piątek, 21 lutego 2014

Zagraj w zielone

Pamiętam pewne ciekawe ćwiczenie z zajęć grupy teatralnej, do której należałam w liceum. Mieliśmy zdecydować, bez jakiego koloru nie potrafilibyśmy żyć. Szczerze mówiąc ja nie potrafiłabym sobie wyobrazić życia bez któregokolwiek z kolorów. Kolory działają na mnie, jak słońce na rośliny. W ich otoczeniu rosnę i rozkwitam. Głębokie i nieco melancholijne indygo, delikatny i nieśmiały pudrowy róż, ciepła i soczysta wiśnia... Wystarczy zajrzeć do mojej szafy i od razu widać, że kocham je wszystkie. Ale oddałabym całe to bogactwo tęczy za zieleń. I choć nie noszę jej na co dzień, nie wyobrażam sobie życia bez świeżej, pachnącej trawą zieleni. I tak też odpowiedziałam na zajęciach. Gdybym tylko wiedziała, że następnym ćwiczeniem będzie zagranie wybranego koloru, pewnie wybrałabym stabilny brąz, albo kamienną szarość ;)


A tymczasem wiosna zbliża się do nas w podskokach. Dziś rano Buba wygrzebała spod zeszłorocznych liści świeżą trawkę i urządziła sobie pełen wypas. Na gałązkach pojawiają się pączki, a w sercu rośnie ochota na śmiech, na słońce, na taniec i na życie. Robię, co mogę, by choć odrobinę tego wyczekiwania wiosny przynieść do domu.


A jeśli wyczekiwanie wiosny, to koniecznie hiacynty. Ja najbardziej je lubię niedbale przełożone do szklanego słoika, w którym doskonale widać, jak rosną i zapuszczają korzenie. Przypominają mi ogrodnicze eksperymenty z czasów dzieciństwa, gdy obserwowaliśmy z bratem, jak w małym słoiczku rośnie fasolka podebrana z babcinej szafki kuchennej. Na naszych oczach wydarzał się cud. Zielony cud życia.


* przybliżony koszt tej odrobiny wiosny w domu:

  • cebulki hiacyntów- 3 zł/szt. w sieci marketów budowlanych
  • ziemia- 0zł (wykopana na spacerze z psem)
  • szklany pojemnik- wygrzebany z szafy


2 komentarze: