poniedziałek, 4 listopada 2013

Czarno - biały świat

O ocenianiu książki po okładce i chodzeniu na skróty, 
czyli heurystyki w natarciu
(opublikowano na portalu charaktery.eu 08.07.2013) *

- A ty gdzie się tak szykujesz? – spytał zaskoczony Darek widząc, że nakładam makijaż i najlepszą bluzkę.
- Z Basią do teatru. Pamiętasz? Mówiłam Ci, że Basia dostała z pracy 2 darmowe bilety.

Nie pamiętał. Jestem pewna, że gdyby informacja dotyczyła 2 darmowych wejściówek na gokarty, zapamiętałby ją lepiej niż ja.

- Z jaką Basią? – spytał po chwili. Coś widocznie nie dawało mu spokoju.
- Z tą koleżanką ze studiów. Przecież Ci opowiadałam, jak wpadłyśmy na siebie na ulicy.
- Z tą Basią? Myślałem, że jej nie lubisz? Mówiłaś, że jest zarozumiała.
- Wiesz, totalnie się myliłam – przyznałam zgodnie z prawdą. – Ona jest zupełnie inna.

Przez całą drogę na umówione spotkanie zastanawiałam się, ileż to już razy pierwsze wrażenie o kimś zagrało mi na nosie.  W teatrze też nie dawało mi to spokoju. Jak to możliwe, że siedząca obok mnie dziewczyna okazała się być tak uroczą i serdeczną osobą, choć miałam o niej raczej negatywne zdanie.
Gdzieś pod koniec aktu pierwszego doznałam olśnienia. Przez cały okres studiów zamieniłam z Basią może parę zdań na raczej ambiwalentne tematy. Nigdy tak naprawdę nie miałam okazji bliżej jej poznać. Mimo to jakaś część mnie (ta złośliwsza) uznała Basię za postać zdecydowanie negatywną. Dlaczego? Zastanawianie się nad tym pytaniem zajęło mi cały drugi akt, ale udało się. Przypomniałam sobie, jak na pierwszych zajęciach pierwszego roku zobaczyłam Basię i wydała mi się wtedy wyjątkowo podobna do jednej z moich licealnych koleżanek. Czy muszę dodawać, że nie pałałyśmy do siebie sympatią?

„Nie oceniaj książki po okładce” – głosi stare polskie porzekadło. Mimo to, oceniamy. I to jak! Każdą nowo spotkaną osobę pragniemy jak najszybciej poznać i przypisać odpowiedniej kategorii „lubię” vs. „nie lubię”. Ale czy robimy to świadomie i rzetelnie? A skąd! Przykładamy delikwenta do dobrze znanych nam wzorów i jeśli coś gdzieś nie pasuje- tu przytniemy, tam zagniemy- zrobimy wszystko, by jak najszybciej wyrobić sobie na jego temat zdanie. A heurystyki, czyli skróty myślowe, których wtedy używamy bywają tak abstrakcyjne, że aż niemożliwe do wyśledzenia. Całe, trwające dwie godziny przedstawienie zajęło mi dojście do skrótu, którym pobiegły moje myśli, gdy poznałam Basię. Przypominała mi nielubianą koleżankę, więc automatycznie zaliczyłam ją do kategorii „nie lubię”. Mało tego, zbudowałam sobie w głowie cały obraz Basi, jako osoby zarozumiałej, nieserdecznej i egoistycznej. A biedna Basia nie miała przecież nic a nic wspólnego z obiektem mojej niechęci. Nic? A no właśnie. Pamiętam, że miała bardzo podobną fryzurę. Tylko tyle.

Według Amosa Tversky'ego i Daniela Kahnemana tylko tyle wystarczy, by zbudować opinię na temat nieznanego nam zjawiska. To nasz sposób na odnalezienie się w otaczającej nas rzeczywistości- staramy się wszystko uporządkować i oznaczyć odpowiednią etykietką. A to, czego nie znamy, musimy najpierw poznać. Jeśli czas i okoliczności nie pozwalają nam na rzetelność, no cóż… Idziemy na skróty i oceniamy po okładce. Najczęściej poprzez zakotwiczenie, a więc nadmierne skupienie się na jednej informacji i zbudowanie całej opinii na bazie szczegółu. Tak oto, przez 5 lat studiów byłam święcie przekonana, że Basia jest zarozumiała, tylko dlatego, że miała podobnie obcięte włosy, co ktoś nielubiany.

Jeśli się nad tym chwilę zastanowić, to może się okazać, że takie błędne pierwsze wrażenia grają nam na nosie na około. Ileż to razy pomyśleliśmy, że ktoś jest taki czy owaki tylko dlatego, że kogoś nam przypominał. Moja sąsiadka jest przekonana, że jeden z polityków to prawy i dobry człowiek, choć jego partię z przekonaniem nazywa bandą złodziei i kłamców. Jednakże ten jeden polityk nosi okulary zupełnie takie, jak jej syn. I to wszystko zmienia.
A czy możemy się przed ocenianiem po okładce uchronić? Raczej nie. Musielibyśmy każdą, ale to absolutnie każdą opinię budować w sposób rzetelny i dociekliwy. A to przecież niemożliwe. Najczęściej brakuje nam informacji i czasu, by tak rzetelne dedukcje przeprowadzać. Nie mówiąc już o naszym, zwykłym, człowieczym lenistwie. Ale to już zupełnie inna historia.

A co się stało z Basią? Po przedstawieniu wybrałyśmy się na piwo. Pogoda zdecydowanie sprzyjała, by posiedzieć w ogródku kawiarnianym i pogadać o tym, jak to kiedyś było. Gdzieś między wspomnieniami różnych dziwactw naszych profesorów, a kolejnym łykiem pszenicznego mój język postanowił się rozwiązać. Opowiedziałam Basi o historii mojego pierwszego wrażenia.

- Nie przejmuj się – stwierdziła z rozbawieniem. – Ja przez całe studia miałam cię za strasznego mruka. Chyba przypominałaś mi moją siostrę.

1 komentarz:

  1. O mnie często mówią że jestem uprzedzona do ludzi i wszystkich traktuję z góry.. Jednak nie popadam w euforię, nie zwierzam sie pierwszej lepszej osobie, czy nie opowiadam historii życia. Obserwuję. Jestem raczej ostrożna w relacjach, przez co ludzie odbieraja mnie tak, a nie inaczej. Jakos z tym żyję, a nawet to lubię, bo żadko zdarza mi się "przejechać" na kimś. Czasami nawet słyszę "hej ja myślałam/em że jesteś zupełnie inna, miłe zaskoczenie" -to też lubię :)

    OdpowiedzUsuń