czwartek, 19 września 2013

Tajemnicze pomidory, czyli powidła jesienne mojej mamy

 - I jeszcze kilo pomidorów - poprosiła mama sprzedawcę na bazarku. Przyjechała do nas w odwiedziny na tydzień i postanowiła zapełnić naszą lodówkę domowymi pysznościami. Mama, jak to mama, zawsze wychodzi z założenia, że jej dziecko ma nadal góra pięć lat i trzeba mu we wszystkim pomóc. Moja mama wychodzi też pewnie z założenia, że my w tej Warszawie nic nie jemy. Zresztą, jak spojrzeć na tego szczuplaka, z którym jestem, to rzeczywiście są powody, by tak myśleć. I tak oto po tygodniowej wizycie mamy półki w naszej lodówce uginają się pod słoikami z zupą, półmiskami z ciastem i słoiczkami z powidłami. A właśnie... Na bazarek wybrałyśmy się po składniki na jesienne powidła. Kupiłyśmy gruszki, śliwki i jabłka. Ale pomidory?

- Pomidorów? - spytałam zafrapowana. - A nie miałyśmy przypadkiem robić powideł?
- Miałyśmy. I zrobimy. Poczekaj, a zrozumiesz.

Sprzedawca obdarzył nas tajemniczym uśmiechem sugerującym, że wie o co chodzi. Czy tylko ja w całej Warszawie nie wiem, po co do powideł pomidory?

Mama powiedziała, że muszę poczekać, by zrozumieć. I rzeczywiście musiałam się sporo naczekać, bo powidła robiły się 3 dni. Ale jak już się zrobiły... Zrozumiałam. Nie wykluczone nawet, że otarłam się o zrozumienie sensu istnienia świata. I nagle powidła z pomidorami wydały mi się rzeczą tak naturalną i tak oczywistą, jak to, że słońce świeci, a jabłko z drzewa spada na ziemię.

Pomidory nie zmieniły diametralnie smaku powideł. Obawiałam się, że całość będzie smakować keczupem. Myliłam się jednak. Powidła wyszły bardzo owocowe, ale dzięki pomidorom nabrały głębi. Kryje się w nich teraz coś ciekawego, coś zaskakującego. Prawdopodobnie to jest ta tajemnica, o której sprzedawca wiedział lepiej ode mnie. I dokładnie ta tajemnica sprawia, że powidła pałaszujemy w każdej konstelacji i nie możemy zdecydować, jak smakują nam najbardziej. Na kromce świeżego chleba, z twarożkiem i jako dodatek do mięsa... zawsze smakują genialnie.

Powidła jesienne
 

Składniki:

  • 1kg jabłek
  • 1kg gruszek
  • 1kg śliwek węgierek
  • 1kg pomidorów 'jajo' (mogą być też zwykłe, ale nie malinowe- te są za słodkie)
  • szklanka wody
  • szklanka cukru
  1. Owoce myjemy i pozbawiamy gniazd nasiennych i pestek. Kroimy je w kostkę i wrzucamy do dużego garnka. 
  2. Pomidory kroimy na ćwiartki, wycinamy szypułki i wydłubujemy gniazda nasienne. Moja mama nie obierała ze skórki ani owoców, ani pomidorów (tak na dobrą sprawę pomidory to też owoce). Skórka owoców zmięknie podczas duszenia, ale skórka pomidorów może przeszkadzać. Proponuję pozbyć się jej przed duszeniem. Wystarczy włożyć pomidory do zlewu i zalać wrzątkiem. Skórka powinna popękać i łatwo odchodzić. Na wyjątkowo odporne na obieranie sztuki działa tez zmrożenie ich w zamrażalniku przez 15 minut (tak by zdążyły zmrozić się tylko z zewnątrz) i sparzenie ich wrzątkiem. Ćwiartki pomidorów również lądują w garnku.
  3. Wszystko zalewamy szklanką wody i posypujemy szklanką cukru. Doprowadzamy do wrzenia, po czym dusimy na wolnym ogniu przez godzinę. Czynność powtarzamy rano i wieczorem przez 3 dni. Dusimy bez przykrycia, ale przykrywamy na dzień i na noc. W trakcie przygotowywania nie musimy chować garnka do lodówki. W trakcie duszenia próbujemy, czy są wystarczająco słodkie. Może się zdarzyć, ze owoce trafiły się mniej słodkie. w razie potrzeby dosładzamy do smaku. Po ostatnim duszeniu przekładamy powidła do słoików. Jeśli chcemy cieszyć się powidłami przez długi czas, musimy je jeszcze dodatkowo zawekować. Słoiki ustawiamy w wysokim garnku pełnym wody. Woda powinna zakrywać 2/3 wysokości słoików. Zabezpieczamy słoiki przed stukaniem o siebie i o ścianki garnka, by nie pękły. Możemy do tego użyć bawełnianej ścierki lub drewnianych łyżek. Zagotowujemy i trzymamy na ogniu przez minimum pół godziny.
Smacznego!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz