wtorek, 21 stycznia 2014

O podróżach pociągiem i przerośniętym czarnym kocie, czyli styczeń smakuje tiramisu

- Jest zima, więc musi być zimno - sparafrazował naszą rodzimą ministrę infrastruktury Darek. Oglądaliśmy właśnie wiadomości i wprost nie mogliśmy uwierzyć własnym uszom. Pasażerowie kolei mało nie zamarzli gdzieś w szczerym polu, zamknięci w nieogrzewanych wagonach, a pani ministra raczyła poinformować cały naród, że taki mamy klimat. Nie pierwszy i nie ostatni raz poczuliśmy się, jak w scenie z Misia.

- Jak ja się cieszę, że już nie muszę nigdzie jeździć pociągami - westchnęłam i opatuliłam się szczelniej kocem. Na samo wspomnienie o moich zimowych wojażach koleją po Polsce zrobiło mi się bardzo mroźno.



Przypomniałam sobie niedomykające się okno w przedziale, w którym spędziłam całą noc jadąc w góry na narty. Bogu dzięki za piersiówkę z rumem, którą częstował mój kolega. Pamiętam, że zasłonka przypominała ośnieżony stalaktyt, a my byliśmy gotowi ruszyć na stok prosto z pociągu, bo w trakcie podróży wszyscy przebraliśmy się w stroje narciarskie.

Przypomniałam sobie, jak czekałam kiedyś 3 godziny na opóźniony pociąg. Były ferie, jechałam z Warszawy do domu, a na dworcu było zimniej, niż na peronach. Pamiętam, że straciłam czucie w stopach i pamiętam, że mało się nie popłakałam z bólu, gdy po wejściu do przedziału to czucie wróciło. Pamiętam też, że nie miałam grosza przy duszy (po całym semestrze mój studencki portfel piszczał z biedy) i przemiła starsza pani kupiła mi kawę z warsowego wózka. To była najbardziej lurowata kawa o niezidentyfikowanej konsystencji, jaką kiedykolwiek piłam. Nigdy nie piłam lepszej.

Przypomniałam też sobie, jak wracałam do Warszawy ze świąt Bożego Narodzenia. Musiałam całą podróż spędzić w Warsie na niewygodnym taborecie, bo w przedziale nie było wystarczająco miejsca dla mojej towarzyszki podróży. Gdyby położyła się między siedzeniami, współpasażerowie nie mieliby gdzie trzymać nóg. Pamiętam, że byłam bardzo przejęta pierwszą tak daleką podróżą z psem. Martwiłam się, jak Maja to zniesie i czy wytrzyma 8 godzin bez siusiania. A ona ułożyła się wygodnie na zabranym z domu kocyku i przespała całą podróż. Pamiętam, że gdy chciałam u konduktora zrobić dopłatę za psa, ten zajrzał pod stolik i powiedział:
- Psa? Jakiego psa? Ja tu nie widzę żadnego psa, tylko kota. Wyjątkowo przerośniętego, czarnego kota.


Prawdopodobnie każdy z nas ma mnóstwo niezbyt miłych wspomnień związanych z podróżowaniem pociągiem. Ale gdzieś między nimi czas poutykał też kilka ciepłych myśli. Smak kawy z Warsu, ciekawe rozmowy ze współpasażerami i to uczucie, gdy pociąg rusza. Świat za oknem zaczyna mijać, wokół nas dudni rytmiczne tu dum, a w sercu pojawia się ta dziwna mieszanka. Żal, że coś się zostawia i radość, że do czegoś się zmierza.

Z takim podejściem rządu do sprawy, podróżowanie koleją pewnie nie prędko stanie się komfortowe. Może jednak doczekamy tych czasów, gdy wygodniej i szybciej będzie pojechać gdzieś pociągiem, a nie samochodem. Mam tylko nadzieję, że nie utracimy wtedy tego, co najważniejsze w podróżowaniu. Współpasażerskiej życzliwości. I smaku lurowatej kawy z Warsu :)

A skoro mowa o kawie...

... to jest najlepszy przepis na deser tiramisu, jaki wypróbowałam. Smakuje, jak gęsta kawa z bitą śmietaną i cynamonem, czyli dokładnie tak, jak powinien smakować styczeń.

Składniki:

  • około 300 g biszkoptów ladyfingers (mniej więcej 2 opakowania po 140 g)
  • 250 ml espresso
  • 120 ml likieru kawowego
  • 4 żółtka
  • 2 białka
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 500 g mascarpone z lodówki
  • 4 łyżeczki cynamonu
  • kakao do oprószenia
Sposób przygotowania:

  1. Najpierw przygotowujemy kawę, w której będziemy maczać biszkopciki. Kawa po zaparzeniu musi przestygnąć. Dodajemy do niej 2 łyżeczki cynamonu oraz likier i dokładnie mieszamy.
  2. Następnie do dwóch osobnych misek rozdzielamy białko od żółtka. Białka ubijamy na sztywno (można dodać szczyptę soli).
  3. Do żółtek dodajemy cukier i dokładnie ucieramy. Następnie dodajemy schłodzony serek mascarpone oraz pozostałe 2 łyżeczki cynamonu i znowu ucieramy, aż nie będzie grudek. Na koniec dodajemy ubite białka i delikatnie mieszamy, aż uzyskamy jednolitą masę.
  4. Formę o wymiarach 20cm na 35cm wykładamy nasączonymi kawą biszkoptami. Biszkopty nasączamy zanurzając je na chwilę w kawie. Nie powinny ociekać, ale zwilgotnieć. Spód warto wyłożyć dosyć ciasno starając się unikać wolnych przestrzeni (ciasto będzie się łatwiej nakładać).
  5. Na biszkopty wykładamy połowę masy mascarpone i dokładnie rozprowadzamy. Na to układamy drugą warstwę nasączonych biszkoptów i przykrywamy je resztą masy. Całość przykrywamy folią i wkładamy do lodówki na godzinę. Po upływie tego czasu oprószamy z wierzchu kakao. I ponownie wkładamy do lodówki. Ciasto najlepiej smakuje następnego dnia. Świetnie się kroi i nakłada. Jest idealnym dodatkiem do popołudniowej kawy.
Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz