niedziela, 9 czerwca 2013

Sobota i poziomki

Ta sobota była jak włoski film klasy B. Miała w sobie wszytko, co tylko można sobie wymarzyć. Było rodzinnie i wesoło, dzięki uroczej Zosi. Zosia ma trzy latka i niecodzienny dar rozbawiania nawet najbardziej naburmuszonych złośników. Było pysznie i aromatycznie, choć zapiekanka wyszła raczej, jak gulasz, a sałatka przyjęła od upału postać płynną. Znalazło się też wiele emocji, gdy postanowiliśmy się z Darkiem porządnie nie zrozumieć i o niezrozumiałość posprzeczać. A na koniec, jak to w tanich romansidłach bywa, były kwiatki zerwane przy drodze i czułe objęcia pełne wyrozumiałych spojrzeń i słodkiego milczenia. Bo są rzeczy, o których mówić głośno nie trzeba. Milczenie było zresztą bardzo słodkie- oblepione lodami o smaku hello kitty i klejące się od gofrów z bitą śmietaną, co bitą śmietaną wcale nie była. No cóż, prawdziwe gofry to tylko nad morzem.

Aha! Były też poziomki. Ale to już jest całkiem inna historia.










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz