piątek, 28 czerwca 2013

Magiczne kulki w sypialni (i to się dopiero nazywa chwytliwy tytuł)

To nie jest (i nigdy nie będzie) blog reklamowy. Nigdy nie znajdziecie tu opisu produktów, skrzętnie i tendencyjnie sformułowanych przez takich czy innych sponsorów. Ale moim ostatnim zakupem po prostu muszę się pochwalić, wybaczcie ;)

Lampki Cotton Ball Lights poznałam, gdy przez krótki okres pracowałam w sklepie z dodatkami do wnętrz. Były absolutnym hitem sprzedażowym, a ja nie rozumiałam, po co komuś takie kuleczki. Bardzo ładne, w dowolnych kolorach, ale... właściwie co z nimi zrobić? Zbliżały się święta i skusiłam się. Kupiłam zestaw z czerwienią na pierwszym planie, jako dekorację na choinkę. Koniec końców lampki ozdobiły parapet i wiecie, co? Zostały z nami już na zawsze. Zmieniają czasem miejsce, ale zawsze służą swoim delikatnym i miękkim światłem. Jest w tej prostej dekoracji coś, co tworzy prawdziwie magiczny nastrój.

Niedawno przemeblowaliśmy odrobinę sypialnię, by zrobić więcej miejsca Mai. Nasza staruszka miała już problemy z wskakiwaniem do posłania. Posłanie zostało wymienione na większy i bardziej płaski materac, a nasze łóżko powędrowało pod moją fioletową ścianę. Tak, moją :) Wszystko jest nasze, poza tą jedną ścianą. Sama ją pomalowałam (kto kiedykolwiek malował ścianę farbą olejną, ten wie, że to nie byle błahostka) i jeśli będziemy się kiedyś przeprowadzać, to zabiorę ją ze sobą- słowo honoru!

Fioletowa, błyszcząca powierzchnia aż prosiła się o odrobinę światła, które mogłaby rozpraszać i rozlewać leniwie po całej sypialni. Tylko odrobinę światła. Lampki.

- No, ładnie - ocenił moją kreację Darek. - Jak na festynie.

Wiecie, co? Mężczyźni się nie znają ;) W naszej sypialni zamieszkała magia. Ale szczegółów Wam oszczędzę ;)

PS A Maja prawie nie wychodzi teraz ze swojego nowego posłanka.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz