wtorek, 2 lipca 2013

O oblizanym pierścionku zaręczynowym i studni bez dna, czyli Puszysta Pianka Jogurtowa z Malinami

Lato jest zwierciadłem naszych wspomnień z dzieciństwa. Żadna inna pora roku nie sprowadza na mnie takiego gradu fotografii przechowywanych w pamięci. Z każdej wyprawy na targ znoszę do domu całe torby letnich skarbów i zanim zdecyduję, co z nich stworzyć, przyglądam im się i wspominam. I marzę, żeby kiedyś znowu lato mogło tak smakować. I pachnieć. 

- O czym tak dumasz?- wyrywa mnie czasem z zamyślenia Darek.
- A, o niczym takim... - odpowiadam wymijająco. Uśmiecham się do niego, a on już wie, że nie ma sensu pytać głębiej. Ta studnia jest zdecydowanie zbyt głęboka, by zobaczyć dno. Czasem tylko jakieś jedno wspomnienie wypłynie na policzek małą, cichą łzą. Ani gorzką, ani słoną. Ot, taką nawet trochę szczęśliwą. Bo jak się tak dobrze wsłuchać w echo szumiące i świszczące w tej studni wspomnień, to muszę przyznać, że jestem cholernie bogata. Mogę mieć debet na koncie, ale w sercu mam całe miliony dobrych, słodkich wspomnień.

Wspomnień paraliżująco zimnej wody w morzu, do którego wbiegaliśmy z rozpędu- kto ostatni się zanurzy, ten jest boidudkiem! Boidudkiem zwykle byłam ja. 

Wspomnień smaku lodów truskawkowych, na które zabierał nas tato w dniu wypłaty. W upalne dni nie sposób było jeść je szybciej, niż się roztapiały. W rezultacie wracaliśmy do domu cali poklejeni i umorusani.

Wspomnień galaretek z owocami, które robiła dla nas babcia. W letnie dni nikomu nie przyszłoby do głowy piec ciasta. Jeść się zresztą też nie chciało. Galaretki natomiast pałaszowaliśmy, aż nam się uszy trzęsły. I pamiętam, że zawsze sobie wyobrażałam, że właśnie tak wyglądają prawdziwe klejnoty. Kolorowe, błyszczące, przezroczyste. I cudownie owocowe.

- A co ty robisz, aniołku? - spytał kiedyś dziadek widząc, jak oblizuję zaręczynowy pierścionek babci ze szklisto-zielonym szmaragdem.
- Smakuję aglestową galaletkę - brzmiała rezolutna odpowiedź czteroletniej Zuzi.

I jeśli miałabym wybrać jeden, jedyny smak, z jakim kojarzy mi się lato, to byłyby to maliny. Cudownie różowe rubiny malin. Oczywiście w galaletce.


Puszysta pianka jogurtowa z malinami
Składniki:
  • 300 g czekoladowych ciastek Hit
  • 50 g roztopionego masła
  • 500 ml śmietanki 30% (schłodzonej)
  • 1000 g gęstego jogurtu greckiego (w temperaturze pokojowej)
  • 6 łyżek cukru pudru
  • 7 łyżeczek żelatyny rozpuszczonej w 1/3 szklanki gorącej wody
  • 2 galaretki malinowe
  • maliny (użyłam 2 małych kobiałek)
Ciastka i roztopione masło miksujemy w malakserze. Lepiliście kiedyś babki z mokrego piasku? Dokładnie taką konsystencję powinna mieć ciasteczkowa masa :) Formę wykładamy papierem do pieczenia i wysypujemy nasz "piasek". Rozkładamy go równomiernie i uklepujemy. Całość wkładamy do lodówki na pół godziny.

W tym czasie przygotowujemy piankę. Najpierw rozpuszczamy żelatynę i odstawiamy ją na bok.
Śmietankę ubijamy na sztywno. Jeśli czujecie, że bita śmietana nie darzy Was wielką sympatią i może się na złość zważyć, użyjcie Śmietan-fixu. Z fixem czy bez, pamiętajcie, by śmietanka była porządnie schłodzona.
Do żelatyny (nie może być gorąca, najwyżej letnia) dodajemy 3 łyżki jogurtu i dokładnie mieszamy. Z jogurtem sytuacja jest odwrotna do śmietany- lepiej jeśli nie jest z lodówki. Zimny jogurt przyspiesza tężenie żelatyny. Jeśli robicie to ciasto zimą i w waszym domu jest chłodno, możecie przelać jogurt do garnuszka i delikatnie podgrzać. Ale tylko delikatnie. Nie wolno zagotować.
Do jogurtu dodajemy cukier puder i dokładnie mieszamy, by uzyskał bardziej jednolitą konsystencję. 

Dolewamy do nich naszą żelatynę i znowu dokładnie mieszamy. Na koniec dodajemy jogurt do bitej śmietany. Robimy to powoli, cały czas miksując na średnich obrotach. To jedyny bardziej skomplikowany moment wymagający odrobiny delikatności. Obiecuję :)
Masę jogurtową wylewamy na ciasteczkowy spód i równo rozprowadzamy. Na koniec wciskamy w nią maliny. Jak najwięcej malin :) Całość powinna się chłodzić w lodówce przez minimum 6 godzin. Ja zostawiłam ciasto w lodówce na noc.
Na koniec wystarczy przygotować galaretki. Dodajemy o 1/4 mniej wody, żeby były bardziej zbite. Gdy galaretka przestygnie, wylewamy ją delikatnie na nasze ciasto. Powinna przykryć nasze maliny. Galaretka będzie tężeć w lodówce około godziny.
I gotowe :) Ciasto powinno być delikatne i puszyste, delikatnie kwaskowe, z chrupiąco czekoladowym spodem. Smacznego!




3 komentarze:

  1. Witam ;) robie dzisiaj to ciasto :) i troche mi przykro żę nie napisalas że jogurt z zelatyna trzeba szybko dodac to calego jogurtu z cukrem, bo ja sobie go mieszalam i jak chcialam dodac zelatyne okazalo sie ze stezal, :( no i dodalam ale mam teraz grudy w calej masie... czy to jakos wplynie ze sie nie zetnie reszta?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć,
      myślę, że szybkość dodawania nie ma tu aż takiego znaczenia. Sama nie znoszę przepisów, w których coś trzeba szybko zrobić, bo zwykle wtedy garnki lecą mi z rąk a z przepisu i tak nic nie wychodzi ;) No chyba, że mieszałaś godzinę... :)
      A powiedz mi, czy jogurt był prosto z lodówki? Żelatyna tężeje szybciej, jeśli jest schłodzona, więc jeśli dodałaś zimnego jogurtu, to może znalazłyśmy winowajcę.
      Tak czy inaczej powinnam była o tym jogurcie napisać. Mea culpa. Przepraszam. Jeśli jeszcze nie jest za późno, to możesz spróbować delikatnie podgrzać feralny jogurt z żelatyną. Tylko uważaj, żeby nie zagotować. Delikatnie podgrzewaj i jednocześnie mieszaj, najlepiej mikserem na wolnych obrotach lub trzepaczką do jajek. Koniecznie daj znać, jak poszło :)

      Usuń
    2. Hej :) wyszła pychotka :) niestety dopiero dziś zerkłam na Twoja odpowiedź wiec nic z tym nie zrobiłam, było trochę grudek ale masa fajnie się ścięła :) a co do jogurtu to faktycznie był z lodówki :) wiec trochę mojej w tym winy, no ale nie wiedziałam :P następnym razem będę pamiętać :) Napewno jeszcze będę je robić :)
      Ps. dla psiaka juz zrobilam ciastka wątróbkowe (wytrzymaly 4 dni :P pies - też labek ), a jutro będę robić te z kurczakiem :)
      Pozdrawiam Martyna :*

      Usuń