piątek, 28 marca 2014

Szarak z prezentem, czyli uczymy się cieszyć życiem i chrupiemy krakersy serowe z sezamem

- A co to? - spytał zaskoczony Darek. Po powrocie do domu znalazł na swoim biurku ogromny karton przewiązany zieloną wstążką.
- Nie wiem. A co tam jest napisane?
- Od Zajączka. Słońce! Co ty znowu wymyśliłaś?
- Ja? Nic. Zadzwonił domofon, ktoś mówi, że przesyłka, no to wpuściłam. Otwieram drzwi, a tu taaaki wielki Zając. Jedno ucho miał klapnięte i mówi do mnie, że ma paczkę dla ciebie. No, to co miałam zrobić? Wpuściłam szaraka, pokicał trochę po pokoju, poganiał się z Bubą, wskoczył Mai na głowę i poleciał dalej roznosić prezenty. Ja? Ja nie miałam z tym nic wspólnego.

Darek spojrzał na mnie wzrokiem pełnym pobłażliwej cierpliwości, którym zwykle obdarza się dzieci, które opowiadają niestworzone historie. Ale gdy już przebrnął przez zieloną kokardę i kilka plastrów taśmy do pakowania, jego oczy rozbłysły, jak dwa słoneczka.

- Słońce! Nie musiałaś!
- Nie musiałam. Ale bardzo chciałam.

I już po chwili mój mężczyzna zamienił się w małego chłopca i przemierzał całe mieszkanie wzdłuż i wszerz na nowiuteńkich rolkach.

Tej zimy spróbowaliśmy naszych sił na łyżwach. Teraz zamierzamy poćwiczyć na sucho. Z wiekiem zaczynamy rozumieć coś bardzo ważnego, choć też banalnie prostego. Że życie jest jedno. Powtórki nie będzie. Wszystko- każda, nawet najmniejsza rzecz, którą odkładamy na później- zdarza się tylko raz i już nie wraca. Jeszcze kilka lat temu wydawało nam się, że przecież na wszystko mamy czas. Z niczym nie musimy się spieszyć, wszystkiego zdążymy spróbować. Dziś widzimy to w nieco innych barwach. Okazuje się, że jeśli dziś nie mamy czasu, by choć trochę cieszyć się życiem, to jutro tym bardziej nie będziemy go mieć. Tylko od nas zależy, jak przeżyjemy nasze życie. Praca jest ważna. Zarabianie pieniędzy jest ważne. Ale życie to o wiele więcej niż tylko spotkania, umowy i wypłaty. Życie to też ta radocha w oczach Darka, gdy otworzył przesyłkę od Zajączka. To szaleństwo, jakie się obudziło w Bubie, gdy zobaczyła, że jej pan jeździ po mieszkaniu. Buba panicznie boi się wszystkiego, co ma kółka (walizki, wózki, rowery...). Widząc, że jakieś straszne buty z kółkami zaatakowały Darka, dostała bzika. Życie to też poczucie spełnienia, jakie się czuje, gdy sprawia się przyjemność drugiej osobie.

W ten weekend zobaczymy, jak nam się jeździ bez lodu pod nogami. A tymczasem jeszcze troszkę pracy i coś chrupiącego na ząb, bo przecież kto to widział, żeby pracować bez zagrychy ;)

Krakersy serowe z sezamem


Składniki:

  • 175g sera pleśniowego (użyłam gorgonzoli, który dał krakersom bardzo wytrawny smak, ale można użyć delikatniejszego camemberta bez skórki)
  • 100g rozpuszczonego masła
  • żółtko
  • 125g mąki żytniej chlebowej (typ 750)
  • 50g mąki kukurydzianej
  • porządna szczypta soli
  • ulubione przyprawy (użyłam łyżkę posiekanego tymianku i oregano oraz szczyptę pieprzu)
  • roztrzepane jajko do smarowania i odrobina sezamu do posypania


Ser rozkruszamy do miseczki, dodajemy przestudzone masło i żółtko. Wszystko mieszamy energicznie, aż powstanie grudkowata masa. Nie przejmujcie się grudkami. Znikną podczas wyrabiania.

Na blacie lub stolnicy wysypujemy mąki i przyprawy. Dodajemy masę serową i zagniatamy ciasto tak długo, aż będzie odchodzić od rąk i blatu. Powinno mieć konsystencję masy marcepanowej. Wyrobione ciasto wkładamy na 15 minut do lodówki.

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni. W małej miseczce roztrzepujemy jajko. Ciasto wyjmujemy z lodówki, dzielimy na 2 części i każdą rozwałkowujemy na arkuszu papieru do pieczenia na grubość mniej więcej 3mm. Wycinamy dowolne kształty starając się zostawiać między krakersami odstępy minimum półcentymetrowe. Zdejmujemy niepotrzebne ciasto i zsuwamy papier razem z krakersami na blachę. Smarujemy jajkiem, posypujemy sezamem (lub makiem) i pieczemy przez 15 minut. Krakersy powinny się ładnie zarumienić i skruszeć dopiero po ostygnięciu.

Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz