sobota, 23 marca 2013

Gulasz z dyni hokkaido

Kuchenne inspiracje czekają na nas absolutnie wszędzie. Można na przykład odwiedzić w piątkowe popołudnie sąsiadkę i gdzieś między czochraniem jej psa, a kawą wypitą w miłym towarzystwie wziąć udział w czarowaniu. Bo to musiały być właśnie czary, skoro w ciągu 15 minut (nie żartuję) powstała potrawa pyszna, orientalna i sycąca. Gulasz z dyni hokkaido się wyczarowuje. Wystarczy powiedzieć hokus pokus, pstryknąć palcami i już jest. No, prawie. Ale po kolei.

Dlaczego właśnie ta dynia, a nie żadna inna? Sekret tkwi w skórce. Nasza, pospolita dynia ma skórkę zbyt twardą. Zwykle pozbywamy się jej i korzystamy z dobrodziejstwa miąższu i pestek. W przypadku dyni hokkaido skórka jest główną atrakcją, bo podczas obróbki termicznej (co za paskudny termin na określenie pichcenia) nie mięknie i nie rozpada się. W rezultacie otrzymujemy gulasz pełen lekko chrupiących kawałków dyni :)

Nie dajcie się też zwieść nazwie. Hokkaido może i jest wyspą japońską, ale to pod Warszawą znajduje się jedno z większych europejskich zagłębi upraw tego warzywa :) Niestety, w zwykłych sklepach osiedlowych jest właściwie nie do zdobycia. Osobiście proponuję poszperać w sklepach z żywnością eko.

Sam proces powstawania gulaszu również przypomina bardziej recepturę na magiczny wywar. Moja sąsiadka zaczerpnęła ten przepis z książki Ewy Dobek "5 przemian w kuchni i w życiu". Jak się pewnie domyślacie, przepisy z tej książki mocno bazują na filozofii Dalekiego Wschodu. Kuchnia 5 przemian opiera się na założeniu, że wszystkie składniki kuchni można przyporządkować 5 żywiołom, a dobrze skomponowana i zdrowa potrawa ma w sobie wszystkie żywioły użyte w odpowiedniej kolejności. W rezultacie, niektóre składniki dodaje się po parę razy, by tej kolejności nie zaburzyć. Bardzo to zresztą piękne założenie, by własne ciało traktować, jak świątynię, o którą się dba i w której celebruje się życie. W zdrowym ciele, zdrowy duch i tak dalej, i tak dalej :)

Dopisałam się do listy chętnych na wypożyczenie książki, by móc się jeszcze bliżej przyjrzeć, o co w tym wszystkim chodzi, a tymczasem postanowiłam dodatkowo uprościć przepis i zmodyfikować go na własną modłę :) Nie mam nic przeciwko filozofii, ale moim zdaniem- im prościej, tym przyjemniej ;)


Składniki (na 3-4 osoby) :
  • dynia hokkaido
  • olej (w przepisie jest ryżowy, ale myślę, że sprawdzi się też słonecznikowy lub z pestek winogron)
  • sos sojowy
  • mały kubek jogurtu naturalnego
  • filiżanka zimnej wody
  • łyżka masła
  • przyprawy: pieprz, łyżka curry, garść świeżej kolendry, łyżka estragonu, łyżeczka kurkumy
Dynię dokładnie myjemy, kroimy na pół i wyjmujemy gniazda nasienne. Nasiona można ususzyć. Połówki dyni kroimy w paski szerokości 2 cm, a każdy pasek w kostkę. Dynię podsmażamy na 3 łyżkach oleju (mniej więcej 3-4 minuty). Dodajemy sporą szczyptę pieprzu (oryginalny przepis nie precyzuje, ile dokładnie-wszystko zależy od upodobania), łyżkę curry, łyżkę estragonu, łyżeczkę kurkumy, 4 łyżki sosu sojowego oraz szklankę wody. Delikatnie mieszamy i dusimy na małym ogniu, pod przykryciem około 12 minut.

Po upływie tego czasu dodajemy łyżkę masła, małe opakowanie jogurtu naturalnego i porządną garść posiekanej kolendry. Masło można nieco rozdrobnić, żeby lepiej się rozprowadziło. W oryginalnym przepisie dodaje się ziarna kolendry. Jednak moim zdaniem potrawa dusi się zbyt krótko, by ziarna kolendry w pełni oddały swój aromat i smak. Wszystko delikatnie mieszamy i dusimy jeszcze 2-3 minuty. Można wyłączyć już kuchenkę i pozwolić przez te parę minut potrawie "dojść" pod przykryciem.

Hokus pokus, pstryk palcami i gulasz gotowy :) Smakuje pysznie sam, lub jako dodatek do kaszy. Smacznego!
PS Wybaczcie mi zdjęcia. Wpadłam do sąsiadki na przysłowiową kawę i nie byłam uzbrojona w aparat, a jedynie telefon ;)

2 komentarze:

  1. A z mięskiem też da się zrobić?
    Darek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Da się kochanie, ale nie rób mi tu już sztucznego tłumu ;)

      Usuń