piątek, 10 stycznia 2014

Kilka słów o łatkach

W naszym najbliższym otoczeniu pojawia się coraz więcej dzieci. W rodzinie i wśród przyjaciół. Wszystkie kochamy i rozpieszczamy ile wlezie po cichutku marząc o naszych własnych małych rączkach i małych stópkach. Ale im bliższy staje się nam świat dzieci, tym więcej rzeczy nas dziwi, a nawet przeraża.

Gdy po ulicach chodzili jeszcze ludzie w sandałach, a do lodziarni ustawiały się kolejki, wybraliśmy się z naszymi przyjaciółmi i ich córeczką na plac zabaw. Panowie lada moment znaleźli dogodną ławeczkę i rozpoczęli swoje dyskusje motoryzacyjne o przebiegach, tulejkach i spalaniu. My- obserwując małą Zosię, jak wspina się na coraz to wyższe zjeżdżalnie- rozmawiałyśmy właśnie o trudnościach, jakie niesie ze sobą wychowywanie dzieci w mieście. Nagle przez plac zabaw przebiegł mały chłopczyk. Machał rączkami, buzia śmiała się i krzyczała w niebo głosy, a nóżki ledwo nadążały za rozpędzoną resztą. Dobiegłszy do końca placu zawrócił i zaczął biec z powrotem, tym razem w podskokach. Całe przedstawienie było tak zabawne, że nawet Zosia zapomniała na chwilę o zjeżdżaniu i przyjrzała się wesołemu koledze.

- To na pewno ADHD – stwierdziła wszechwiedzącym tonem rudowłosa pani stojąca niedaleko nas. Jej blondwłosa koleżanka przyciągnęła swoje dziecko bliżej siebie, jakby się bała, że ta tajemnicza choroba może być równie zaraźliwa, jak ospa.

- Chyba masz rację – przyznała blondyna. – To na pewno ADHD. Słyszałam o tym w telewizji.

Obie panie zawołały swoje dzieci i niezwłocznie oddaliły się poza obszar rażenia. A my stałyśmy tam dalej zastanawiając się, co się właściwie wydarzyło. Zaczęła we mnie wzbierać złość i poczucie niesprawiedliwości. Na moich oczach ktoś bezczelnie przypiął łatkę niewinnemu dziecku. Jego jedyną winą było to, że bawił się nieco bardziej niż inne dzieci.

Łatka była nie byle jaka. ADHD. Tajemnicza choroba niegrzecznych dzieci. Niegrzecznych, czyli jakich? Ano zbyt głośnych, zbyt szybkich, zbyt… wesołych!? Prawda jest taka, że większość z nas nie ma bladego pojęcia ani co to za choroba, ani czym się objawia, ani nawet co oznacza ten skrót. Nie mniej jednak, gdy tylko jakieś dziecko zachowa się zbyt energicznie, łatka pojawia się w komentarzach i czasem dociera do uszu zawstydzonych rodziców. Lub do uszu nie rozumiejącego swojej winy dziecka. Mogę sobie tylko wyobrazić, że dorastanie z taką łatką to strasznie trudne zadanie. Zbyt trudne dla dziecka.

To, że człowiek ma potrzebę naklejania etykietki na wszystko, co się rusza nikogo nie dziwi. Tak jest i nie ma się co łudzić, że my jesteśmy inni. Tak poznajemy i rozumiemy świat- układając wszystko w odpowiednich szufladach, w odpowiednich kategoriach. Większość kategorii, których używamy mają zupełnie neutralny wydźwięk i nikomu krzywdy zrobić nie mogą. Ot, na przykład fakt, że burak podpada pod kategorię warzyw. Jeśli jednak nazwiemy kogoś burakiem… To już jest inny rodzaj kategorii, o wiele bardziej niebezpieczny.

Psycholog używa kategorii ADHD dla określenia zespołu zachowań dziecka, które może potrzebować nieco innego niż tradycyjne podejścia w nauce i wychowaniu. Dla psychologa kategoria ta ma neutralny wydźwięk. Oznacza ni mniej, ni więcej zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi. Ani nie wyrok śmierci, ani nie powód do wstydu.

Ogół społeczeństwa używa kategorii ADHD dla stygmatyzowania rodziców dzieci nieco głośniejszych i nieco bardziej energicznych niż pozostałe. Twoje dziecko rozrzuca zabawki? Ma ADHD. Na spacerze biega i skacze? Ma ADHD. Nie słucha? Ma ADHD. A ty jesteś złym rodzicem. Dla ogółu społeczeństwa ADHD jest kategorią bardzo negatywną. Oznacza dzieci złe, którymi rodzice nie potrafią lub nie chcą się odpowiednio zająć.

Jest tak wiele etykietek, których używamy. Sama pod swoim adresem słyszałam już kilka niewybrednych przykładów. Mój ulubiony to Słoik (dopiero ostatnio dowiedziałam się, co to oznacza). Każda nowa łatka spływa po mnie, jak po kaczce. Jestem dorosła i wiem, że szkoda życia na zastanawianie się, co myślą o nas inni. Ale dziecko nie wyrobiło sobie jeszcze skóry odpornej na takie uderzenia. Nie nabrało jeszcze dystansu do samego siebie i do innych. Nie poznało jeszcze swojej wartości i nie nauczyło się bronić swojego zdania. Zwykła i nieprzemyślana łatka może się dla niego okazać zbyt dużym ciężarem.

Tamtego dnia na placu zabaw zrozumiałam bardzo ważną rzecz. Że wystarczy jedno słowo, by uderzyć. Tylko jedno słowo. ADHD. Dla mnie termin, który dobrze pamiętam z zajęć z psychologii klinicznej. Od tego czasu minęło już parę ładnych lat, a ja nie spotkałam ani jednego dziecka, w przypadku którego mogłabym z czystym sumieniem użyć tego słowa. Dwóm wyedukowanym telewizyjnie mamom przyszło to tak łatwo. Psycholog dziecięcy potrzebuje szczegółowego wywiadu z dzieckiem i rodziną oraz co najmniej kilku spotkań, by użyć terminu ADHD. One potrzebowały dwóch sekund.

W chwilę po odejściu telewizyjnych specjalistek z zakresu psychologii dziecięcej, na placu zabaw rozgorzała zabawa na całego. Bieganie w te i z powrotem w podskokach okazało się być świetną wariacją na temat berka. Kolejne dzieci przyłączały się do bieganiny, krzycząc się i śmiejąc pełną parą. Okazało się, że ADHD rzeczywiście może być zaraźliwe ;)

źr. /internet/


2 komentarze:

  1. Im mniej ktoś wie na jakiś temat, tym szybciej wystawia opinię :)
    I bardzo dobrze, że te mamy zabrały swoje "lepsze" dzieci. W ten sposób umożliwiły całej reszcie beztroską zabawę ;)

    Swoją drogą ADHD to nie jest bułka z masłem dla opiekunów... Organizowałam w czasie studiów półkolonie dla dzieci i raz trafił nam do grupy 12-letni chłopak z ADHD - już orzeczonym a więc naprawdę istniejącym. Odwracasz głowę na sekundę a on już się wspina na ogrodzenie. Przechodzimy przez ruchliwą ulicę na zielonym świetle a ten się nagle kładzie na pasach i twierdzi, że tak będzie leżał. Zapaliło się czerwone, kierowcy trąbią, nikt się nie pokwapił mi do pomocy "bo takie psychiczne dzieci to trzeba w domu trzymać" potem znów zielone... aż w koncu powiedziałam chłopakowi, że jak wstanie, to po powrocie do ośrodka poleżę z nim na dywanie. Pomogło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świetnie zrobiłaś. "takich dzieci" nie trzeba trzymać w domu. wystarczy rozmawiać z nimi, nie do nich :) Ale w Polsce jeszcze wiele musi się w tej kwestii zmienić. Może kiedyś temat kondycji psychicznej nie będzie tematem wstydliwym :)

      Usuń