poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Najlepsze szejki w piekle

Jestem zwierzęciem nadmorskim. Brakuje mi szumu fal, zapachu morskiej wody, a latem najbardziej mi brak morskiej bryzy. Cudownego i wilgotnego wiatru wywołującego gęsią skórkę w największy nawet upał i dającego ukojenie w samym sercu lata.

W gęstwinie miejskiej dżungli duszę się i usycham. Zapach rozgrzanego asfaltu drażni nozdrza i przywodzi na myśl biblijne wizje piekła. Przed nuklearnym słońcem nie ma ucieczki, nie ma ratunku. Praca odkłada się na biurku kolejnymi warstwami, a ja z niepokojem sprawdzam prognozę pogody na najbliższe dni. Na lodówce zapisałam już nawet numer na pogotowie, w razie gdybym zemdlała, a mój kochany roztrzepaniec zapomniał, gdzie trzeba zadzwonić. 

I Bóg mi świadkiem, prawdopodobnie umarłabym z przegrzania, gdyby nie one. Szejki. Proporcje znam na pamięć, owoce- sezonowe. Na ochłodę. Na zdrowie. 

Składniki:
- szklanka owoców (ostrożnie z mango i bananem- szejki wychodzą dosyć gęste i trzeba dodać mleka)
- małe opakowanie jogurtu waniliowego (używam jogurt do picia Milko)
- 2 łyżki lodów śmietankowych
- łyżeczka cukru i łyżeczka cukru waniliowego
- starta czekolada lub świeża mięta do dekoracji



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz