środa, 26 lutego 2014

O pamiątkach z podróży i starej misce pełnej wiosny

Od kilku już tygodni utykam zieleń gdzie tylko się da. Kilka gałązek wiśni pączkuje w wazonie, hiacynty wystrzeliły kolorami i zapachami w słoiku, a na blacie kuchennym rośnie powoli szczypiorek. Mała rzecz, a cieszy. Wchodzę do kuchni i choćbym miała nie wiem, jakie góry zmywania i nie wiem, jakie morze gotowania... Wystarczy, że spojrzę na te radośnie zielone czubeczki wystające z cebulek i już mi weselej.

Już nie długo: jajecznica na masełku ze świeżym szczypiorkiem :)


Jak to zrobiliśmy:

Poprosiłam na bazarku o cebule, które już puściły szczypiorek. Z doświadczenia wiem, że te cebule, które jeszcze tego nie zrobiły, bywają kapryśne. Pani z budki z warzywami była bardziej niż szczęśliwa. Inaczej trudno by jej było sprzedać takie rosnące już cebule. Sprzedała mi je za połowę normalnej ceny, więc można powiedzieć, że były tanie, jak barszcz ;)


Gdybym zamierzała trzymać szczypiorek na balkonie, pewnie wsadziłabym nasze cebule do doniczek. W kuchni lubię jednak nieco bardziej rustykalny sposób. Wygrzebałam z szafki moją ukochaną miskę- ręcznie zdobioną i cudownie fioletową pamiątkę z podróży do Stambułu. Miseczka nie nadaje się już na salony, bo przez kilka lat zdążyła się poobijać na brzegach. Żeby nie zniszczyć jej doszczętnie i uniknąć trwałych zabrudzeń, wyłożyłam jej dno folią aluminiową. 


Podsypaliśmy ziemi, której zapas zawsze mam na balkonie tak, na wszelki wypadek i wsadziliśmy nasze cebule. Żeby było jeszcze bardziej "kuchennie" sam spód miseczki wyłożyłam zwykłym papierem śniadaniowym. Szczypiorek rośnie sobie spokojnie, wystarczy go delikatnie podlewać raz na kilka dni. A we mnie już budzi się ochota na kolejną podróż, z której mogłabym przywieźć kilka nowych skarbów :) A może to po prostu wiosna się budzi we mnie do życia...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz