środa, 31 lipca 2013

O odkrywaniu nieznanych krain i o powidłach z gotujących się myśli, czyli lato w pełni

- Co ci jest? - spytał porządnie zatroskanym głosem Darek. - Coś źle wyglądasz...
- Umieram - jęknęłam ostatkiem sił. - Nie wytrzymam dłużej takiej temperatury.
- O rany! Myślałem, że naprawdę coś ci dolega. Nie narzekaj. Lepiej za ciepło, niż za zimno. Przyjdzie zima, będziesz tęsknić za takimi upałami, zobaczysz.

Spojrzałam na mojego detektywa Nicka z Żaru Tropików i przez ułamek sekundy miałam ochotę palnąć go czymś zimnym w głowę, ot na przykład śnieżką, gdybym akurat miała jakąś pod ręką. Całe popołudnie przeleżałam na kanapie mając wrażenie, że lada moment zagotuje mi się mózg. Na samą myśl o zawleczeniu się do kuchni i ugotowaniu obiadu dostawałam dreszczy, a każda chęć zabrania się do jakiejkolwiek pracy kończyła się tym samym- próbą wstania z kanapy, zaniechaniem tejże próby, cichym jęknięciem i powrotem do stanu rozkładu termicznego.

W czasie, gdy ja topiłam się coraz bardziej w duszy wyrzucając sobie, że nie siedzę teraz przy komputerze i nie pracuję, Darek pracował nad swoim ostatnim projektem przeżywając autentyczny rozkwit myśli architektonicznej. Zadowolony z siebie i z wyników swojej pracy pogwizdywał w takt jakiegoś letniego hitu i co chwila wołał mnie znad biurka:

- Słońce! Chodź, zobacz co fajnego wymyśliłem!

albo:

- Słońce! Co myślisz o takiej lampie w salonie?

- Księżycu ty mój, nic nie myślę! - wykrzyknęłam w którymś momencie. Termometr w mojej głowie wskazywał na przegrzanie obwodów. - Nie mam czym myśleć, bo mi się szare komórki zagotowały na konfiturę, więc daj mi już święty spokój!

Później nastąpiła już cisza. Prawie absolutna cisza. Słychać było tylko ten wewnętrzny, upierdliwy głos mojego własnego sumienia, jak bezczelnie wytykał mi przerost formy nad treścią. Przesadziłaś - mówił. To nie jego wina, że jest upał, a ty to źle znosisz.

W którymś momencie musiałam zasnąć (albo stracić przytomność- obie wersje są prawdopodobne). Obudził mnie czuły buziak, który wylądował na moim czole. Nick z Żaru Tropików pochylił się nade mną i postawił moje gumowate ciało na nogi, po czym bez słów wyjaśnienia zawlókł mnie do łazienki i wsadził do wanny z letnią wodą.

- Alleluja! - zaśpiewały wszystkie anioły w mojej głowie, choć nie zostało ich już wiele. Większość odleciała do zimnych krajów.

Gdy temperatura mojego ciała powoli obniżała się ze 100 stopni Celsjusza do 36.6, naszła mnie pewna myśl- pierwsza w miarę mądra myśl od dłuższego czasu- znak, że powidła w mojej głowie znowu zaczynały przypominać zwój neuronów. Jeśli miałabym napisać listę rzeczy, które świadczą o trwałości uczucia, sile związku i takich tam pierdołach rodem z magazynu dla kobiet, to ta lista na pewno byłaby długa. Może nawet przyjęłaby formę książki. Ale jednym z pierwszych jej rozdziałów z pewnością byłoby stwierdzenie "kocham, pomimo..."

Każdego dnia zadziwia mnie to, jak bardzo się różnimy. To, w jak różny sposób reagujemy na świat. Jak różne rzeczy nas bawią i jak różne rzeczy nas smucą. Ale jeszcze bardziej zadziwia mnie to, jak mało te różnice znaczą i jak bardzo kochamy pomimo. A może właśnie jeszcze bardziej dzięki nim. Każdy dzień przynosi nowe i fascynujące odkrycia. Poznajemy siebie nawzajem, jak podróżnicy odwiedzający nieznane krainy i rysujemy odręczne mapy naszych charakterów. I mam nadzieję, że nigdy nie poznamy się do końca, że nigdy nie staniemy się przewidywalni. Mam nadzieję, że on jeszcze nie raz mnie zaskoczy. Na przykład robiąc mi letnią kąpiel w upalny dzień, zaraz po tym, jak byłam dla niego niemiła.

A pod wieczór udało mi się zmusić do wejścia do kuchni i poza nieskomplikowanym obiadem na kolację, ugotowałam bulion. Po co? Na bulionowe lody dla dziewczyn. One też nie lubią upałów.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz