czwartek, 30 stycznia 2014

Nakręcamy się i uczymy się nie przejmować, choć to drugie wcale nie jest takie łatwe

Ten tydzień powoli dobiega końca. Uff! - wzdycha cała moja dusza. Wiele się wydarzyło. Była publikacja w Kukbuku, a to wiązało się z ogromną ilością przemyśleń i pracy. Bo musiało być idealnie. Żadna fuszerka nie wchodziła w grę. W końcu chodziło o Kukbuk, ten Kukbuk. Ten sam, który prenumeruję od roku. Więc przez cały weekend zagniatałam i piekłam, ustawiałam i fotografowałam. A to wszystko gdzieś pomiędzy robieniem obiadu na 6 osób, bo gdy raz na jakiś czas pojawia się okazja, by spotkać się z rodziną, to nie można jej przegapić.

U Darka, na jego projektowym froncie też gorąco. Jak nie było zleceń, to w momentach zwątpienia byliśmy o krok od rzucenia wszystkiego w pinezkę i zakupienia 2 biletów do Szwecji. W jedną stronę. Z opłatą za przewóz 2 psów. A tu nagle telefony nie przestają dzwonić, sobota i niedziela wypełnione spotkaniami z klientami i od rana do wieczora rysowanie kresek. I żeby było weselej- kontuzja. Przesunięcie dysków w 3 miejscach. Najbliższy wolny termin u rehabilitanta był dopiero dzisiaj.

Ale najwięcej wydarzyło się pod skórą. Tam, gdzie różnych rzeczy nie widać, chociaż się je czuje. Darek zaczął znowu wierzyć, że może jednak warto być architektem wnętrz w naszym kraju. Był już o krok od podjęcia decyzji o zmianie zawodu. Teraz nie może przestać mówić o kolejnych pomysłach na to, czy tamto wnętrze. Odżył. Zupełnie, jak gdyby ktoś nakręcił mu sprężynkę.

Ja? Wiązałam ogromne nadzieje z publikacją na stronie poważnego magazynu kulinarnego. Chociaż opublikowane miały być tylko przepisy na psie ciastka... Podświadomie czułam, że to duży krok. I liczyłam na to, że odbiór będzie raczej pozytywny. I tu zaskoczenie. Pomimo sporego zainteresowania samym tematem, w sieci pojawiło się kilka bardzo negatywnych opinii. Momentami miałam wrażenie, że ich negatywizm wymierzony jest nie w same przepisy, ale we mnie i w to, co robię.

- Nie przejmuj się - pocieszał Darek. - Niektórzy ludzie po prostu lubią sprawiać innym przykrość.

Pisanie bloga jest nierozerwalnie związane z poruszaniem się w świecie wszelkiego rodzaju for społecznościowych, gdzie teoretycznie każdy może napisać wszystko. Pierwszy raz jednak spotkałam się ze zjawiskiem trollowania. O istnieniu samego terminu poinformowała mnie zresztą bardziej zorientowana koleżanka. Pierwszy też raz odczułam to na własnej skórze. Moje racjonalne JA mówi mi, żebym się tym w ogóle nie przejmowała. Ale moje emocjonalne JA pyta: dlaczego?


Dlaczego w sieci pojawiają się negatywne komentarze mające na celu obrażenie lub zranienie innego użytkownika internetu? Dlaczego czerpiemy satysfakcję z poniżania innych? Dlaczego przychodzi nam to tak łatwo w sieci, ale nie w rzeczywistości? Co chcemy osiągnąć, trollując dyskusję na dany temat lub wręcz konkretną osobę? I jak przed takim trollowaniem się bronić? Bronić się w ogóle, czy odpuścić?

Za namową koleżanki zamieściłam własny komentarz pod feralną dyskusją. Rzeczowo i na ile się dało bez emocji wyjaśniłam swoje stanowisko. Myślę, że gdyby sytuacja nie dotyczyła mnie osobiście i nie uderzała w coś, co robię i co jest dla mnie ważne, odpuściłabym. Szkoda nerwów. Teraz jednak mam wątpliwości. Czy dając się wciągnąć w dyskusję nie zrobiłam przypadkiem dokładnie tego, o co w trollowaniu przecież chodzi? Czy dałam się sprowokować?

Temat agrasji werbalnej i trollowania w internecie to trudny temat. I pewnie jeszcze nie raz zetknę się z nim przy okazji pisania bloga. Być może następnym razem zaboli troszkę mniej. A kiedyś może nawet będzie mnie to bawić. Teraz moja dusz mówi: Uff! Czas wreszcie odpocząć.

A o trollowaniu możecie poczytać tutaj.

6 komentarzy:

  1. Wiesz, kto to jest troll? To człowiek, który jest zbyt leniwy aby ruszyć tyłek i coś osiągnąć. I widzi taką Ciebie, która nie dość że próbuje, to jeszcze jej wychodzi. Kole w oko, więc się wyżywa. To moja teoria, bo tak naprawde nie ogarniam zjawiska. Jak widzę, że komuś coś wychodzi albo ktoś próbuje coś osiągnąć, to mu kibicuję!
    Wiesz co? i właśnie mi się przypomniał gorzki żart o Polakach, który usłyszałam w Niemczech:
    - Polak złapał złotą rybkę, która obiecała mu, że spełni jego jedno marzenie, ale ma pamiętać, że wszystko czego on sobie zażyczy, jego sąsiad otrzyma 2 razy tyle. Polak pomyślał, pomyślał... i wymyślił, że chciałby stracić jedno oko.
    Myślę, że jednak coś w tym jest... Ty się cieszysz, sukcesem innych, ja też ale jest cała masa ludzi którzy się co prawda do tego nie przyznają ale skrycie marzą by temu komuś się powinęła noga. Bo niby czemu ma mieć lepiej niż on?
    Kasuj więc bez mrugnięcia okiem wszystkie negatywne komentarze (konstruktywna krytyka to coś innego). Albo Ty, albo oni! Twardym trza być!
    Ja osobiście uważam, że pomysł na psie wypieki jest genialny i tego chyba jeszcze nie ma :) I nawet nie myślałam, że pies może jeść to samo co człowiek (patrząc po składnikach) Aż bym czasem chciała mieć psa, żeby mu piec takie pyszności :)
    I tak naprawde, to zjawisko trollingu świadczy o popularności - nie piszą tam, gdzie nie mają publiki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, tez ten kawał słyszałam, choć w innej wersji. Nie było o oku ale o męskich częściach intymnych. Jest dużo prawdy w tym, co piszesz i uczę się "nie przejmowania". Ale przeraża mnie fakt, że razem z szybkim rozwojem internetu pojawiają sie takie zjawiska, jak trollowanie, hejtowanie, mobbing w sieci itp itd. Przeraża mnie konkretnie kierunek w którym to wszystko zmierza. Może my- ogólnie, jako ludzie- nie dorośliśmy jeszcze do możliwości, jakie nam daje internet :/ No i pytanie brzmi: czy kiedyś dorośniemy?

      Usuń
  2. Dla zazdrosnych i złośliwych jest tylko jedna odpowiedź - rusz d..ę i zrób coś dobrego, a jak nie umiesz to spadaj. Nie przejmuj się tymi opiniami. Trzymam kciuki za dalsze poczynania. Bogda (Pani Yorka)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Melduję, że już się nie przejmuję. Prawie ;)

      Usuń
  3. A ja w ramach tego co się wydarzyło dodam od siebie cytat z mojej ulubionej piosenki mojego ulubionego zespołu Coma: "po co czytasz komentarze sfrustrowanych miernot? niech się durnie trują jadem oszczędź sobie złego.." Życzę dalszych sukcesów. Obserwuje i czytam bloga. Jesteś w jakiś sposób zawzięta (w dobrym znaczeniu tego słowa) i dążysz do spełniania swoich marzen. Good luck!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że ucieszę się słysząc, jak ktoś mówi o mnie, że jestem zawzięta ;) haha, nigdy nie mów nigdy. Dzięki :)

      Usuń