wtorek, 10 grudnia 2013

Święta tylko we dwoje, czyli wrzucamy na luz i pieczemy chleb

Czas przedświąteczny zwykle zaczyna się dla mnie wielkim "O matko! Od czego zacząć?" Na lodówce pojawia się obszerna lista zakupów, a w głowie to spędzające sen z powiek przeświadczenie, że jeśli zapomnę o choćby jednej, malutkiej rzeczy, cały świąteczny świat runie w gruzach z głośnym pierdut! Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie odrobinę inaczej. Postanowiliśmy, że święta spędzimy w domu. Tylko we dwoje. I dwa psy.

Gdy pomyślę o całej rodzinie, która spotka się przy wigilijnym stole, robi mi się smutno. Dziadek będzie rozśmieszał wszystkich żartami, tato znowu złamie tradycje kulinarne i zrobi swoje pyszne sushi, a pod stołem będzie brykać córeczka mojego brata. I choć bardzo chcielibyśmy być przynajmniej na ten jeden wieczór razem z nimi... No cóż- czasami po prostu nie ma wyjścia. A życie, jak to życie. Zaskakuje nas natłokiem spraw właśnie wtedy, gdy najmniej się tego spodziewamy.

Z drugiej strony, ten czas może się okazać jednym z bardziej magicznych w naszej 3 letniej historii. Nasze pierwsze "własne" święta. Właściwie to nie pierwsze. Już raz zdarzyło nam się zostać pod koniec grudnia w Warszawie, ale wtedy do łóżek przykuła nas choroba. Trudno mówić o świętowaniu, gdy leży się pod stosem chusteczek, a zamiast pierogów i makowczyka na stole leżą leki ;)

Tak więc w tym roku wrzucamy na luz. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie planowała choć odrobiny czarów i marów w kuchni :)

A tymczasem nastawiony przeze mnie zakwas jest już gotowy, choć bardzo młody. Pierwszy raz zrobiłam go krok po kroku, samodzielnie. I kolejny raz okazało się, że nie taki diabeł straszny... Przygotowanie zakwasu jest proste, a jedyną trudnością okazało się pamiętanie, o dokarmianiu go. Zdarzyło mi się o tym raz zapomnieć, a bakterie i tak przeżyły. W końcu to najtwardsze bestie na tej planecie. Są wszędzie i wystarczy im niewiele, tylko odrobina ciepła i pokarmu, by rozwijać się w zaskakująco szybkim tempie. Przygotowywanie zakwasu przypomina nieco uprawianie małej roślinki w słoiczku, zupełnie jak na zajęciach z przyrody w podstawówce. Wystarczy tylko podlewać regularnie. A gdy zakwas jest już gotowy, możemy dożywotnio cieszyć się własnym pieczywem, jak z piekarni. Chlebem, który radośnie chrupie i przepysznie pachnie. A w skórkę można popukać palcami :)

* poniżej podaję sposób na zakwas chlebowy mieszany (pszenno-żytni). Właśnie od tego zakwasu rozpoczynam swoją zabawę z własnym pieczywem. Możecie jednak wypróbować inne opcje. Bez względu jednak, z jakiej mąki i jaką metodą postanowicie zrobić zakwas, pamiętajcie tylko o 2 zasadach. By dokarmiać taką samą ilością mąki i wody, oraz żeby robić to w regularnych odstępach czasu. Więcej o zakwasie możecie poczytać na blogu Elizy Morawskiej.


Zakwas:

  1. Przygotujcie słoiczek minimum półlitrowy. W miarce odmierzcie 125 ml wody, przelejcie do słoiczka i zaznaczcie flamastrem poziom, do którego sięga woda. Będziecie później odlewać nadmiar zakwasu według tego poziomu.
  2. Do słoiczka wsypcie 10 łyżek mąki razowej żytniej i zalejcie je szklanką ciepłej (nie gorącej) wody. Woda nie może być z kranu, bo ta zawiera szkodliwy dla naszych bakterii chlor. Ja użyłam przegotowanej wody. Wszystko dokładnie wymieszajcie. Papka, która powstanie powinna mieć konsystencję jogurtu. Słoiczek zakręćcie i zostawcie w ciepłym i zacienionym miejscu. Zimą proponuję łazienkę, blisko kaloryfera.
  3. Zapamiętajcie porę dnia, w jakiej zaczęliście swoją przygodę z zakwasem. Od tej pory będziecie się o niego troszczyć regularnie każdego dnia. Bez obaw, wejdzie Wam to w nawyk ;)
  4. W sporym pojemniku lub słoju przygotujcie mieszankę, którą będziecie karmić zakwas, zaczynając od dnia następnego. Zmieszajcie razem 1 kg mąki pszennej oraz szklankę mąki pszennej pełnoziarnistej oraz szklankę mąki żytniej razowej.
  5. Zaczynając od dnia następnego powtarzajcie codziennie ten sam proces:
        1. zamieszajcie zakwas
        2. odlejcie nadmiar do poziomu 125ml
        3. dodajcie 5 łyżek pokarmu oraz 5 łyżek wody
        4. zamieszajcie energicznie
        5. odstawcie w ciepłe i ciemne miejsce
  6. Po tygodniu zakwas jest już gotowy by upiec na nim pierwszy chleb. Pamiętajcie, że zakwasu można użyć po minimum 12 godzinach od karmienia, czyli jeśli dokarmialiście go rano, pieczenie jest możliwe dopiero wieczorem. zakwas, z którego nieco uszczknęliście do pieczenia nakarmcie jeszcze raz i odstawcie na 12 godzin. Po upływie tego czasu możecie go przechowywać w lodówce bez karmienia. Gdy zechcecie znów go użyć wystarczy, że wyjmiecie go z lodówki na 2 dni wcześniej i przeprowadzicie 2dniowy proces karmienia, by rozbudzić bakterie :)
Mój pierwszy chleb 


Składniki
  • 500 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka soli
  • 300 g wody
  • 150 g zakwasu żytniego lub mieszanego 
  • szczypta suszonych drożdży (dla pewności, że chleb wyrośnie, gdy używamy młodego, dopiero co zrobionego zakwasu)

Przygotowanie:

  1. Wszystkie składniki umieszczamy w misce (najpierw suche, później mokre) i mieszamy mikserem z końcówkami do wyrabiania ciasta.
  2. Odstawiamy na godzinę do wyrośnięcia pod przykryciem.
  3. Przekładamy do dowolnej formy oprószonej mąką pszenną (użyłam naczynia żaroodpornego) i pozwalamy wyrastać jeszcze przez godzinę.
  4. Nastawiamy piekarnik na 200 stopni z termoobiegiem (lub 210- bez termoobiegu). Pieczemy 40 minut.
Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz