wtorek, 9 lipca 2013

Łaskawa bogini temperatury i historia starych jeansów

Chłodniej... co za ulga. Z nabożną czcią przyglądam się cyferkom na naszym termometrze. Nareszcie bogini temperatury wysłuchała moich modlitw i zbliżyła się nieco bardziej do 20

- Co ci jest? - spytał któregoś dnia Darek widząc, jak z jękiem osuwam się na łóżko.
- Gorąco mi - wyjęczałam ostatkiem sił. - Tak mi gorąco, że aż nie wiem, co ze sobą zrobić.
- No co ty? Właśnie fajnie jest. Nareszcie ciepełko. Jak dla mnie, to mogłoby tak być przez cały rok.

Na samą myśl, że mogłoby tak być przez cały rok przeszedł mnie dreszcz. Zapragnęłam znaleźć się na północ od Warszawy. W moim nadmorskim miasteczku rodzinnym nigdy nie było upałów latem. Było ciepło, ale nie za ciepło. Akurat w sam raz. A jeśli nawet lipcowe słońce dawało się we znaki, wystarczyło wsiąść w autobus linii numer '1' i w 20 minut było się na plaży. Na cudownie słonecznej, ale i przyjemnie chłodnej plaży. I wszystko już było jedno. Sprzedawcy jagodzianek, lodów, kukurydzy i wszelkich innych dóbr krążyli po plaży ze swoimi rytualnymi wołaniami, dzieci biegając za piłką opiaszczały wszystko i wszystkich, a w złotym piasku raz po raz można było natrafić na malownicze śmieci. Ale wszystko było jedno. Chłodna woda otulała stopy, a słońce ogrzewało myśli. I człowiek nie mógł pozbyć się wrażenia, że szum fal wypełnia od środka, zupełnie jakby się było śpiewającą muszlą - pełną tajemnic i marzeń.



- Nasz organizm ma temperaturę 36,6 - kontynuował mój kochany teoretyk. - Więc tak na logikę, taka temperatura jest dla nas optymalna.
- Taka temperatura jest optymalna dla udaru cieplnego- skwitowałam.

Dziś jest jednak odrobinę chłodniej. Bogu niech będą dzięki. Uczciłam ten dzień wielkim sprzątaniem szafy. Przy okazji rozprawiłam się z ciuchami, których nikt nie nosił już od paru lat. Na samym dnie darkowej części szafy znalazłam jeansy. Nigdy nie widziałam, żeby Darek miał je na sobie i gdy tylko przyjrzałam im się bliżej, zrozumiałam dlaczego. Na obu kolanach miały dziury, które nie miały nic wspólnego z modnymi przetarciami.

- Co się stało tym portkom? - spytałam zatroskanym głosem. - Kto im to zrobił?
- Pamiętasz, jak wylądowałaś w szpitalu na rotawirus?
- Pamiętam, to było zaraz po tym, jak się poznaliśmy.
- No właśnie. A pamiętasz, jak kiedyś przyszedłem do ciebie wieczorem, po pracy i trochę utykałem.
- Pamiętam. Mówiłeś, że cię złapał skurcz.
- No właśnie. Możliwe, że trochę skłamałem - spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem. - Nie chciałem, żebyś pomyślała, że jestem ostatnim ofermą.
- A co się stało? - zaczynałam być coraz bardziej zaniepokojona.
- No... powiedzmy, że ten skurcz, który mnie złapał był tak na prawdę łańcuchem na parkingu pod pracą, przez który chciałem przeskoczyć. Spieszyłem się, żeby mnie jeszcze wpuścili do ciebie w odwiedziny no i... tak jakoś wyszło.

Pamiętałam to wszystko dokładnie. Przyszedł do mnie wtedy wyjątkowo późno, mówiąc, że musiał coś jeszcze załatwić. Dziś wiem, że musiał pojechać do domu, opatrzyć kolana i zmienić spodnie. Te podziurawione uprał i wkitrał na samo dno szafy. Bał się, że wezmę go za ofermę. Tak bardzo się mylił.
Prawda jest taka, że ja już wtedy wiedziałam, że znalazłam mapę drogi do domu, jaką jest dla nas TA druga osoba. Zakochałam się w tym pozytywnie zakręconym chłopaku od pierwszego wejrzenia, ale musiałam się porządnie rozchorować, żeby zrozumieć, że to ten. Ten jeden jedyny, z którym chcę się śmiać i czasem płakać. Ten, przy którym nie wstydzę się być czasem słaba i który dodaje mi odwagi, bym była na co dzień supermenką. Ten, którego widzę, gdy wyobrażam sobie przyszłość. Czuwał przy mnie całą noc, gdy zaczęłam chorować. Nosił mnie na rękach do łóżka, gdy było już ze mną tak źle, że przelewałam się przez ręce. Opieprzał sanitariuszy z pogotowia, gdy rezolutnie doradzili mi zjeść czekoladę. I tak bardzo spieszył się, by mnie odwiedzić w szpitalu, że złapał go skurcz w kolanach ;)

A spodnie? Nie mogłam ich wyrzucić. Te spodnie są częścią naszej historii i mają znaczenie bardzo symboliczne :) Wymagały tylko kilku poprawek i gotowe.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz