piątek, 10 maja 2013

W krainie czarów


Każde odwiedziny u mamy są jak podróż do krainy czarów. Wszystko tu jest niby zwyczajne i codzienne, a jednak wydarza się tak pięknie. Spacer po mieście przeradza się w tajemniczą wyprawę między kafejkami i kwiaciarniami, pochmurny poranek zamienia się w cudownie słoneczny dzień, a zwykłe opakowanie raków i kubeczek śmietany przeistaczają się w bardzo śródziemnomorskie danie. A wszystko to w samym sercu Sztokholmu, na Karlaplan.

I im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej jestem przekonana, że magia ta nie ma nic a nic wspólnego z pięknym miastem, czy rozkwitającą na drzewach wiosną. Nie. Tutaj czarują ręce mojej mamy. Najcieplejsze i najbardziej ruchliwe ręce na świecie. 

  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz