czwartek, 20 czerwca 2013

O hodowli warzyw i kiełkujących marzeniach

Kto powiedział, że żeby mieć świeże zioła i warzywa, trzeba koniecznie mieć ogród? Na pewno nie ja! W zeszłym roku trochę się rozleniwiłam, ledwo udało mi się wkitrać do skrzynek kilka pelargonii. Tej wiosny ruszyłam bez marudzenia. Zioła? Warzywa? Na balkonie? Proszę bardzo. No dobrze, z tymi warzywami troszkę się zagalopowałam. Chociaż pietruszka rośnie, jak szalona, groszek lada moment będzie kwitł, a Pan Pomidor tylko czeka na swoją towarzyszkę życia- Panią Cherry Pomidor, by zaraz rozsiąść się wygodnie w nowej donicy. Gdzieś wśród zielono-aromatycznych liści bazylii i mięty podrasta powoli seler, a u stóp kwitną poziomki. I gdyby tylko balkon był większy, zasadziłabym na nim jaśmin.

- Kiedyś będziemy mieli piękny, dziki ogród - rozmarzyłam się któregoś popołudnia. Siedzieliśmy właśnie na naszej małej, balkonowej sofce i syciliśmy oczy widokiem kwiatów. No dobrze, ja syciłam. Darek sycił się chłodnym piwkiem.
- A co ty tak od ogrodu zaczynasz? Nie powinno najpierw być domu?
- Dom też będzie, ale mały, parterowy. Taki, żeby można się w nim było tylko przespać i posiedzieć przy kominku.
- O jeny, taki mały?
- A po co nam większy? - spytałam podchwytliwie.
- No wiesz, kiedyś może nas być więcej.
- Masz na myśli dzieci?
- W sumie to miałem na myśli więcej piesków, ale jak wolisz- odpowiedział ze zbójnickim uśmieszkiem błyszczącym w oczach. Podarowałam mu za to porządnego kuksańca w bok i na moment zamknęłam oczy.

Kuchnia byłaby otwarta na salon, z widokiem na ogród. Wystarczyłoby otworzyć okno, żeby nabrać pełne garści ziół. Pośrodku stałby solidny choć stary dębowy stół, przy którym wydarzałoby się nasze życie. Do okien zaglądałby jaśmin, a w pokojach pełno by było blasku słońca i zapachu wiatru. I tak... byłoby nas więcej. Psów też kilka.

Gdy otworzyłam oczy, wszystko wydawało się dokładnie takie samo, jak przed chwilą. Psy spokojnie spały na chłodnych kafelkach, Darek sączył obok piwko i nucił coś pod nosem, drobne kwiaty lobelii wygrzewały się w słońcu. A jednak coś było inaczej. W nozdrzach nadal czułam zapach jaśminu, a w sercu kiełkowało tysiąc marzeń. Nie tych wielkich i telewizyjnych, ale prostych i codziennych. A wszystko wokół zaczęło coś mi przypominać. I dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że o tym, co mam, już kiedyś marzyłam. Choćbym miała tak niewiele. Kogoś do kochania (jak w piosence) i mały ogródek na 11 piętrze. Więcej mi do szczęścia nie potrzeba.














1 komentarz:

  1. Ja na ogródku mam pomidory, maliny, truskawki, miętę, pietruszkę i tysiące kwiatów... Nawet oczko wodne z wodospadem, w której non stop siedzi pies. :) Ale wciąż zazdroszczę balkonu, zawsze mi się marzył balkon z tysiącem poduszek do siedzenia i kwiatami. :)

    OdpowiedzUsuń