środa, 1 maja 2013

Wiosna szyta na miarę

Cierpię na manię urządzania i prawdopodobnie jest to genetycznie uwarunkowane. Pamiętam z dzieciństwa, że każda pora roku pojawiała się w naszym domu w innym zestawie dekoracji, w innych kolorach, fakturach. Latem były lniane obrusy i poduszki, polne kwiaty w wazonie i suszone zioła w kuchni. Jesienią zbieraliśmy kolorowe liście i układaliśmy je w bukiety, w koszach błyszczały czerwone jabłka od sąsiadów z sadu, a na fotelu pojawiał się mięsisty koc. Zima upływała nam pod znakiem Świąt- choinka i świąteczne dekoracje błyszczały i pachniały aż do ferii. A wiosna? Wiosnę zawsze lubiłam najbardziej. Ciepłe i delikatne pastele zakwitały w naszym małym mieszkanku niemal w każdym miejscu. Mama sama szyła obrusy i poduszki z materiałów, jakie udało jej się upolować, do wazonów wpadały co rusz to nowe kwiaty i kwitnące gałązki, a w oknach pojawiały się wesołe, zielone sadzonki.

Dziś nie trzeba niczego szyć. Wystarczy się wybrać do kilku większych sklepów, by za nieduże pieniądze zaprosić do domu wiosnę. I choć tak jest łatwiej, czasem tęskni mi się do tamtych czasów, gdy najpiękniejsze dekoracje tworzyły nasze własne ręce. A maszyna do szycia stoi samotnie gdzieś głęboko w szafie i czeka, aż ktoś sobie o niej przypomni...








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz