niedziela, 11 sierpnia 2013

O co chodziło podmiotowi lirycznemu, czyli o wielkości człowieka słów kilka

Pamiętam wypracowanie, które zadała nam nauczycielka w ósmej klasie podstawówki. Tak, tak. Wtedy (w tych zamierzchłych czasach) były tylko 3 główne poziomy edukacji. Podstawówka, liceum i dla chętnych- studia. Nie wszyscy się na nie wybierali, ale mam wrażenie, że ukończenie liceum dawało głębszą i bardziej wszechstronną wiedzę niż dzisiaj ukończenie studiów wyższych. No cóż, "dziś sam jestem dziadkiem, więc cóż mógłbym dać mojemu wnuczkowi, jeśli nie moje..." - przedrzeźnia mnie Darek, gdy tylko zaczynam tworzyć ody do przeszłości. Kiedyś to było... a dziś nie jest.

A wracając do wypracowania... Mam je do dzisiaj. Swoista pamiątka z czasów, gdy jeszcze naiwnie wierzyłam, że świat jest dobry. Temat? "Moim wzorem do naśladowania, jest..."

Pamiętam, że głowiłam się nad tym prostym zdaniem cały tydzień. W przeciwieństwie do moich kolegów i koleżanek postanowiłam nie iść na łatwiznę i nie pisać o Wałęsie (wtedy jeszcze popularnym), Nelsonie Mandeli, czy Matce Teresie. Koniec końców napisałam o swojej babci. Do dziś jestem przekonana, że był to jedyny słuszny wybór. Pamiętam jednak, że nawet nauczycielka nie doceniła mojego zamysłu. Okazało się, że podmiotowi lirycznemu chodziło raczej o to, żebyśmy opisali kogoś sławnego i rozpoznawalnego. A ja, jak zwykle, dokonałam nadinterpretacji tego, co podmiot liryczny chciał powiedzieć. Już wtedy jednak rozumiałam, że o wielkości człowieka nie świadczy jego sława, czy ilość okładek w kolorowych magazynach. O wielkości człowieka świadczy wpływ, jaki wywiera jego postawa na innych ludzi. Choćby tylko na garstkę. Moja babcia była (a w moim sercu nadal jest i zawsze będzie) wielkim człowiekiem. Ale to już temat na osobny tekst. Szczerze mówiąc, co najmniej na książkę.

Postanowiłam od czasu, do czasu napisać na blogu parę słów o ludziach, którzy nas zainspirowali. Wszyscy potrzebujemy inspiracji. Łaskawego zapewnienia, że ten świat jednak ma jakiś sens. Przekonania, że może jednak warto się starać iść pod prąd i wierzyć w swoje ideały. Tylko spójrz! Im się udało.

źr. en.wikipedia.org

- Zobacz - powiedziałam do pracującego obok mnie Darka. - Zobacz, jaka śliczna dziewczyna.
- Niezła - stwierdził Darek spoglądając mi przez ramię na zdjęcie pięknej i uśmiechniętej blondynki na ekranie mojego laptopa. Dla niezorientowanych dodam, że w języku Zulugula niezła oznacza super seksowną laskę, z którą mój Darek chętnie umówiłby się do kina, gdyby nie fakt, że ma już przy sobie jeszcze bardziej super seksowną laskę. - To jakaś znana aktorka?
- Modelka, chociaż chyba zagrała w jakimś filmie.
- Ale figura! Rzeczywiście modelka, ale ładna. Nie jakiś kościotrup.
- Ona nie ma nóg - rzuciłam i zaczęłam mu się bacznie przyglądać. Byłam ciekawa jego reakcji i po cichu miałam nadzieję, że nie będzie nią uprzedzenie.
- No co ty? Ma i to jakie! Też wolę troszkę bardziej kobiece kształty, ale nie przesadzaj. Ma świetne nogi!
- Nie, nie o to mi chodziło. Ona nie ma nóg. Ma protezy poniżej kolan.

Cisza. Darek nachylił się bliżej monitora, by na kolejnym zdjęciu zobaczyć zarys protez. Zrobił minę pod tytułem "A to dopiero historia..." i ze spokojem w głosie powiedział:

- Z nogami, czy bez. Niezła jest.

Niech żyje język Zulugula. I całkowity brak uprzedzeń w sercu mojego mężczyzny.

źr. www.fashionmodeldirectory.com

Aimee Mullins, bo to jej zdjęcie pokazałam Darkowi, należy do tych kobiet, za którymi mężczyźni oglądają się i nie mogą oderwać wzroku. Co się rzadko zdarza, kobiety też wpatrują się w nią, jak w obrazek widząc w niej potencjalną przyjaciółkę, nie rywalkę. Aimee po prostu przyciąga. Być może chodzi o jej cudowny uśmiech, szczere spojrzenie, a może o coś jeszcze innego. Być może widzimy w niej to, co sami chcielibyśmy widzieć w sobie. Pogodę ducha i niespotykaną wprost odwagę do życia. Aimee przez całe swoje życie była sportsmenką. Biegała, a widząc na zdjęciach zarys protez możemy się tylko domyślać, że zwykle miała pod górkę. Dziś próbuje swoich sił w aktorstwie i odnosi sukcesy w modelingu. Jest twarzą marki L'oreal.

źr. www.fashionmodeldirectory.com

To, co naprawdę jest w tej kobiecie wyjątkowe, to łatwość, z jaką zmusza nas do przedefiniowania w naszych głowach określenia niepełnosprawność. Podczas wystąpienia na konferencji TED (coroczne gale poświęcone niezwykłym ludziom i wyjątkowym ideom) przytoczyła słownikową definicję osoby niepełnosprawnej. Główne synonimy? Uszkodzony, niepełny, popsuty, niesprawny, bezużyteczny (sic!). Aimee Mullins jest osobą niepełnosprawną, ale nie jest ani odrobinę niepełnosprawna. I to jest absurd naszego postrzegania świata ludzkich możliwości. Bo z ręką na sercu przyznaję, że Aimee Mullins jest ode mnie o wiele bardziej sprawna- prawdopodobnie we wszystkim. Na pewno lepiej biega. Zdecydowanie lepiej wygląda w kreacjach Marca Jacobsa (nie żebym kiedykolwiek miała takie cudo na sobie, ale aż taka 'niezła' nie jestem). I coś czuję, że nawet tańczyć umie lepiej, niż ja. Akurat w tej dyscyplinie to ja mam drewniane nogi.

źr. pinterest.com

Nie wiem, czy świat jest dobry. Czasem pewnie nie. Ale myślę, że są ludzie, którzy udowadniają nam, że może taki być. Jeśli tylko zechcecie, od czasu do czasu opowiem Wam o kilku z nich :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz