piątek, 30 sierpnia 2013

O smaku kilku łez, czyli nasza nietypowa rodzina

- Co się stało? - spytał zmartwiony Darek widząc, jak zaczynam pociągać nosem siedząc za kierownicą naszego auta.
- Sama nie wiem - odparłam łamiącym się głosem. - Nie wiem, czy to przeziębienie mnie łapie, czy jakiś smutek.
- O powód przeziębienia nie pytam, bo go znam. Przeziębiłaś się, bo nad morzem było zimno. Zupełnie tak, jak przewidywałem. Ale dlaczego jesteś smutna?

Rąbnęłam go łokciem w bok za to "przewidywałem" i pozwalając dwom małym łzom swobodnie spłynąć po policzku, wyszeptałam:

- Bo właśnie sobie zdałam sprawę, że ja nie mam domu...

O nic już więcej nie pytał. Wjechaliśmy właśnie na ekspresówkę do Gdańska. Pocałował moją rękę, która chwilowo nie musiała zmieniać biegów i powiedział:

- Ja mogę być twoim domem.

Na najbliższej stacji zatrzymaliśmy się, żeby odsiusiać i napoić psy. Zamieniliśmy się też miejscami. Czułam, że przeziębienie mnie rozkłada. A może to był tylko smutek. Gdy ruszyliśmy, po policzkach pociekły kolejne łzy. I było w nich wszystko to, co zwykle upycha się głęboko w szufladzie pamięci, na samym dnie. Było wspomnienie tej samej trasy, którą pokonywaliśmy z tatą raz na pół roku. Jeździliśmy do Gdańska odebrać mamę z promu. Lub zawieźć ją z powrotem. Stroiłam się w najładniejszą sukienkę tylko po to, by ją później doszczętnie wygnieść w samochodzie i całą drogę nie mogłam usiedzieć spokojnie. Taka byłam podekscytowana. Razem z mamą wracała do nas idea domu. Czekaliśmy na nią i tęskniliśmy przez pół roku. 
Kilka kolejnych łez miało smak tęsknoty za domem, gdy wyjechałam na studia. I smak spokoju, jaki czułam wracając na ferie. Nawet jeśli kilka pierwszych dni wolnego musiałam poświęcić na szorowanie łazienki i podłóg. Tata mieszkał już sam i, jak to facet, nie zwracał uwagi na takie szczegóły, jak porządek.
Ostatnia, mała łza smakowała, jak pożegnanie. W naszym dawnym, maciupeńkim mieszkanku mieszka już ktoś inny. Nie ma mojego pokoju i tego ciasnego kącika między szafą, a biurkiem, w którym najlepiej się czytało. Nie ma ciasnej kuchni, w której pachniało kawą i brzęczało starą lodówką. Nie ma też stołu, przy którym graliśmy w Scrabble. Jest nowy dom. Piękny i duży, z cudownym ogrodem pełnym kwiatów i drzew. Dom, w którym mój tato odnalazł ponownie miłość i swoje miejsce na ziemi. Dom, w którym ktoś napisał na ścianie "Kocham Cię". Dom, w którym rano piecze się chleb, a na obiad zbiera się warzywa z ogródka. I choć cieszę się  szczęściem taty i mocno zaciskam kciuki za jego nowe życie, część mnie- ta schowana na dnie szuflady- tęskni za domem, w którym pełno by było tylko moich miejsc.
Gdy dojechaliśmy do Warszawy, byliśmy już oboje kompletnie chorzy. Na ostatnim odcinku od Płońska musiałam ponownie przejąć stery, bo Darek dostał tak silnych dreszczy, że bałam się, czy nie zjedzie do rowu. W domu dziewczyny od razu poczłapały do posłanek i wyczerpane podróżą zasnęły, a my naszprycowaliśmy się lekami i wskoczyliśmy pod kołdrę.

- Jak się czujesz? - spytał Darek.
- Chora.
- Ale nie o to pytam.
- Eh, tamto. Chyba już lepiej. Całe życie w taki, czy inny sposób tęskniłam za domem i rodziną, ale teraz chyba już mogę przestać. Mam dom. 
- I rodzinę - przytulił się do mnie. - Choć przyznam, że dość nietypową.
- Tak... - roześmiałam się - Ja, ty i 2 psy.
- Dokładnie.

I zasnęliśmy patrząc, jak dwa psy smacznie pochrapują. Nasza nietypowa rodzina.








8 komentarzy:

  1. Wzruszyłem się :( Ja też tęsknię za domem.... a wszyscy w domu za mną. Ma w sobie coś pięknego takie przywiązanie i melancholia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Zastanawiam się czasem, jaka bym była bez tej tęsknoty. Pewnie rzadziej bym się zamyślała. Ale też chyba byłabym o kilka przemyśleń uboższa ;)

      Usuń
  2. Koniec lata jest dla mnie czasem wspomnień... Czarny bez, snopki siana czy słomy przypominaja mi o tych beztroskich latach, kiedy wszystko było prostsze. Kiedy "dramatem" było jak babcia wołala żebym wróciła do domu a pies wchodził do budy. Mimo że babci nie ma, psa nie ma, a buda się zarwała wspomnienia żyją. Czasami cieszę się że mieszkam w Warszawie tu wspomnienia są prostsze i chłodniejsze w przeciwieństwie do tych na wsi... o zapachu ciasta drożdżowego, krowiego mleka i okropnych perfum dziadka... :) Wakacje u babci na wsi to chyba najlepsze dzieciństwo jakie można sobie wyobrazić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowny komentarz. Taki nastrojowy. Jest coś takiego we wspomnieniach z dzieciństwa, że z wiekiem smakują coraz pyszniej i stają się coraz słodsze...

      PS wydaje mi się, że mój dziadzio używa dokładnie tych samych perfum. Rano trzeba odczekać dobre pół godziny zanim wejdzie się po nim do łazienki. A i wtedy mocno czuć ;)

      Usuń
  3. To ludzie tworza dom... Gdy ich zabraknie mozna powiedziec ze dom runol. Dlatego najblizszych trzeba pielegnowac i podlewac codziennie. A dom wtedy zaplonie goracym plomieniem i lzy beda wtedy smakowac jak szczescie. Jesli choc na chwile zapomni sie o najblizszych lub zabraknie miedzy nimi szczerosci wtedy mozmy powiedziec ze mur upadl a dom runol w gruzach. Co o tym myslisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że masz dużo racji. Choć moim zdaniem dom tworzą nie tylko ludzie, ale też emocje i małe przyzwyczajenia- codzienne rytuały, które pielęgnujemy, jak największą świętość. Może się zdarzyć, że nie widujemy się z kimś bliskim zbyt często, kontakt między nami może się nawet urwać. Życie może nas rozrzucić po całym świecie, jak ziarnka piasku. Dopóki jednak mamy w sercach ciepło dla bliskich, dopóty mamy w sercu dom. Moja babcia zawsze mówiła, że dom jest tam, gdzie serce. Czy to możliwe, by w takim razie mieć kilka domów i tęsknić jednakowo za wszystkimi ?

      Usuń
    2. Jesli Twoja babcia twierdzila ze dom jest tam gdzie serce to dlaczego tesknimy za budynkami rzeczami materialnymi.. Czy szczesciu nie trzeba czasami dopomoc i stworzyc cieplo domowego ogniska gdzies indziej? Ja mysle ze w sercu mam kilka domow jednoczesnie tym domem jest Moja rodzina a ona jak ziarenka piasku rozrzucona jest po swiecie niczym wiatr. To ona sprawia ze moje serce raduje sie i jak male dziecko rozkladam rece by czuc w sercu wspomniany dom. Mam nadzieje ze Ty tez czujesz ze to ona tworzy harmonie dla naszego zycia. Moja babcia mowila ze wyswspomnien ani Ci woda nie zabierze ani ogien nie spali dlatego tez mysle ze to one sprawiaja ze czuje sie szczesliwa. Mam nadzieje ze zycie piszac nam scenariusz sprawi ze wszystko sie ulozy i sprawi ze i my zawolamy z usmiechem w sercu tak kocham Cie zycie! Dlatego nie tesknijmy juz za miejscem budynkiem stara sofa tylko za ludzmi emocjami i wspomnieniami. Czy myslisz ze to logiczne?

      Usuń
  4. Tak, to ludzie tworzą dom. Zgadzam się z Tobą i wydaje mi się, że piszemy o tym samym, używając jednak różnych słów :) Gdyby chodziło jedynie o rzeczy materialne, ludzie żyjący skromniej byliby nieszczęśliwi, a przecież często jest dokładnie na odwrót :) W moim poście miałam raczej na myśli sentyment, jakim obdarzamy dobrze nam znane miejsca. Każdy z nas potrzebuje takich swoich miejsc i wspomnień w nich zaklętych. Bez nich czujemy się trochę, jak roślina przesadzona w inne, nieznane miejsce. I trochę czasu upływa zanim się ukorzenimy... Pozdrawiam Cię serdecznie i mam nadzieję masz pełno takich swoich miejsc :)

    OdpowiedzUsuń