środa, 22 maja 2013

Drożdże w roli głównej, czyli ekspresowe i łatwe bułeczki pszenne

- Oj, bułki wyschły - zauważył Darek. - Może polecę szybko do sklepu kupić świeże?
- Nie trzeba. Daj, reaktywuję je w piekarniku. Są dobre, dopiero co wczoraj upiekłam.
- Wczoraj upiekłaś i już wyschły? A te ze sklepu potrafią i dwa dni leżeć...
- No właśnie- odpowiedziałam głosem wyroczni. - A szynka ze sklepu potrafi leżeć i miesiąc. Może gdybym dodała do bułeczek jakiś substancji konserwujących, to wytrzymałyby dłużej...
- Aha... - zamyślił się Darek, a po chwili racjonalnie spytał: A to się da normalnie w Tesco kupić?

Postanowiłam nie kontynuować dalej tej dyskusji, bo wspólnie moglibyśmy dojść do wniosku, że konserwanty i inne chemikalia są w jedzeniu dobre. Darek ma niezwykły dar przekonywania. Podgrzałam bułeczki w piekarniku, co dało im drugą młodość. Zjedliśmy ze smakiem, skórka wesoło chrupała w buzi.

- No i co? - zaryzykowałam pytaniem. - Lepsze niż te sklepowe, co?
- No lepsze, lepsze. a na pewno bardziej czerstwe.

Wybuchnęliśmy śmiechem. Na naturę nie ma rady. Świeże, domowe pieczywo wysycha szybciej, niż sklepowe. Ale jak pachnie! I może zwariowałam, ale obserwowanie, jak wyrobione własnymi rękoma ciasto rośnie i dojrzewa na moich oczach napawa mnie dumą niemalże rodzicielską.


Składniki (na ok. 12 bułeczek)
  • 550 g mąki pszennej
  • 40 g świeżych drożdży
  • 1/2 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 60 g masła
  • 6 łyżek letniej wody
  • 1 łyżeczka cukru i 1 łyżeczka soli
  • ew. do posypania bułeczek: zioła, starty ser, sezam, mak, etc.
  1. Mleko podgrzewamy w garnuszku. Powinno być ciepłe, ale nie gorące. Rozpuszczamy w nim pokruszone drożdże z cukrem i szczyptą mąki i odstawiamy do wyrośnięcia. Zajmuje to około 15 minut. 
  2. Gdy drożdże pęcznieją, roztapiamy masło i odstawiamy je na bok do przestygnięcia.
  3. Do dużej miski wsypujemy mąkę i sól i robimy mały grajdołek.
  4. Do grajdołka wbijamy jedno jajko (drugie przyda się do posmarowania bułeczek), wlewamy mleko z drożdżami, wodę i masło.
  5. Wyrabianie ciasta drożdżowego kojarzy się zwykle ze żmudnym i ciężkim zajęciem. Nic podobnego. Moja babcia zawsze mówiła, że ciasto drożdżowe trzeba dobrze zboksować. Nie bez powodu brała się za pieczenie drożdżowych wypieków, gdy tylko dziadek coś przeskrobał. Tłukła ciasto tak długo, aż było gładkie i puszyste (i aż przechodził jej gniew). Na pewno kosztuje to trochę pary w rękach, ale satysfakcja gwarantowana. No dobrze, jeśli akurat nic was nie zdenerwowało, albo jesteście nadmiernie łagodni z natury i nie chcecie uderzyć nawet ciasta, możecie użyć robota kuchennego lub miksera z końcówkami w kształcie haków.
  6. wyrobione ciasto powinno rosnąć minimum godzinę. Przykryjcie miskę ściereczką, by ciasto nie wyschło. A teraz zaparzcie sobie herbaty i napawajcie się dumą. Wasze ciasto tak szybko dorasta ;)
  7. Gdy ciasto wyrośnie (powinno przynajmniej podwoić objętość), przekładamy je na stolnicę lub blat i ponownie wyrabiamy- tym razem bez boksowania, delikatnie. Formujemy bułeczki i układamy je na papierze do pieczenia. Pozwalamy im lekko podrosnąć. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 200 stopni. Przed włożeniem do piekarnika smarujemy bułeczki roztrzepanym jajkiem i ewentualnie posypujemy ulubionymi dodatkami. Pieczemy aż się delikatnie zarumienią.
Smacznego!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz