tę ciężką kołdrę i radośnie woła: "Obudź się! Chcesz pod tą kołdrą spędzić resztę życia!?"

źr. /filmweb.pl/
Powinnam wysłać osobiste podziękowanie do twórców każdego z tych filmów. Sprawili, że się obudziłam i z ogromem nowej energii i nowego fiu-bździu w głowie biorę się za bary z kolejną książką, z kolejnymi pomysłami, przepisami i marzeniami... :)

A Wy?

PS Nie bez powodu wszystkie trzy plakaty utrzymane są w niebieskiej kolorystyce. Właśnie takiego koloru będą Wasze myśli po obejrzeniu filmów :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz