środa, 17 lipca 2013

Atak klonów

- To pancerz klooonóóów! - westchnęła wyraźnie zdegustowana Anastazja. - Nie widziałaś nigdy Gwiezdnych Wojen?!
- Widziałam, widziałam - postanowiłam jeszcze trochę ją podrażnić. - To ten film z hobbitami i elfami, tak?
- O rany! Jak ty możesz mieć tyle lat i nie wiedzieć, co to są Gwiezdne Wojny...

Stanęło na tym, że jestem wyjątkowo niedouczoną starszą osobą. Faktycznie, w oczach 8-latki moje prawie 30 to prawdziwie gwiezdna odległość w czasoprzestrzeni. Zasugerowanie, że druk na jej koszulce przypomina rycerską zbroję okazało się być niedopuszczalnym faux pas i obdarzyło mnie etykietką zwykle przyznawaną dziadkom i babciom: made in średniowiecze.

Ostatni gwóźdź do trumny przybiłam sama, gdy ośmieliłam się wspomnieć, że Gwiezdne Wojny- już bez hobbitów i elfów- powstały, gdy Anastazji nie było jeszcze na świecie, a ja byłam w jej wieku.

- No co ty? To wtedy były już filmy? Niemożliwe! Znowu mnie wkręcasz.

Postanowiłam nie drążyć dalej tego drażliwego tematu. Zabrałam na spacer Bubę i moją małą kuzynkę (przeładowaną wiedzą z zakresu kinematografii) i dałam się obu dziewczynom porządnie wybiegać. W między czasie okazało się, że wyrywna i nieco dzika Buba rozumie, co to dziecko i wie, że trzeba to traktować z delikatnością.

- Darek, nie uwierzysz- odezwałam się, gdy tylko mama odebrała od nas małą Anastazję w koszulce klonów.
- Co takiego?
- Wyobraź sobie, że Buba szła z Anastazją na smyczy i ani razu nie szarpnęła. Była spokojna nawet, gdy mijały nas inne psy?
- Buba?- spytał z niedowierzaniem Darek. - A nie pomyliły ci się czasem psy? Może przez przypadek wyszłaś na spacer z jakimś innym labem...

W pewnym sensie miał rację. Wyszłam na spacer z innym psem. To była zupełnie inna Buba. Do tej pory, gdy tylko marzyliśmy sobie wspólnie, jak to kiedyś będzie i wyobrażaliśmy sobie dwójkę rozbrykanych maluchów, które chcielibyśmy mieć, coś drastycznie zakłócało tę wizję. W naszych wyobrażeniach wcześniej, czy później pojawiała się Buba biegnąca w szaleńczym pędzie i taranująca absolutnie wszystko po drodze. Tego dnia Anastazja rzucała Bubie piłkę, a pies czekał cierpliwie, aż piłka faktycznie opuści rączkę dziecka. Anastazja biegała wokół Buby w podskokach, a pies gonił ją, ale ani razu jej nie dotknął. Anastazja trzymała w garści psie smaczki i choć garść wielokrotnie była na wysokości pyska, pies nie chwycił. Anastazja prowadziła Bubę na smyczy, by po chwili upuścić smycz i pobiec po jarzębinę, a pies czekał cierpliwie w miejscu i ruszał dopiero, gdy dziecko ponownie podniosło z ziemi smycz.

Tak, byłam na spacerze z zupełnie innym psem. I bardzo go polubiłam.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz