piątek, 7 marca 2014

Na pożegnanie zimy

Gdy zima powoli dobiega końca, moim ulubionym zajęciem w wolnej chwili jest doszukiwanie się pierwszych oznak wiosny. To tu, to tam odnajduję świeże i soczyste pączki na gałązkach krzewów, przebiśniegi przebijające się przez zeszłoroczne liście i nowe gniazdka zakładane przez ptaki w goluteńkich jeszcze konarach drzew. 

Na wczorajszym spacerze z Bubą zauważyłam też, że krzyżówki na naszym jeziorku ewidentnie pływają już w parach. Kaczory, które zwykle lubią towarzystwo innych kaczorów, nie odstępują teraz swoich pań ani na krok i prężą dumnie pierś przed każdym potencjalnym rywalem. Nie, wcale nie różnimy się tak bardzo od zwierząt. Gdy tylko z jajeczek wyklują się malutkie kaczątka, kaczory znowu wybiorą towarzystwo kumpli. Będą dyskutować o przebiegach i tłumikach. A gromadka małych kaczątek będzie na głowie pani kaczki. Takie życie... :)

Na działkach spotkałyśmy też kurki. Nie wiem, czy mają coś wspólnego z wiosną, ale taki widok, to nie lada gratka w samym środku wielkiego miasta. Buba widziała żywe kury pierwszy raz w swoim życiu. Mój rudy mieszczuch potrafi wystartować z groźnym bulgotem do owczarka niemieckiego, ale mało się nie posiusiał ze strachu na widok kury. Drób zresztą zupełnie nie zwracał na psa uwagi i spokojnie skubał trawkę, co tym bardziej zafrapowało Bubę. No bo, jak to? Ptaki, które nie uciekają i których nie da się w związku z tym gonić? Bez sensu.

Wracając do domu zauważyłam w wodzie wyjątkowo przerośniętą wydrę. Pluskała się w wodzie i wyławiała z dna patyki. W sumie to przypominała trochę psa ;) A po powrocie postanowiłam pożegnać zimę na mój ulubiony sposób. Upiekłam ostatnie w tym roku zimowe ciasto. Dlaczego zimowe? Bo z mnóstwem cynamonu i jabłek. Przepis wieczorem :) 









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz