niedziela, 23 czerwca 2013

O układaniu siebie i odległościach międzyplanetarnych, czyli dzień taty

Te parę ładnych lat temu przeprowadzka do Warszawy była jedynym wyjściem, jakie przychodziło mi do głowy. Chciałam odnaleźć i wcisnąć przycisk "reset", zacząć wszystko od nowa, napisać nowy scenariusz mojego życia. I chciałam, by tym razem wyszedł mi z tego ciekawszy film, niż jakiś tam dołujący melodramat o pogubionej dziewczynie.

Warszawa dała mi to wszystko i wiele więcej. Pojawiłam się tu, jako Panna Nikt, ze skromnym bagażem, bo wszystko, co za ciężkie i zbyt bolesne zostawiłam za sobą. Bez żalu, bez wzruszeń, z ogromną ochotą na życie.

- Szkoda, że tak późno się poznaliśmy- westchnął kiedyś Darek. - Te wszystkie fajne rzeczy, które robiliśmy osobno, moglibyśmy zrobić razem. To z tobą mogłem pojechać do Chorwacji...
- A ja z tobą do Indii- dałam się ponieść temu marzeniu.
- Tam to raczej nie, ja przecież nie latam.
- No widzisz. Czyli jednak wszystko ma sens. Dobrze, że nie poznaliśmy się wcześniej. Musiałam najpierw siebie poukładać. No i polecieć do Indii.
- Coś w tym jest- zawyrokował Darek. - Ale ja i tak żałuje, że nie byłaś ze mną w Chorwacji.

I tak postanowiliśmy, że kiedyś pojedziemy tam razem i napiszemy nowe, przyjemniejsze wspomnienia z tej podróży. Teraz, gdy już oboje siebie poukładaliśmy, możemy budować coś trwałego. Wspólny świat o bardzo solidnych fundamentach. Teraz jesteśmy gotowi by dbać o drugą osobę, a nie tylko o siebie. Nie ważne, ile czasu nam to zajęło i nie ważne, ile głupstw musieliśmy po drodze popełnić.

I choć wiem, że wszystko było potrzebne, przeprowadzając się do Warszawy musiałam zostawić za sobą jedną rzecz, której zostawiać wcale nie chciałam. I wciąż tęsknię. Są dni, gdy te 500 kilometrów urasta do odległości międzyplanetarnej.

Dziękuję Ci Tato. Za to, że jesteś. Za dzieciństwo. Największy prezent, jaki mogłam od ciebie otrzymać. Za wspomnienia. Na przykład to, jak jeździliśmy na ryby i rozkładałeś mi na tylnym siedzeniu samochodu kołdry i poduszki, żebym mogła jeszcze pospać. I zawsze robiłeś głośniej radio, jak akurat leciała moja ulubiona piosenka.  I to, jak jesienią chodziliśmy na grzyby i specjalnie nie zauważałeś najładniejszych borowików, żebym i ja mogła coś zebrać. A potem niosłeś mnie na barana do samochodu i cierpliwie znosiłeś pytania, czy daleko jeszcze. I jeszcze to, jak mi zrobiłeś bardzo artystyczny makijaż na szkolny bal przebierańców. Kosmetyki pożyczyliśmy od babci i umalowałeś mi oczy konturówką do ust. Skąd mogliśmy wiedzieć, że to się inaczej używa. Babcia przeżegnała się 2 razy, gdy nas zobaczyła. A pamiętasz, jak mnie czasem zabierałeś nad morze, żebym mogła pomachać mamie? Mówiłeś, że tam daleko, na horyzoncie jest Szwecja, a ja myślałam, że ten cały horyzont to nic innego, tylko linia brzegowa Skandynawii. A później szliśmy na gofry i braliśmy z podwójną bitą śmietaną, tak żeby przy każdej próbie ugryzienia, bita śmietana wchodziła do nosa.

Dziękuję Ci Tato. Za to, że byłeś moim domem, dopóki nie poczułam się na tyle silna, by poszukać własnego.


8 komentarzy:

  1. Zuzanno, to naprawdę bardzo, bardzo ładny wpis, a poprzeczka wysoko, bo inne Twoje blogowe opowieści czytałam z niekłamaną przyjemnością.:) ja dziś z samego rana zadzwoniłam do taty, żeby go chociaż telefonicznie uściskać, za noszenie na barana, kiedy zmęczyłam się na górskich szlakach, również...
    I również mam za sobą dziesiątki, jak to mówisz, "głupstw", które nabierają wielkiego sensu, kiedy się na nie (po latach, oczywiście ;) ) patrzy. Jak to Karolina Kozak śpiewa: nie ma tego złego, co nie wyszłoby na dobre w końcu... :)
    Pisz dalej, tak dobrze, tak ciepło, ku pokrzepieniu serc i psich brzuszków. :) Pozdrawiamy Cię-Was!- razem z czarnym kociszczem, które wątróbkę... to najchetniej na surowo spożywa. ;)
    Ula i Rysiu,

    p.s. Jeśli to jeziorko jest na Gocławiu, to w dodatku jesteśmy sąsiadkami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Wam dziękuję za tyle miłych słów. Jeśli blog ma jakiś cel (poza sprawianiem mi ogromnej frajdy), to jest nim właśnie przekazywanie odrobiny ciepła :) Tego potrzeba nam wszystkim, od czasu do czasu bardziej. Przytulam Was mocno do serducha i obiecuję więcej :)

      p.s. to jest właśnie to jeziorko ;)

      Usuń
  2. Ja wiedziałam, że jesteś czułą i dobrą osobą. Ale Ty masz jeszcze jeden skarb...potrafisz wiele opisywać w taki sposób, że czytelnikom ciarki maszerują po całym ciele i jakoś tak wilgotno w oczach się robi. Gratuluję talentu!Rozwijaj go!


    ~Emilia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję :) Staram się "coś" z tym całym pisarzeniem zrobić. Trzymajcie kciuki, może kiedyś napiszę na blogu, że zapraszam wszystkich na spotkanie z autorem... Ale by było... ;))

      Usuń
  3. Piękny wpis... Ja takich wspomnień mam jedynie strzępki, bo mój Tata odszedł gdy miałam 6 lat. Ale cudownie było przez te 6 lat być córeczką Tatusia. Również pamiętam wycieczki do lasu, na ryby też jeździliśmy:) Bardzo chciałabym by poznał miłość mojego życia, zastanawiam się jak zareagowałby na moje decyzje życiowe, zastanawiam się nawet nad takimi pierdołami jak to, co powiedziałby na mojego psa.. no i czy byłby ze mnie dumny.. Mogę się jedynie zastanawiać. Smutny wpis mi wyszedł a tu taka radosna okazja - urodziny! Wszystkiego najlepszego dla taty;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, wcale nie smutny. Bardzo wzruszający. I wiesz, myślę że Twój tata jest z ciebie dumny. Bo tak to już jest, że tata zawsze jest dumny ze swoich dzieci i jest ich największym kibicem. Na tym, czy na tamtym świecie ;)

      Usuń