czwartek, 20 marca 2014

O liście pełnej wyzwań i nietypowym urodzinowym torcie

 Ach, co to był za dzień. Intensywny do szpiku. Najpierw kolejny poranek pełen rewolucji kuchennych, bo za punkt honoru wyznaczyłam sobie opracowywanie minimum 4 psiepisów dziennie, a dni wciąż jeszcze krótkie i pochmurne, więc żeby zrobić przyzwoite zdjęcia muszę się mocno spieszyć. Darek od rana a to na budowie, a to na spotkaniu z klientem, a to znowu w domu, ale w pracy. Zabiegani i zamyśleni kręciliśmy się wokół własnych spraw, a Majcia cichutko leżała na posłanku i zastanawiała się, czy przypadkiem o niej nie zapomnieliśmy...


A czy moglibyśmy zapomnieć o najwierniejszym, najczulszym i najmądrzejszym przyjacielu, jakiego kiedykolwiek mieliśmy? Nigdy w życiu! Już kilka dni temu zrobiłam listę rzeczy, o których mogła marzyć Maja. Nie było to wbrew pozorom takie trudne. Z Majcią znamy się już, jak dwa łyse konie. I tak na pierwszym miejscu znalazła się kąpiel w jeziorku. To nie byle rzecz. Buba wskakuje do wody regularnie, ale dla Mai stromy brzeg stanowi barierę nie do pokonania. Znalazłyśmy jednak dogodne zejście i zapytałyśmy rezydującego tam wędkarza, czy by nam na chwilę nie ustąpił kąpieliska. Spodziewałam się, że coś mi tam nie po sportowemu odburknie, ale nie. Okazało się, że też ma pieska na emeryturze i był bardziej niż pomocny. Obuty w wysokie kalosze wszedł nawet razem z Mają do wody, żeby w razie czego pomóc jej przy wychodzeniu. Majcia zanurzyła tylko łapki, ale w chwili gdy stanęła w wodzie na jej pysku pojawił się taki banan, że aż słońce zaświeciło nad Warszawą.



Numerem dwa na liście było porządne gziochanie- takie, jakiego jeszcze nie było. No więc gziochaliśmy przez cały dzień. Kto tylko przechodził obok Mai, ten zaraz ją gziochał. Gziochać trzeba było zresztą podwójnie, bo przecież musimy nasze dziewczyny traktować po równo. Gziochali też wszyscy znajomi na spacerze, gziochała pani dbająca o porządek na naszej klatce, gziochała pani z administracji osiedla i pan ochroniarz. Przez telefon pogziochała nawet mama.


Numerem trzy był tort. Koniecznie z łososiem i duuużą ilością pysznego kremu. Pracowałam nad nim cały ranek i... nie mam pewności, czy Maja w ogóle poczuła jego smak. Chapsnęła swój kawałek i połknęła, jak ostrygę. Buba najpierw zjadła łososia (czego innego można się spodziewać po psie uzależnionym od ryb), a potem z błogim spojrzeniem zlizywała krem zupełnie się nie spiesząc, czym doprowadzała Maję do szału. Mamy podejrzenia, że robiła to specjalnie. A gdy michy były już wylizane na czysto, my otworzyliśmy szampana i usiedliśmy na kanapie, żeby choć na chwilę zwolnić tempo.


Numer cztery został zrealizowany już wczoraj. Wieczorem do naszych drzwi zapukał Pan Kurier i przyniósł zamówienie z zaprzyjaźnionego sklepu zoologicznego. Podając mi zawiniątko nieopatrznie ścisnął je w odpowiednim miejscu, na co zawiniątko zapiszczało tak, jak potrafią piszczeć tylko zabawki dla psów. No i cały mój misterny plan legł w gruzach. Nie mogłam już udawać, że to jakieś tam nieistotne rzeczy dla mnie, jakieś ciuchy, czy przyrządy do kuchni. Wyszło szydło z worka, Buba wlepiła we mnie swój pytający wzrok, a pytanie brzmiało: "Piłeczka?" I tak oto Buba dostała piszczące nie-wiadomo-co, a Majcia wymarzoną pluszową zabawkę do przynoszenia wszystkim gościom, nawet tym nieproszonym. Poprzedniego pluszaka zeżarła jej Buba.


Numer piąty i ostatni, choć niewykluczone, że najważniejszy. Obiecałam Majusi, że na łamach bloga (a więc oficjalnie) zrobię dwie rzeczy. Oto one:
Po pierwsze primo, w imieniu Majci dziękujemy Wam wszystkim. Za to że jesteście, za to że śledzicie losy naszej wesołej bandy i za to, że trzymacie za Majcię kciuki.
Po drugie primo, również w imieniu Majci pozdrawiamy serdecznie Pana Weterynarza, który 3 lata temu sugerował, że psa trzeba uśpić, bo nie ma wyjścia. Znaleźliśmy wyjście i wyważyliśmy je na oścież.

A dziś możemy z dumą powiedzieć, że nasza seniorka ma 14 lat i żyje pełną piersią.

Sto lat, Majeczko!
  

2 komentarze:

  1. Wszystkiego najlepszego dla Mai. Żeby jeszcze długo cieszyła się dobrym zdrowiem i rozweselała swoją Panią. Bogna

    OdpowiedzUsuń
  2. Majeczko drugiej czternachy Tobie życzymy!!! Ja i mój Pies :) Aż się wzruszyłam! Marzę żeby mój ancymon dożył tak pięknego wieku. A tego konowałą co nazywa się lekarzem nie pozdrawiamy! ;)

    OdpowiedzUsuń